• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Niepodległość warta krwi

Wtorek, 8 listopada 2016 (21:45)

Z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Adam Kruczek.

ROZMOWA / z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu

„Polskie drogi do Niepodległej” to temat wykładu, który 9 listopada br. wygłosi Pan w Centrum Edukacyjnym IPN Przystanek Historia w Warszawie. Jakie czynniki odegrały decydującą rolę w odzyskaniu przez Polskę niepodległości blisko 100 lat temu?

– Z pewnością jest tu ten element obiektywny, niezależny od nas, czyli wojna wielkich mocarstw, w tym również tych mocarstw rozbiorowych. Ale niezwykle ważnym czynnikiem była duża mobilizacja Narodu, a szczególnie elit politycznych, które chciały wykorzystać tę dziejową szansę. Gdy popatrzymy na praktycznie całe spektrum polskiej sceny politycznej, no może poza komunistami i radykalnymi ugrupowaniami socjalistycznymi, to niepodległość stała się ich głównym celem politycznym. Nie te kwestie społeczne, nie te waśnie partyjne, ale właśnie niepodległość. Oczywiście różnie patrzono na drogi czy metody dojścia do niej, ale ten główny cel absolutnie zdominował naszą scenę. I gdy bieg wypadków wojennych coraz bardziej sprawę polską umiędzynaradawiał, powstawała przestrzeń, którą Polacy potrafili wypełniać. Niezwykle ważne było też to, że byli w stanie zjednoczyć się dzielnicowo, bo pamiętajmy, że ziemie polskie leżały pod trzema zaborami.

Pana wykład wpisuje się w tegoroczne obchody rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlaczego o polskich drogach do niepodległości należy stale przypominać, debatować, może spierać się? Tyle czasu minęło od tych wydarzeń.

– Przede wszystkim dlatego, że nigdy niepodległość i wolność nie jest dana raz na zawsze, tylko każde pokolenie musi ją po pierwsze – zagospodarować, a po drugie – ochronić. Dla siebie i przyszłych pokoleń. Niepodległość jest dobrem wartym najwyższej ceny. Jeśli się tego nie pokaże, nie przedyskutuje, nie przetrawi zarówno na poziomie politycznym, jak i szeroko rozumianego życia narodowego, to polskie błędy przeszłości XVIII-wiecznej mogą się powtórzyć.

Co nam daje niepodległość? Dziś w obliczu tendencji integracyjnych w Unii Europejskiej jej potrzeba bywa niekiedy kwestionowana.

– Tendencje integracyjne to nie jest dzisiejszy pomysł. Były znane od bardzo dawna. Były takie pomysły, choćby – żeby daleko nie szukać – napoleoński, sowiecki czy niemiecki. Tego rodzaju ideologie pojawiały się co jakiś czas, ale zawsze upadały jako zbyt oderwane od rzeczywistości. Narody mogą się rozwijać, zarówno wspólnotowo, jak i indywidualnie, kiedy mają swoje państwa, swoje instytucje, które jak gdyby pomnażają życie wspólnotowe. Doświadczyliśmy tego w naszej historii. Brak państwowości wywołał ogromne rozczarowanie, czego efektem były rozliczne powstania i polska krew przelana w XIX wieku. Rusyfikacja i germanizacja uderzały w samo jądro tego, co stanowi naszą wspólnotę. Bo człowiek żyje na sposób wspólnotowy, a podstawą, kośćcem tej wspólnoty jest kultura narodowa, a ona może się rozwijać we wszystkich aspektach przy posiadaniu własnego państwa. I to jest rzecz, którą mogliśmy w praktyce sprawdzić. Obok kultury niezwykle ważna jest podmiotowość gospodarcza, żeby nie dawać się wykorzystywać zewnętrznie, oraz instytucjonalna, żeby Polacy mogli mieć swoje instytucje i kształtować je wedle własnej woli. To wszystko łączy się ze słowem „niepodległość” i jest warunkiem normalnego życia każdego z Polaków.

Niepodległość, wolność, patriotyzm stają się hasłami coraz bardziej popularnymi wśród polskiej młodzieży. Skąd ten zwrot?

– Jest to pewien fenomen na tle krajów europejskich, gdzie młodzież uległa wpływom rewolucji kulturowej i jeśli pojawiają się tam marsze, to są one bardziej lewackie czy „tęczowe”, a nie patriotyczne czy chrześcijańskie. Wydaje się, że u nas do głosu dochodzi nasza tragiczna XX-wieczna historia, to wołanie tych, którzy poginęli, m.in. Żołnierzy Niezłomnych, o dziejową sprawiedliwość. Ponadto jest to reakcja na prowadzoną w III RP politykę ahistoryzmu. Ona dotknęła silnie młode pokolenie, bo przecież nie cała młodzież, tylko jej elitarna część tak mocno dziś manifestuje swoją cześć dla polskiej niepodległości. Ale ten ahistoryzm, to wyrzucanie, spłycanie nauczania historycznego, spowodowało właśnie taką mocną reakcję protestu. To jest gdzieś w naszej duszy, że jeśli ktoś próbuje nam coś narzucić, coś wydrzeć, to pojawia się element protestu. I to jest zdrowy odruch. Tylko trzeba na tych emocjach nabudować pewną formację intelektualną i oczywiście moralną.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Kruczek