• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Komisja Europejska wie, jak wychowywać dzieci w Polsce?

Środa, 9 listopada 2016 (04:00)

Komisja Europejska w specjalnym raporcie stwierdza, że zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków w Polsce jest błędem. Swoje tezy popiera badaniami i sugeruje, że 7 lat to zbyt późny wiek na rozpoczęcie realizacji obowiązku edukacyjnego.    

Komisja Europejska takim komentarzem i oceną sytuacji w Polsce daje dowód na to, że traktaty unijne nic dla niej nie znaczą. Dokumenty określające funkcjonowanie UE podkreślają, że państwa członkowskie Unii mają autonomię w takich dziedzinach jak: edukacja, wychowanie i model rodziny. Rzeczywistość okazuje się brutalna, bo idee te nic nie znaczą dla unijnych decydentów. To musi budzić niepokój.

W Polsce mamy demokratycznie wybrany parlament, który dał mandat rządowi do sprawowania władzy. Powstałe w MEN ustawy zgodne są też z literą prawa i zdrowym rozsądkiem. Wywieranie presji na nasz rząd raportami odbieram jako próbę zdyskredytowania polityki edukacyjnej Rady Ministrów. Z tego miejsca tylko krok do podważania naszej suwerenności. Co ciekawsze, Komisja Europejska mówi o sobie, że jest ciałem stojącym na straży demokracji w Zjednoczonej Europie, a demokratyczne wybory Polaków nic dla niej nie znaczą.

Druga sprawa to dobro dziecka. Nie tylko w Europie, ale także np. w Stanach Zjednoczonych edukacja domowa przeżywa renesans. Dlaczego wspominam o tym w sytuacji dyskusji nad wiekiem dziecka, które powinno być objęte obowiązkiem szkolnym? Bo oto widzimy, że rozmija się to, co rząd w danym kraju narzuca rodzicom, z ich wolą. Obowiązek szkolny staje się „przymusem szkolnym”, a rodzina nie postrzega edukacji jako dobro dziecka. Skoro narasta liczba dzieci, które zostają w domu i są uczone przez swoich rodziców, to dowodzi to tego, że rodzina nie ma zaufania do systemu państwowego.

W Polsce podjęto decyzję o pozostawieniu obowiązku szkolnego na poziomie 7. roku życia dziecka. Jednak każdy rodzic, który uzna, że jego dziecko rozwija się szybko, to po zrobieniu odpowiednich badań może posłać dziecko wcześniej do szkoły. Nikt tego w Polsce nie zabrania.

Z kolei rodzice, którzy prosili o to, aby ich dzieci mogły pozostać w domu dłużej, kierują się rzeczywistym dobrem dziecka. Ich decyzja nie jest kaprysem, a trzeźwą oceną możliwości ich dziecka. Nie mówimy tu tylko o rozwoju intelektualnym dziecka, ale też osobowym i duchowym. To są te czynniki, które trzeba brać pod uwagę, a nie kierować się ślepym systemem opartym na przymusie.

Nie mogę uciec od wrażenia, że Komisja Europejska, podważając suwerenną decyzję Polski w kwestii edukacji, dołącza się tym samym do lobby pracodawców. W jakim sensie? Widzimy, że w Europie mamy zimę demograficzną, a poszczególne kraje wymierają. Nie trzeba więc być ekspertem z ekonomii, żeby wiedzieć, że nie będzie rąk do pracy i zasilania systemów emerytalnych. Przyśpieszenie obowiązku szkolnego będzie równoznaczne z wcześniejszym wepchnięciem człowieka na rynek pracy. O tym się w ogóle nie mówi żadnych dyskusjach, a to się samo z siebie logicznie nasuwa.

Mam nadzieję, że rząd nie będzie się w ogóle pochylać nad raportem Komisji. Jesteśmy suwerennym państwem, które najlepiej zna nasze dzieci i posiada bogatą tradycję wychowania. Mam nadzieję, że mimo presji, która jest coraz silniejsza, to rodzice będą mogli swobodnie decydować o tym, kiedy ich dziecko powinno pójść do szkoły.

Agnieszka Jackowska