Państwo zaczyna być normalne i sprawiedliwe
Piątek, 25 listopada 2016 (23:00)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, uczestnikiem 28. Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Płocku, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” to także czas podsumowań. Proszę powiedzieć, jakie są osiągnięcia, jakie cele udało się zrealizować „Solidarności” w ostatnim czasie?
– Ostatnie 12 miesięcy, jakie upłynęły od wyboru Andrzeja Dudy na urząd prezydenta Rzeczypospolitej, wygranej w wyborach Prawa i Sprawiedliwości i ukonstytuowania się nowego rządu to czas, który pozwolił NSZZ „Solidarność” na realizację celów statutowych w dużo szerszym zakresie niż to miało miejsce na przestrzeni ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL. Z poprzednią ekipą nie dało się rozmawiać, dla ekipy premierów Donalda Tuska i Ewy Kopacz nie byliśmy partnerem, co więcej, strona społeczna była traktowana jak intruz.
Teraz jest inaczej…?
– Zdecydowanie tak. Weźmy chociażby sprawę wieku emerytalnego, gdzie poprzednia władza wydłużyła Polakom wiek przejścia na emeryturę, natomiast obecny rząd premier Beaty Szydło, prezydent Andrzej Duda i parlament, zgodnie z deklaracjami złożonymi w trakcie kampanii wyborczej i naszymi postulatami, teraz ten wiek obniżyli do poprzedniego poziomu. Podczas gdy rząd Platformy był antyspołeczny i antypracowniczy, obecna władza prowadzi politykę zgoła odmienną. I tak mamy szereg inicjatyw prospołecznych, jak chociażby program „Rodzina 500 plus”, który polskim rodzinom do tej pory ledwo wiążącym koniec z końcem pozwala godniej żyć. Teraz na horyzoncie pojawił się nowy Narodowy Program Mieszkaniowy „Mieszkanie plus”, rozmawiamy również na temat odmrożenia podstawy naliczania zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Pracuje również Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy, a więc zespół niezależnych ekspertów, którego celem jest m.in. wypracowanie projektów kodeksów: indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. W tej komisji pracują również przedstawiciele NSZZ „Solidarność” i to nie jako obserwatorzy, ale jako pełnoprawni członkowie tego gremium. Ogromnie ważne jest także to, że została uchwalona ustawa o Radzie Dialogu Społecznego i dialog z tym rządem jest prowadzony. To jest inna jakość rządzenia.
Tylko że ze strony opozycji tzw. totalnej pojawiają się zarzuty, że dzisiejsza „S” nadmiernie sprzyja obecnemu rządowi PiS, co więcej, że legitymizuje działania obecnej władzy...
– Jeżeli ktoś uważa, że realizacja przez rząd postulatów, z jakimi występuje związek zawodowy, jest legitymizowaniem tej władzy, to niech sobie w ten sposób to nazywa, ma do tego prawo. My nie jesteśmy żadną przybudówką, tylko czujemy się partnerami rządu. Traktujemy obecny rząd jako partnera społecznego i prowadzimy z nim dialog. W tym dialogu udaje się nam załatwić wiele rzeczy prospołecznych, propracowniczych, bo takie jest nasze zadanie jako związku zawodowego. Nie chcę być złośliwy i znęcać się nad Platformą Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym, ale pytanie nasuwa się samo: co powodowało, że poprzednia ekipa, sprawując władzę przez osiem lat i mając wiele okazji, żeby się wykazać, tego nie zrobiła? Przecież mieli taką możliwość i to nie raz…? Ale oni woleli ośmiorniczki i nie interesowały ich sprawy zwykłych Polaków.
Skoro PiS – jak Pan sam zauważa – realizuje politykę prospołeczną i prowadzi dialog ze stroną społeczną, to czy nie wymusza to zmiany formuły działania związku zawodowego, który nie musi już sensu stricto walczyć o prawa pracownicze?
– To nie jest do końca tak. Pozytywne działania prospołeczne i propracownicze tego rządu nie wyczerpują naszych oczekiwań. Oczywiście wiele ważnych spraw udało się załatwić, o czym wspomniałem wcześniej, natomiast jest cała masa spraw, problemów, które występują i o których rozmawiamy. Weźmy chociażby kwestie związane z ochroną zdrowia w Polsce czy dotyczące projektu zmian w oświacie – zresztą min. Anna Zalewska była gościem naszego zjazdu, był też panel dyskusyjny poświęcony reformie oświaty. Jest szereg problemów związanych z branżą górniczą, a także przemysłem stalowym, są również kwestie dotyczące Zbiorowego Układu Pracy, które trzeba uregulować i dopiąć w szczegółach. Oczekujemy od Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy takich rozwiązań, które spowodują, że my jako NSZZ „S”, jako związek zawodowy, będziemy traktowani przez pracodawcę jako partner układowy. Przecież, nie oszukujmy się, obecnie funkcjonujące związki pracodawców, z małymi wyjątkami, nie mają zdolności układowej. To wszystko pokazuje, że jest wiele spraw, które wymagają zmian i jeszcze wiele pracy jest przed nami. To nie koniec. Oczywiście kierunek jest właściwy i to z pewnością cieszy, ale cel jest wciąż przed nami, ciągle jesteśmy w drodze.
NSZZ „S” od początku angażował się w sprawę przetargu śmigłowcowego i krytycznie odnosił się do wyboru przez rząd Platformy oferty francuskich caracali. Obecny rząd podjął decyzję o zakończeniu tamtych negocjacji, co stwarza szanse dla PZL Mielec i PZL Świdnik. Jak to dzisiaj wygląda?
– Czekamy na Zespół Trójstronny i szczegóły. Wiele informacji z tego, co się dzieje wokół tego przetargu, do nas dociera, natomiast wciąż nie ma konkretnych decyzji. Wiemy, że są prowadzone rozmowy z Mielcem i Świdnikiem, ale nic więcej. Mam nadzieję, że podczas spotkania Zespołu Trójstronnego coś się wyjaśni.
Polska Rada Centrów Handlowych zbiera podpisy przeciwko zakazowi handlu w niedziele. Opór materii, jak widać, jest duży…?
– Ograniczenie handlu w niedziele to sztandarowy postulat NSZZ „S”. Za PRL-u w latach 80. poprzedniego stulecia walczyliśmy o wolne soboty, co zresztą znalazło swój wyraz w 21 postulatach z Sierpnia 1980 r. I przyszedł czas, że po 36 latach znów musimy walczyć, tym razem o wolne niedziele. Jestem przekonany, że z tym rządem, prowadząc dialog społeczny w dobrej wierze, uda się tę sprawę załatwić i parlament przegłosuje ustawę ograniczającą handel w niedziele.
Komu tak zależy, żeby niedziela nie była dniem wolnym, ale handlowym?
– Wszyscy ci, którzy za nic mają wartość rodziny, którzy za nic mają nasze polskie wartości narodowe, robią wszystko, żeby rodziny spędzały jak najmniej czasu ze sobą, żeby je podzielić. Rozbita rodzina jest idealnym obiektem do zmanipulowania, stąd robią wszystko, żeby takich rodzin było w Polsce jak najwięcej.
Tymczasem my uważamy, że niedziela jest dla Pana Boga i dla rodziny, tak było i tak będzie. Nie może być tak, że wielkie zagraniczne sieci handlowe, które panoszą się w Polsce, którym poprzednia władza dała do ręki odpowiednie instrumenty pozwalające na traktowanie z góry pracowników, ale także klientów, rządzą Polską. Nie może być tak, że interesy sieci handlowych, korporacji i ich zyski są ważniejsze niż dobro naszych obywateli. Oczywiście to prawda, że na przestrzeni ostatnich lat uczyniono z galerii handlowych, wokół których rozrósł się cały biznes, coś w rodzaju spektaklu, nowej świeckiej tradycji, w której po kilka godzin spędzają całe rodziny, zamiast pobyć ze sobą razem w domu, zjeść obiad, pójść na spacer, porozmawiać z dziećmi, zacieśniając rodzinne więzi. Ale to, że tak jest, nie znaczy, że tak musi być. Ci „postępowi” amatorzy spędzania niedziel w centrach i galeriach handlowych nie dość, że sami marnują czas, to dodatkowo swoją obecnością zajmują czas pracownikom takich miejsc i ich rodzinom. I to trzeba zmienić, bo tak nie wygląda normalne życie.
Powróćmy jeszcze do relacji z rządem, w kampanii wyborczej PiS zapowiadało, że „sprawy zwykłych obywateli będą najważniejsze”. I są…?
– Jestem głęboko przekonany, że wreszcie rozpoczęło się porządkowanie państwa, porządkowanie spraw zwykłych obywateli. Obok wspomnianych wcześniej działań prospołecznych i – w końcu – zauważania zwykłych ludzi, którym przez wiele lat żyło się źle, mamy też działania przywracające właściwą rolę państwa. Mam tu na myśli projekt nowelizacji tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Nie może być dłużej tak, że ludzie, którzy w okresie PRL-u stali po uprzywilejowanej stronie, którzy stanowili zbrojne ramię reżimowej władzy, mordując i prześladując polskich patriotów, działaczy opozycji antykomunistycznej, po ponad 26 latach od zmiany ustroju w Polsce wciąż pobierają nienależne im apanaże w postaci przesadnie wysokich emerytur czy rent. Tymczasem bohaterowie polskiej wolności, których ci PRL-owscy funkcjonariusze prześladowali, żyją dziś w biedzie, nie mając nawet za co wykupić wszystkich leków. Pozytywne jest to, że obecny rząd to dostrzega i tę głęboką niesprawiedliwość społeczną chce naprawić. Sam mam wielu starszych kolegów, działaczy NSZZ „S”, którzy tworzyli ten Ruch Społeczny i można powiedzieć, stali na czele barykad, kiedy Polska się budziła z niewoli przeciw komunistycznej władzy. Ci ludzie byli za to prześladowani, wyrzucani z pracy i już wtedy nie mieli z czego żyć. Dzisiaj, po wielu latach pracy dla Polski, zaangażowaniu i narażaniu życia i zdrowia także są poszkodowani i mają głodowe emerytury. To jest niesprawiedliwe i urągające ludzkiej godności. Dlatego pozbawienie ubeków, esbeków i innych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji nadmiernie wysokich świadczeń jest jak najbardziej zasadne, jest wyrazem sprawiedliwości dziejowej. Wprawdzie późno, ale lepiej późno niż wcale. Jest to niewątpliwie zasługa prezydenta Andrzeja Dudy i rządu premier Beaty Szydło. To świadczy, że państwo zaczyna być normalne i sprawiedliwe. Polskie społeczeństwo to dostrzega i docenia.