• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Polskie drogi do Niepodległości

Poniedziałek, 14 listopada 2016 (20:51)

Po odzyskaniu niepodległości największym zagrożeniem byli bolszewicy. Żeby ich pokonać, to oprócz siły militarnej i waleczności żołnierza jawiła się siła moralna – powiedział prof. Mieczysław Ryba. W środę, 9 listopada 2016 r., w Centrum Edukacyjnym IPN Przystanek Historia im. Janusza Kurtyki w Warszawie odbyło się spotkanie z profesorem pt. „Polskie drogi do Niepodległości”.

Podczas spotkania poruszono wątek zaangażowania Kościoła katolickiego w sprawy niepodległościowe. Profesor zauważył, że w czasach, gdy kształtowała się nasza niepodległość, II Rzeczpospolita stanęła przed wielkim zagrożeniem – pochodem bolszewików na zachód. Jak stwierdził, gdyby udało się „zarazić” Polaków rewolucją, o jakiejkolwiek niepodległości nie mogłoby być mowy.

– Po odzyskaniu niepodległości największym zagrożeniem byli bolszewicy. Żeby ich pokonać, to oprócz siły militarnej i waleczności żołnierza jawiła się siła moralna. Gdyby rewolucja wybuchła na ziemiach polskich, tak jak miało to miejsce w Niemczech – a w czasie trwania wojny polsko-bolszewickiej, wrzenie rewolucyjne było bardzo duże – to tej niepodległości by nie było. Wyobraźmy sobie, że na tyłach frontu mamy do czynienia z wrzeniem rewolucyjno-strajkowym i to w zasadzie oznacza koniec wojny – podkreślał prof. Ryba.

Wyjaśniał, że działania do wzniecenia rewolucji w Polsce zostały podjęte. M.in. w tym celu powołano do istnienia Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski w Białymstoku.

Polska stanęła przed trudnym zadaniem zgaszenia zapędów rewolucyjnych. W tej walce znaczącym sojusznikiem Warszawy był Kościół katolicki.

– Jak uchronić Polaków przed zagrożeniem rewolucyjnym i zachętą rewolucyjną w sytuacji olbrzymiej biedy powstałej w wyniku zniszczeń I wojny światowej? Otóż nie sposób było się odezwać do czego innego, jak do czynnika moralnego i siły duchowej, a Kościół jasno definiował bolszewizm, poprzez to, że był to wojujący ateizm. Bolszewickie barbarzyństwo było nie do przyjęcia a rola Kościoła nie do przecenienia – akcentował profesor.

Rola Kościoła w budowaniu niepodległości była niepodważalna. Tego faktu nie podważali nawet politycy, którzy nie utożsamiali się z wiarą rzymskokatolicką.

– Nawet ludzie słabej wiary lub wątpiący, którzy przez jakiś czas mieli z wiarą olbrzymie kłopoty, do których można zaliczyć Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, nie atakowali Kościoła. Dmowski wręcz go afirmował, nawet przed swoim pogłębionym nawróceniem. Jego książeczka: „Kościół, Naród, Państwo” pokazuje kluczową rolę Kościoła w dziejach Narodu. Jego teza jest prosta: bez katolicyzmu nie ma polskości. Nie istnieje taki byt w sensie kulturowym. I to jest absolutnie prawdziwa teza – podkreślał wykładowca KUL.

Spotkanie zostało zorganizowane przez Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Warszawie.

RS