Benedykt XVI o dzieciństwie Jezusa
Wtorek, 4 grudnia 2012 (02:03)Wiara w Boga potrzebuje zrozumienia, zaś owoc refleksji nad wiarą stanowi teologia. Fundamentalna prawda wiary chrześcijańskiej głosi, że Bóg objawił siebie w Jezusie z Nazaretu, stając się prawdziwym człowiekiem i ukazując bogactwo swego wewnętrznego życia. Jedyny Bóg istnieje jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Bardzo osobista, a zarazem głęboko teologiczna refleksja nad tajemnicą osoby i posłannictwa Jezusa Chrystusa składa się na treść trzeciej części tryptyku, w którym Benedykt XVI podzielił się pięknem i mocą własnej wiary.
Hermeneutyka wiary, czyli sztuka jej interpretacji
Znamienna jest kolejność poszczególnych części. Najpierw ukazały się rozważania o życiu publicznym i nauczaniu Jezusa z Nazaretu.
Część druga dotyczyła wydarzeń Wielkiego Tygodnia, zwieńczonych śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa.
Część trzecia została poświęcona tzw. Ewangelii dzieciństwa, czyli objaśnieniu dwóch pierwszych rozdziałów Ewangelii według św. Mateusza i Ewangelii według św. Łukasza.
Spojrzenie Benedykta XVI możemy nazwać retrospektywnym, przy czym jego ogólny kierunek jest wyrazisty: życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa stanowią najważniejszy klucz do zrozumienia, kim naprawdę On jest, oraz rzucają rozstrzygające światło na wyjątkowość Jego poczęcia i narodzin, które - jak w przypadku każdego człowieka - pozostają najbardziej intymną i specyficznie rodzinną stroną egzystencji. Bilansując rozważania na temat dziewiczego poczęcia, Benedykt XVI napisał: "Z całości postaci Jezusa Chrystusa padało światło na to wydarzenie i na odwrót: na podstawie wydarzenia lepiej też rozumiano Bożą logikę" (s. 75).
W osobie Jezusa z Nazaretu połączyły się dwie natury - Boska i ludzka. W tym kontekście trzeba umiejscowić i postrzegać wszystko, co o Jezusie mówią Ewangelie i pozostałe księgi Nowego Testamentu, stanowiące normatywny fundament wiary chrześcijańskiej.
Inaczej niż niemała część współczesnych myślicieli Benedykt XVI nie zwraca się ku dywagacjom filozoficznym ani ku socjologii i psychologii, których dorobek jest mu dobrze znany, ale ku źródłom chrześcijaństwa, czyli ku Pismu Świętemu i Tradycji.
Patrzy na Biblię z perspektywy człowieka wierzącego, co z pewnością spotka się z krytyką tych, którzy, również w Kościele, wykopują lub pogłębiają przepaść między wiarą a rozumem. Podstawowa zasada, której Ojciec Święty pozostaje wierny, polega na uznaniu trwałej jedności obydwu części Biblii chrześcijańskiej.
Stary Testament zawiera zapowiedzi Mesjasza i wzmaga nadzieję na Jego przyjście, lecz "rzeczywisty właściciel tych tekstów każe jednak czekać na siebie" (s. 31). Nowy Testament opowiada o spełnieniu tych wielowiekowych oczekiwań.
Objaśniając Biblię, Benedykt XVI uwypukla dwa zasadnicze etapy jej poprawnej interpretacji. "Po pierwsze - czytamy w Przedmowie - należy się zapytać, co dany autor chciał powiedzieć w swym tekście; jest to historyczna komponenta egzegezy.
Nie wystarczy jednak pozostawienie tekstu w przeszłości i nadanie mu tym sposobem charakteru wyłącznie archiwalnego. Na drugim etapie należytej interpretacji trzeba zadać pytania: Czy to, co powiedziano, jest prawdą? Czy ma jakieś znaczenie dla mnie?" (s. 5-6). Mocny nacisk na historyczną wiarygodność Biblii oraz jej trwałą aktualność i żywotność stanowią o wartości rozważań Benedykta XVI. Pod ich koniec czytamy, że "w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat w ocenie historyczności nastąpiła zmiana poglądów, nieopierająca się na nowej wiedzy historycznej, lecz na odmiennym podejściu do Pisma Świętego i do całego chrześcijańskiego orędzia" (s. 156).
Ponieważ Biblia wyraża prawdę, a więc odzwierciedla to, co się rzeczywiście wydarzyło, nikt nie może pozostawać obojętny wobec jej przesłania. Wymaga ono osobistej decyzji, która znajduje wyraz w "tak" albo "nie" wobec Boga i Jego inicjatywy zbawczej.
Maryja, Matka Jezusa
W Ewangelii dzieciństwa szczególne miejsce zajmuje również Maryja. W Niej dokonało się przejście od nadziei żydowskiej do nadziei chrześcijańskiej. Rozważając Łukaszową narrację o zwiastowaniu narodzin Jezusa, Benedykt XVI napisał: "W całości przekazu zwiastowania daje się jednocześnie słyszeć aluzja do tajemnicy Boga Trójjedynego" (s. 45). Maryja, zakorzeniona w wierze biblijnego Izraela i żyjąca pobożnością ludu Bożego wybrania, wypowiedziała Bogu swoje "tak", przez które otworzyła nowe horyzonty działania Bożego.
Tak wyraziła i potwierdziła najgłębszy sens wybrania Izraela: Bóg wybrał ten lud nie ze względu na niego samego, ale dla duchowego dobra całej ludzkości. Wybranie oznacza nie tylko przywilej, lecz także odpowiedzialność za urzeczywistnienie tego, ku czemu ono zmierzało. Właśnie z tego względu "tak" Maryi stało się początkiem rozłamu w łonie Izraela, skutkującego zaistnieniem Kościoła oraz Synagogi. Maryja "staje się obrazem Kościoła, który rozważa słowo Boże, usiłuje zrozumieć je w całości i jego dar zachować w pamięci" (s. 50).
Wszystkie kanoniczne Ewangelie oddychają wiarą biblijnego Izraela i w tym przedmiocie widać istotną ciągłość ze Starym Testamentem. Wymiar wypełnienia dochodzi do głosu przede wszystkim wtedy, gdy się dostrzega intensywność nadziei i tęsknoty, które je poprzedziły.
Lecz okoliczności narodzin Jezusa zawierają również wymiar swoiście profetyczny, ukierunkowany nie tylko ku przeszłości, ale i ku przyszłości. "W Dziecku ściśle owiniętym w pieluszki widzi się znak wskazujący na godzinę Jego śmierci (...). Jest Ono od początku Darem ofiarnym. Dlatego żłób przybierał kształt ołtarza (...). Dlatego żłób wskazuje na stół Pański, do którego człowiek jest zaproszony, aby otrzymać chleb od Boga" (s. 95).
Jezus Chrystus nie jest jeszcze jednym bohaterem wiary, jak Abraham, Mojżesz, Dawid, Izajasz czy Jeremiasz, co uwydatnia brak ciągłości ze Starym Testamentem oraz radykalną nowość Osoby i posłannictwa Jezusa. Stanowiąc wypełnienie, Jezus przekracza i rozsadza ramy życia starotestamentowego Izraela.
Ewangelia dzieciństwa otwiera pierwszą (Mt 1-2) i trzecią (Łk 1-2) Ewangelię kanoniczną i to na tych tekstach koncentruje się uwaga Ojca Świętego. Ale aluzje do dzieciństwa i tożsamości Jezusa spotykamy także na kartach dwóch pozostałych Ewangelii kanonicznych.
Wprawdzie nie opowiadają one o wydarzeniach, których dotyczy narracja Mateusza i Łukasza, lecz mimo to dają subtelnie poznać, że przyjście na świat oraz dzieciństwo Syna Bożego wyznaczały nowy początek dziejów świata i ludzkości. To samo dotyczy Maryi.
Cztery rozdziały książki, poświęcone kolejno ewangelicznym rodowodom Jezusa Chrystusa (Mt i Łk), zwiastowaniu narodzenia Jana Chrzciciela i narodzenia Jezusa, narodzeniu Jezusa w Betlejem oraz mędrcom ze Wschodu i ucieczce do Egiptu, mają zarówno wydźwięk chrystologiczny, jak i mariologiczny.
To samo dotyczy epilogu z rozważaniami na temat dwunastoletniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Na tle stopniowo odkrywanej tajemnicy Jezusa tym mocniej ukazuje się tożsamość i posłannictwo Jego Matki. Książka Benedykta XVI dostarcza bezcennych inspiracji dla mariologii, ukazując jej biblijne korzenie oraz nieodzowność pobożności maryjnej w wierze i teologii chrześcijańskiej.
W czasach, gdy wykorzystując hermeneutykę podejrzliwości, kwestionuje się i podważa główne prawdy wiary chrześcijańskiej, Ojciec Święty dostarcza jej racjonalnej podbudowy w tych punktach, które traktuje się i przedstawia jako najbardziej delikatne, a nawet "naiwne": dziewicze poczęcie Jezusa oraz trwałe dziewictwo Jego Matki.
Obie prawdy mają ścisły związek ze zmartwychwstaniem. "W historii Jezusa są dwa punkty, w których działanie Boga wkracza bezpośrednio w świat materialny: narodzenie z Dziewicy i powstanie z martwych z grobu, w którym Jezus nie pozostał i nie uległ rozkładowi. Obydwa te punkty są skandalem dla ducha nowożytnego.
Bogu pozwala on działać w ideach i myślach, w sferze duchowej - ale nie w materii" (s. 78). Lecz "cząstką stawania się chrześcijaninem jest wyjście z tego, o czym wszyscy myślą i czego chcą, odrzucenie dominujących kryteriów, umożliwiające znalezienie światła prawdy naszego bytu i wejście w tym świetle na dobrą drogę" (s. 93).
Naśladowcy Abrahama i Sokratesa
Tożsamość Jezusa staje się najpełniej zrozumiała w świetle zapowiedzi i oczekiwań, o których mowa na kartach Starego Testamentu. "Historia Jezusa jest prawdziwa, to znaczy, że wywodzi się ze słów Pisma, jest przez nie podtrzymywana i z nich utkana" (s. 64).
Z drugiej strony książka Benedykta XVI potwierdza też podejście przyjęte przez starożytnych Ojców Kościoła: terenem działania Bożego były nie tylko dzieje biblijnego Izraela, gdyż Bóg nie opuścił reszty ludzkości. "Jezus nie narodził się ani nie wystąpił publicznie w nieokreślonym mitycznym "kiedyś".
Żył w czasie, którego datę można dokładnie podać, i na dokładnie określonym obszarze geograficznym. Powszechność spotyka się tu z konkretną rzeczywistością" (s. 90). Wybranie Izraela było ukierunkowane ku duchowemu dobru wszystkich, a więc miało charakter uniwersalny. Dlatego różne, zachowane do naszych czasów, świadectwa starożytnej duchowości, myśli i kultury wskazują na intuicje i potrzeby podobne do tych, jakim dawał wyraz biblijny Izrael.
Bóg jest Ojcem i Panem całej ludzkości oraz każdego człowieka. Ten aspekt jest wyraźnie widoczny w nauczaniu proroków Starego Testamentu i w orędziu Ewangelii. Genealogia Jezusa w Ewangelii według św. Mateusza upatruje w Nim zwieńczenie długiej, sięgającej Abrahama, linii męskich przodków, podzielonej na trzy etapy podkreślające znaczenie obietnic danych Dawidowi, przerwanej nagle nawiązaniem do Maryi, "z której", a więc już bez fizycznego udziału mężczyzny, został poczęty Jezus Chrystus.
Dla odmiany genealogia w Ewangelii według św. Łukasza sytuuje Jezusa w kontekście dziejów ludzkości wyprowadzonych od Adama. Powołując Abrahama i dokonując wyboru jego potomków, zbawczy zamiar Boga ogarniał całą ludzkość. W tym kontekście wybór Izraela oraz historia jego wierności i niewierności potwierdzają unikatowe "miejsce Jezusa w historii - Jego włączenie w historyczne drogi obietnicy oraz n o w y p o c z ą t e k, który w paradoksalny sposób, wraz z c i ą g ł o ś c i ą działania Boga w historii, znamionuje pochodzenie Jezusa" (s. 18).
W rozważaniu poświęconym zwiastowaniu narodzin Jezusa, opartym na egzegezie słynnego proroctwa z Księgi Izajasza (7, 14), pojawia się wątek, którego nie wolno przeoczyć. Papież napisał: "Będzie może stosowną rzeczą przypomnieć w tym miejscu pewien tekst, w którym tradycja zachodnia od najdawniejszych czasów widziała niejasną zapowiedź tajemnicy dziewiczego narodzenia. Mam tu na myśli czwartą eklogę Wergiliusza z jego cyklu poematów zatytułowanych "Bukoliki" (Poematy pasterskie), która została napisana około 40 lat przed narodzeniem Jezusa" (s. 75).
Papież rozpoznaje w niej zupełnie nowy ton, zapowiedź nowego "wielkiego porządku" świata, powstającego z "czegoś nienaruszonego". Konkluzja brzmi: "Dlatego wolno może powiedzieć, że dziewica i boski chłopiec stanowią w jakiś sposób element pierwotnych archetypów ludzkich nadziei, które pojawiają się w momentach kryzysu i oczekiwania, mimo iż nie widać konkretnych postaci" (s. 76-77). Benedykt XVI dostrzega zatem u pogańskiego poety, żyjącego pod sam koniec ery przedchrześcijańskiej, tajemniczą i wymowną intuicję: "Teraz wszystko musi się zmienić".
Analogiczne myśli snuje Ojciec Święty w kontekście nawiązania do starotestamentowej wzmianki o pogańskim proroku Balaamie, któremu jest przypisywana prorocka obietnica z Księgi Liczb (24, 17). "To nieżydowskie, "pogańskie", proroctwo krążyło w różnych wersjach poza Izraelem i dawało do myślenia osobom szukającym" (s. 124). Dlatego również mędrcy ze Wschodu, którzy przybyli do Betlejem, reprezentują "drogę religii ku Chrystusowi, jak również drogę nauki, która z myślą o Nim przekracza siebie samą.
Są oni w pewnym sensie naśladowcami Abrahama, który na wezwanie Boże wyrusza w drogę. Na inny sposób są naśladowcami Sokratesa i jego pytania o większą prawdę od tej głoszonej przez oficjalną religię" (s. 129). I jeszcze jedno: "Mędrcy ze Wschodu stanowią początek. Reprezentują ruszenie ludzkości w drogę prowadzącą do Chrystusa. Inaugurują pochód, który będzie trwał przez całą historię" (s. 130).
Łyżka dziegciu
Ostatnia część tryptyku Benedykta XVI została wydana przez krakowski Znak, co słusznie wywołuje silne sprzeciwy i kontrowersje, które powinny dotrzeć do tych, zwłaszcza w Kościele, którzy o tym zadecydowali.
Po pierwsze, zaporowa jest cena objętościowo niewielkiej, liczącej zaledwie 176 stronic, książki (29,90 zł). Jest ona wyższa niż ta, za jaką można nabyć dwukrotnie obszerniejszą część drugą, wydaną w 2011 r. przez kościelne kieleckie wydawnictwo Jedność.
Nie ulega wątpliwości, że to cena zbyt wysoka, nieproporcjonalna do rzeczywistych kosztów publikacji wydrukowanej w bardzo dużym nakładzie. Po drugie, wydawnictwo Znak straciło bardzo dużo na swej reputacji, wydając "Złote żniwa" Jana Grossa.
Wiele osób jest w kłopocie, postanowiło bowiem, w odpowiedzi na arogancję wydawcy, nie nabywać żadnych publikacji Znaku. W obecnej sytuacji mają trzy wyjścia: pożyczyć książkę Benedykta XVI, skserować ją w całości lub we fragmentach albo zaczekać na pojawienie się innych wydań, być może pirackich, ale na pewno tańszych i nienaznaczonych piętnem jednostronnej polityki prowadzonej przez Znak.
Bardzo ważna jest też trzecia okoliczność. Znak nie jest wydawnictwem kościelnym, lecz utworzył własną fundację oraz na rozmaite sposoby korzysta z poparcia gremiów i osób, których związki z Kościołem katolickim są luźne lub żadne.
Ktoś, kto zdecydował o przyznaniu Znakowi praw wydawniczych trzeciej części papieskiego "Jezusa z Nazaretu", a także otwarcie bądź - co bardziej prawdopodobne - kuluarowo wspomagał wysiłki Znaku w tym kierunku, powinien liczyć się z faktem, że w Polsce istnieje wiele wydawnictw kościelnych, przede wszystkim diecezjalnych, które od lat borykają się z ogromnymi problemami finansowymi i działają na granicy ryzyka. To one potrzebują wsparcia, dzięki któremu mogłyby nie tylko egzystować, ale się rozwinąć i szerzej zaistnieć.
Chodzi np. o wydawnictwa diecezjalne na terenach popegeerowskich, gdzie wierni są naprawdę biedni. Krakowski Znak da sobie radę bez pomocy wpływowych decydentów kościelnych. Sięgając po nią i korzystając z niej, czyni to nie tylko - a może nawet nie tyle - ze względów finansowych, lecz ideologicznych, próbując w ten sposób uwiarygodnić całą swoją produkcję, co w tym przypadku skutecznie wykluczyło wsparcie, jakie powinni otrzymać wydawcy katoliccy.
Nie jest ani nie może być wszystko jedno, kto, w jaki sposób i na jakich warunkach uzyskuje, wśród wielu usilnych starań i próśb, licencję na wydanie wysokonakładowej książki, której autorem jest sam Papież.
Ks. prof. Waldemar Chrostowski