Rząd zasługuje na więcej zaufania i spokoju
Środa, 16 listopada 2016 (20:49)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki
To był dobry rok – mówiła premier Beata Szydło, podsumowując 12 miesięcy rządzenia Polską. Jak ocenia Pan rok rządów PiS z perspektywy parlamentarzysty?
– Oceniam ten rok rządów w pewnej mierze krytycznie, ale postaram się być obiektywny i uczciwy w swoich sądach. Każda ekipa, która obejmuje rządy, robi sobie pewne założenia i zakłada zadanie do wykonania. I z jednej strony należy powiedzieć, że pewne punkty programu Prawa i Sprawiedliwości premier Beata Szydło może sobie odhaczyć jako zaliczone czy wykonane, ale wiele spraw, które są dźwignią państwa, niestety wciąż pozostają nierozwiązane.
Co zatem można uznać za minus, a co należy ocenić pozytywnie?
– Zacznę od plusów. Na pewno jeśli chodzi o kwestie socjalne, a więc realizację planu godnościowego, to należy podkreślić, że rząd PiS zrobił bardzo dużo. Dotyczy to m.in. wprowadzenia programów prorodzinnych, które w mojej ocenie są może mniej działaniami prodemograficznymi, a bardziej godnościowymi, rozumianymi jak wyrównywanie dysproporcji między ludźmi bardziej a mnie zamożnymi. I to z pewnością należy uznać za plus działań tego rządu. Niestety jest także druga strona tego medalu, a mianowicie, żeby móc rozdawać pieniądze, najpierw trzeba je zarobić. I tutaj dotykamy bardzo istotnej kwestii, która nazywa się pieniądze publiczne, a więc systemu finansów publicznych państwa polskiego. Te zaś są w bardzo opłakanym stanie, a budżet na przyszły rok można określić „budżetem agrafkowym” sztucznie spinanym, bo pieniędzy mimo założeń niestety nie przybywa. Stąd ciągle – niestety – mówimy o budżecie deficytu, który ciągle rośnie.
Co jest największym problemem?
– Są bez wątpienia problemy, które w Polsce, w pewnym sensie przypominają rozpędzoną lokomotywę. Problem w tym, że chcąc cokolwiek zmienić, trzeba tę lokomotywę wyhamować, co wcale nie jest proste, co więcej – należy ją przestawić na inne tory. Mam tu na myśli problem ZUS, kwestie emerytalne, problemy w szeroko rozumianej ochronie zdrowia i oczywiście kwestie podatków. I w tych działaniach podejmowanych przez rząd premier Beaty Szydło, mnie osobiście jako politykowi, który od roku ma możliwość zasiadać w polskim parlamencie, brakuje jednoznacznego wskazania przez rząd kierunku. Brakuje mi też jasnego komunikatu, że rządzący mają świadomość, iż budżet nie jest doskonały, bo przecież nikt nie oczekuje od premier Szydło, że w ciągu jednego roku jej rząd dokona cudu i 900 miliardów złotych deficytu budżetowego nagle zostanie zredukowane do „0”, bo to jest nierealne, niemożliwe, niewykonalne. Natomiast oczekiwałbym pewnej mapy drogowej, pewnego planu z jasno wytyczonymi zadaniami, zadaniami długofalowymi, które będą miały na celu zrównoważenie budżetu.
I to załatwiałoby sprawę?
– Oczywiście, że nie, bo jest to proces. Dlatego należałoby również – obok wspomnianego długofalowego planu – opracować pewne założenia, które z roku na rok będą nas do tego celu przybliżać a nie oddalać. I to jest mój największy zarzut do rządu premier Beaty Szydło, że zabrakło wyrysowania takiej ścieżki gospodarczej. Zabrakło mi jednoznacznych deklaracji, bo w tej materii są potrzebne bardzo twarde zasady, które co ważne – muszą być konsekwentnie realizowane. Na pewno czymś, co określiłbym jako cień pomysłu, jest plan wicepremiera Mateusza Morawieckiego, czyli projekt „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, który złośliwi ochrzcili jako „projekt slajdowy”. Oczywiście te slajdy, słupki, którymi się posługuje Mateusz Morawiecki przy okazji różnych prezentacji, pięknie wyglądają, ale niestety brakuje w tym wszystkim pewnego uwiarygodnienia kierunku, czyli określenia, że na realizację poszczególnych zadań pieniądze popłyną stąd i stąd, z takich czy innych programów unijnych, w takim a takim zakresie itd. Brakuje wyraźnego wskazania, że te plany i projekty, to nie jest pustosłowie, ale możliwe zadanie do wykonania z realnymi pieniędzmi. Na dzisiaj mówimy o zadaniu bez realnych pieniędzy. To wszystko sprawia, że dla ekonomisty z tej całej pięknie brzmiącej opowieści robi się niestety mało wartościowa opowieść o slajdach.
Skoro jesteśmy przy wicepremierze Morawieckim, to w swoim podsumowaniu roku pracy przedstawił on zadania na drugi rok rządów, gdzie priorytetem ma być rozwój, rozwój zrównoważony i odpowiedzialny. Czy w związku z tym jest możliwe przebudowanie modelu państwa tak, aby służyło ono obywatelom?
– W przeciwieństwie do rządu koalicyjnego PO – PSL, który działał – określmy to – punktowo, a więc z korzyścią dla wielkich aglomeracji, co więcej – działał z korzyścią dla miast politycznie sobie przychylnych, o tyle rząd PiS podjął się realizacji zadania, które określa mianem zrównoważonego rozwoju. To jest takie modne słowo wytrych i można odnieść wrażenie, że wszyscy bardzo chętnie je wypowiadają, ale tak naprawdę do końca nikt nie wie, jak ten problem ugryźć, jak zrównoważyć coś, co jest bardzo mocno nierównoważne. Wystarczy tylko spojrzeć na mapę infrastruktury drogowej w Polsce, żeby stwierdzić, że północ kraju i mój okręg wyborczy warmińsko-mazurski jest przysłowiową białą plamą. Pytanie brzmi: jak zrównoważyć wykluczenie komunikacyjne tego regionu, który wypada bardzo ubogo na tle całego kraju. Żeby to zrobić, to należałoby wstrzymać inwestycje w centralnej i południowej Polsce, a wszystkie środki skumulować na Warmię i Mazury. Tylko wówczas możliwe byłoby rozprawienie się z wykluczeniem komunikacyjnym tego regionu. Tyle że nie da się tego zrobić, zamalować tej pustki za jednym pociągnięciem pędzla. To wszystko pokazuje, że część z planów dotyczących zrównoważonego rozwoju, z powodów gospodarczych jest dzisiaj niestety martwa.
Czy zatem jest to plan w ogóle niewykonalny?
– I tu jest problem. Weźmy chociażby Śląsk, gdzie część kopalni została zamknięta, z kolei mamy tam problemy ekologiczne i szeroko pojętą degradację. Politycy, zwłaszcza rządzący, którzy oczywiście bardzo chętnie operują terminem zrównoważonego rozwoju, tyle tylko, że jak zrównoważyć coś, co niestety jest nierówne. Nie da się tego zrobić, tym bardziej że tak jak wspomniałem, wcześniej mamy miasta i województwa, gdzie zagęszczenie ludności jest bardzo duże, ale mamy też regiony, gdzie następuje proces wyludniania. I program, który wskazuje PiS, nie jest możliwy do zrealizowania w krótkiej perspektywie czasowej, jednego roku czy dwóch. Jednocześnie pamiętajmy, że unijna perspektywa wielkich działań infrastrukturalnych się skończyła. Teraz jest nowa perspektywa, do dyspozycji mamy mniej środków, które są skierowane na realizację projektów bardziej naukowych, badawczych, nastawionych na rozwój, na innowacyjność, natomiast nie są one adresowane na naprawę infrastruktury. Nie znaczy, że w tym obszarze w ogóle nie ma pieniędzy, ale jak wspomniałem, nie są to pieniądze stricte na wyrównywanie zapóźnień poszczególnych regionów i nie są to tak wysokie kwoty jak w „starej” perspektywie. Wobec dużego zróżnicowania poszczególnych regionów kraju trudno będzie zrównoważyć coś, co jest zróżnicowane gospodarczo i społecznie.
W planach jest wprowadzenie ujednoliconego podatku. Czy to uprości system podatkowy i czy poprawi ściągalność podatków?
– Wolałbym, żeby politycy mniej mówili o swoich pomysłach, a więcej o konkretach i projektach ustaw. Jeśli bowiem polityk mówi o tym, że chciałby, aby wszyscy byli zdrowi, młodzi, piękni i bogaci, to brzmi to owszem ładnie, ale jest nierealne. Jeśli ktoś mówi, że ma pomysł na podatki, ale nie dodaje, że z przedstawieniem konkretnych założeń i realizacją trzeba będzie poczekać, to może to oznaczać, że coś tu jest niedopracowane, nieprzygotowane i niewyliczone. Oczywiście nie chciałbym kwestionować kompetencji kogokolwiek, czy posądzać o brak pomysłów, ale mam wrażenie, że budżet państwa jest domykany w ostatniej chwili. Warto też pamiętać, że budżet to nie tylko wydatki, ale również dochody, natomiast dochody buduje system podatkowy.
To jak to będzie, bo w podsumowaniu roku wicepremier Morawiecki mówił o wydatkach na programy socjalne sięgających dziś 40 miliardów złotych, a mają być jeszcze wyższe, bo na poziomie 50 miliardów złotych?
– Osobą najbardziej kompetentną, żeby odpowiedzieć na to pytanie, byłby sam wicepremier Morawiecki, który jest „mózgiem” finansowym tego rządu. Jest osobą „zakochaną” w budżecie i oczekuję, że to jego uczucie wynikające z jego samozadowolenia udzieli się także wszystkim Polakom, którzy będą korzystać z wypracowanych rozwiązań. Mam na myśli to, że Polacy będą płacić takie podatki, które nie będą karą, ale będą to podatki bardzo racjonalne z mądrą konstrukcją.
Oczywiście oczekiwania społeczeństwa i polityków opozycji mogą być bardzo wygórowane – pytanie tylko, czy w ciągu jednego roku można nadrobić czy naprawić to, co zepsuła poprzednia ekipa i jednocześnie zrealizować wszystkie obietnice wyborcze?
– Każdy rząd ma, a przynajmniej powinien mieć rozpisany plan działań na całą czteroletnią kadencję. I na pewno niesprawiedliwym byłoby domaganie się, żeby rządzący spełnili wszystkie obietnice w ciągu jednego roku. Kadencja Sejmu, a także rządu trwa cztery lata i nie oczekujmy, że coś, co jest zaplanowane na cztery lata, zostanie zrealizowane przez rok. Jeżeli ktoś domaga się spełnienia wszystkich obietnic w tak krótkim czasie, to zwyczajnie jest nieuczciwy. Ten rząd zasługuje na więcej zaufania i spokoju w działaniu. Tymczasem pamiętamy, że przed rokiem, jeszcze zanim PiS faktycznie zaczęło sprawować władzę w Polsce, już było krytykowane przez opozycję tzw. totalną. Tymczasem minął dopiero rok, a wiele obietnic już zostało spełnionych. Poczekajmy, zobaczymy, czy rząd PiS dotrzyma słowa danego Polakom.