Trzymam kciuki, żeby się udało
Sobota, 5 listopada 2016 (18:58)Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pierwsi podchorąży, którzy w przyszłości zostaną oficerami Wojsk Obrony Terytorialnej, złożyli w piątek, we Wrocławiu przysięgę wojskową. To ważny dzień…?
– To bardzo ważny dzień. Ważny dla podchorążych, którzy złożyli przysięgę. Przysięga żołnierska jest sprawą bardzo ważną, wiążącą moralnie osobę, która ją składa. Ja też kiedyś składałem przysięgę żołnierską, stąd wiem, o czym mówię. Za tą przysięgą kryje się obowiązek obrony państwa. Niezależnie od tego tę przysięgę w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu składali przyszli oficerowie korpusu oficerskiego Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) – formacji potrzebnej i istotnej dla naszej obronności. Stąd to piątkowe wydarzenie było bardzo ważne.
Czy WOT jako samodzielny rodzaj Sił Zbrojnych, których docelowo, za trzy lata ma być ok. 50 tysięcy są w stanie wzmocnić nasz potencjał militarny?
– Myślę, że nie chodzi tu o to, czy i na ile WOT wzmocnią potencjał militarny Polski, dlatego że nasze poszukiwania jeśli chodzi o obronę narodową, nie powinno polegać na tym, że zastanawiamy się nad tym, czy możemy wzmocnić naszą obronę, ale na poszukiwaniu sposobów, które zrealizowane sprawią, że nieprzyjaciel licząc się ze stanowczym oporem, zrezygnuje z ataku na nasz kraj. Nasz system obrony ma bowiem doprowadzić do tego, aby nasz kraj wydawał się temu potencjalnemu agresorowi co najmniej bardzo trudny do zdobycia. Stąd jeśli chodzi o przygotowania i rozwijanie Obrony Terytorialnej – w mojej ocenie – powinny być one rozpatrywane właśnie pod takim kątem, a więc pod kątem strategii obrony kraju, a nie tylko, choć oczywiście jest to także ważne pod kątem wykorzystania operacyjnego czy taktycznego WOT.
To, kogo i czego w takim układzie mają bronić WOT?
– WOT, oględnie mówiąc, mają bronić terytorium naszego kraju i to jest jasne. Nie jest to jednak kwestia, co WOT mają bronić, ale chodzi o to, czy odpowiednio przygotowywana Obrona Terytorialna będzie formacją w takim wymiarze i o takim zasięgu, że nieprzyjaciel, który będzie planował operacje wojenne przeciwko Polsce, dojdzie do wniosku, że będzie mu bardzo trudno opanować dany teren, na którym znajduje się Obrona Terytorialna i gdzie będzie prowadzić działania obronne.
A zatem kwestia bardziej dotyczy powszechności i masowości tego typu rozwiązania…?
– Dokładnie. Chodzi o powszechność i masowość z jednoczesnym bardzo mocnym zakorzenieniem się tego typu wojska w społecznościach lokalnych. A zatem chodzi o to, żebyśmy stworzyli obok wojsk operacyjnych, obok tego, co nazywamy armią zawodową, wojsko obywatelskie, które kieruje się nieco inną motywacją, jeśli chodzi o wykonywane funkcje. Dodatkową motywacją jest bowiem obrona przed zagrożeniem własnego domu i swoich bliskich, a więc tego typu formacje powinny być skonstruowane nieco inaczej.
Czy i na ile to – jak Pan określił – wojsko obywatelskie będzie w stanie współdziałać z wojskami operacyjnymi w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa?
– Oczywiście, że będzie współdziałać z wojskami operacyjnymi. Żeby to zrozumieć, powróćmy na chwilę do klasyki, jeśli chodzi o obronę kraju, a mianowicie w dawnych czasach, bo jeszcze w okresie Kazimierza Wielkiego zbudowaliśmy w Polsce system obrony składający się z trzech elementów. Z jednej strony tym elementem było rycerstwo, a więc wojska operacyjne, ale obok tego było pospolite ruszenie złożone z obywateli, którzy umieli się posługiwać bronią i tą broń posiadali. Trzecim elementem był kraj przygotowany do obrony, a więc twierdze, obwarowane miasta itp., które również miały swoje załogi i w przypadku zagrożenia przystępowały do obrony. Otóż te trzy elementy ze sobą współgrały, były kompatybilne, co więcej – nie było żadnego dysonansu między działaniami jakiegokolwiek z tych elementów. I to jest pewien standard, dlatego nie bardzo rozumiem, dlaczego nagle odkrywamy rzeczy, które już dawno zostały odkryte, co więcej – z powodzeniem znajdują zastosowanie w innych krajach. Obok wojsk operacyjnych, żołnierzy zawodowych istnieją siły terytorialne składające się z obywateli, którzy nie stacjonują w jednostkach wojskowych, ale na co dzień wykonują swoje obowiązki zawodowe, natomiast w razie potrzeby chwytają za broń i stanowią część sił zbrojnych.
A jeśli chodzi o prowadzenie samodzielnych działań bojowych, to WOT powinny być też zdolne do tego typu działań…?
– Jak najbardziej. Do czego szkolimy WOT…? Podstawą jest – jak powiedziałem wcześniej – obrona miejscowa, która polega na tym, że żołnierze bronią terenu, na którym się znajdują i który znają. Kiedy pojawia się nieprzyjaciel, wówczas atakują go na różne sposoby, aby zadać mu jak najbardziej dotkliwe straty. Sądzę, że taktyka tych działań została już dawno opracowana i jest gotowa. Tego typu działania nazywamy działaniami asymetrycznymi, a polega to na tym, że uderza się w nieprzyjaciela w tych miejscach, gdzie on jest słaby, a nie podejmuje się walki tam, gdzie przeciwnik jest silny. Inaczej mówiąc nie atakujemy czołowo, kiedy zagrożenie się pojawia, ale atakujemy jego zaplecze itd.
Opozycja grzmi, że min. Antoni Macierewicz, formując WOT, tworzy prywatną armię PiS, która może zostać użyta do walki z opozycją…
– To jest oczywista bzdura. Przypomnę tylko, że ta dzisiejsza opozycja, która tak chętnie atakuje min. Macierewicza, zapomniała, że to ona, kiedy jeszcze niedawno znajdowała się przy władzy, przygotowała system kierowania, dowodzenia obronnością, który umożliwia ministrowi obrony podporządkowanie sobie bezpośrednio np. dowództwa wojsk terytorialnych. Skoro przedtem przygotowano coś w rodzaju dowodzenia Siłami Zbrojnymi, gdzie na szczeblu najwyższym dowódca generalny i dowódca operacyjny podlegają bezpośrednio ministrowi, i nie ma nad nimi żadnego przełożonego wojskowego, to min. Macierewicz, który wszedł w tę rolę, może utworzyć kolejne stanowisko na tym szczeblu i po powołaniu przez prezydenta obok dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego Sił Zbrojnych będzie trzeci dowódca podporządkowany szefowi MON, a mianowicie dowódca WOT.
Skoro ten system nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, to może należałoby z niego zrezygnować?
– Kiedy Platforma tworzyła ten system, to otwarcie to rozwiązanie skrytykowałem, nazywając je chorym. Nie może być bowiem tak, żeby polityk, osoba cywilna, która dajmy na to nie ma kompetencji w tym zakresie, obejmowała i sprawowała funkcje rozkazodawcze w Siłach Zbrojnych. Tego typu funkcje powinien sprawować wojskowy. Oczywiście nad tym najwyższym wojskowym dowódcą musi być przełożony – minister obrony. I dopiero taka konstrukcja jest właściwa. Obecna opozycja, a jeszcze niedawno ludzie władzy, wprowadziła – moim zdaniem – fałszywy i nieskuteczny system dowodzenia, który należy zmienić. I z tego, co mi wiadomo, obecne kierownictwo MON pracuje nad tym, żeby zmienić ten chory system zarządzania wojskiem. Jest to konieczne i niezbędne.
Skoro mowa o poprzedniej władzy, to były minister obrony w rządzie PO – PSL Bogdan Klich ocenił, że WOT będą armią po pierwsze, niewyszkoloną, po drugie, słabo wyposażoną, a po trzecie, kiepsko uzbrojoną i co istotne bardzo drogą…
– To oznaczałoby, że obrona terytorialna w Finlandii czy chociażby system obrony terytorialnej w Szwajcarii, które stanowią istotny komponent sił zbrojnych tych państw, są to źle wyszkoleni żołnierze. Dlatego takie stwierdzenia jak słyszymy ze strony opozycji, to oczywista bzdura. W mojej ocenie, Bogdan Klich w ogóle nie powinien się wypowiadać w kwestii Obrony Terytorialnej, bo to nie kto inny jak właśnie on zlikwidował wówczas istniejące jeszcze Jednostki Obrony Terytorialnej. To właśnie za jego rządów w resorcie obrony zrezygnowano z poboru do wojska. Stąd uważam, że były minister Klich ma najmniej praw do tego, żeby się w ogóle wypowiadać w tych kwestiach, a tym bardziej krytykować decyzje min. Macierewicza. W ogóle nie powinien zabierać głosu, bądź tak jak to kiedyś mądrze określił prezydent Francji Jacques Chirac – uprzejmie milczeć. Jak widać, tej kultury milczenia po stronie dzisiejszej opozycji niestety brakuje.
A zatem WOT to nie jest żadna weekendowa formacja udająca armię – jak głosi opozycja…?
– Tego do końca nie wiem, bo to będzie zależało od wielu czynników, m.in. od tego, jak zostaną sformowane poszczególne jednostki WOT, jaki będzie cykl szkolenia i jak on będzie realizowany. WOT to ma być formacja, która będzie miała określone cele i zadania. Jak to będzie wyglądało w praktyce, to pokaże czas, bo jak wiadomo, nawet najlepsze założenia i potencjał można zmarnować złym wykonaniem, które jest dopiero przed nami. Póki co mamy bardzo ambitny cel, a mianowicie powołanie trzech brygad WOT jeszcze w tym roku trzech brygad wojewódzkich WOT na ścianie wschodniej w Podlaskiem, Lubelskiem i Podkarpackiem oraz czterech batalionów w Białymstoku, Siedlcach, Lublinie i Rzeszowie. Do końca tego roku stan liczbowy Obrony Terytorialnej ma osiągnąć ok. trzech tysięcy żołnierzy. W przyszłym roku mają powstać kolejne trzy brygady z ok. 18 tysiącami żołnierzy, a w 2019 r. WOT mają liczyć blisko 53 tysiące żołnierzy w 17 brygadach i 63 batalionach. To bardzo ambitne zadanie. W pilotażowym programie, który przygotowałem, oczywiście nikogo nie zainteresował. Poprzedni szef MON obraził się na mnie, kiedy go skrytykowałem za sprawę przetargu śmigłowcowego, a jego następca nie widział potrzeby, żeby sięgać do rozwiązań, które zaproponowałem.
Jakie to rozwiązania?
– Proponowałem w ramach pilotażowego programu powołanie – w kilku powiatach – najpierw kompanii, przećwiczenia wszystkich procedur i sprawdzenie jak to wszystko funkcjonuje zarówno od strony dowodzenia, szkolenia oraz pozyskiwania kadr i dopiero później budowanie poszczególnych jednostek. Tymczasem w MON od razu podjęto ambitny program budowy brygad. I ten program będzie teraz realizowany. Trzymam kciuki, żeby się to udało, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że będzie to szalenie trudne zadanie. To, jak wspomniałem, duże wyzwanie.
Rząd szacuje, że koszty utworzenia, wyposażenia i funkcjonowania Obrony Terytorialnej do 2019 r. mają pochłonąć ok. 3,6 miliarda złotych. Stać nas na to…?
– Skoro stać nas na wydanie 13,5 miliarda złotych na program śmigłowcowy, to również nie powinniśmy żałować na tworzenie tak ważnej formacji jak WOT. Jeżeli wszystko będzie przebiegać zgodnie z planem i jeżeli Obrona Terytorialna znajdzie się w koncepcji strategicznej obrony kraju, to te pieniądze zostaną wydane bardzo celowo i wywołają bardzo duży efekt obronny. Pieniądze to jedno, ale najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo narodowe. Obrona Terytorialna, o czym mówię od dawna, powinna być zasadniczym elementem naszego systemu obronnego, ale nie dlatego, żebyśmy mogli skutecznie się bronić w różnych miejscach, ale dlatego żebyśmy odpowiednio wcześnie i skutecznie odstraszyli nieprzyjaciela. Chodzi o to, żeby – nawet mając taki zamiar – potencjalny agresor zrezygnował z napaści na Polskę, zdając sobie sprawę, że przekraczając nasze granice, spotka się z powszechnym oporem. Powszechny opór może mu stawić tylko Obrona Terytorialna, nie zaś ograniczone strategiczne wojsko operacyjne, które można zneutralizować, zniszczyć ciężki sprzęt, a tym samy wyeliminować z walki. To są zalety Obrony Terytorialnej w systemie odstraszającym. Nie odstraszymy potencjalnego nieprzyjaciela ilością naszych czołgów, rakiet, bo przeciwnik będzie ich miał więcej. Natomiast odstraszymy go masowością naszego oporu, którego agresor nie będzie w stanie zlokalizować, a tym bardziej go zlikwidować, eliminując poszczególne punkty oporu. To jest długotrwały proces, a poza tym do tego potrzeba wiele środków i sił, których nieprzyjaciel – mam nadzieję nie będzie w stanie zgromadzić, biorąc pod uwagę skalę naszego przygotowania do oporu. Chodzi o to, aby odstraszając przeciwnika, uniknąć, a nie ją prowadzić.
Bezpieczeństwa nie należy przeliczać na pieniądze…
– Można, ale chodzi o to, żeby wydając pieniądze, rzeczywiście poprawić stan bezpieczeństwa, a nie marnotrawić środki. Tak się niestety już zdarzało. Przypomnę tylko, ile pieniędzy kosztowały kolejne reorganizacje, rozwiązywanie i powoływanie jednostek, bezsensowne zmiany dowództw itd. Przecież to wszystko kosztuje, a jaki tego był efekt i na co te pieniądze poszły, co się z nimi stało, mogliśmy zaobserwować. Natomiast nie przełożyło się to na to, co najważniejsze, a więc na poprawę stanu naszego bezpieczeństwa.