Rok w rządzie, rok w opozycji…
Czwartek, 27 października 2016 (22:42)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Minął rok od wygrania wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość, które wciąż pozostaje liderem sondaży. Czy można zatem powiedzieć, że jest to partia, która odpowiada na zapotrzebowanie społeczne?
– Sądzę, że na tak postawione pytanie mogliby – w sposób bardziej kompetentny – odpowiedzieć ci obywatele, którzy w 2015 r. głosowali na PiS. Jeśli jednak spojrzeć na sondaże, które są swoistym testem panującej tendencji, to można zauważyć, że wyborcy są – zdaje się – zadowoleni, skoro PiS ma wciąż tak wysokie notowania. Co więcej, partia Jarosława Kaczyńskiego wyraźnie wyprzedza pozostałe siły polityczne w Polsce. Jednakże raz jeszcze chcę zwrócić uwagę, że są to sondaże, które są wyznacznikiem pewnej tendencji, natomiast ostateczny werdykt zapada przy urnach podczas wyborów.
Czy ta przewaga w sondażach wynika z tego, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego jest wciąż tak mocne, czy może tak nadzwyczaj dobrze wypada na tle bardzo słabej opozycji?
– PiS programem „Rodzina 500+” niejako kupiło sobie beneficjentów tej formy społecznego wsparcia. Ma za sobą potężny elektorat małżeństw, rodzin czy w ogóle osób, które dzięki temu świadczeniu otrzymały potężny zastrzyk finansowy. Nie ma bowiem co ukrywać, że są to potężne pieniądze, które zostały skierowane do polskich rodzin, co ma także przełożenie na głosy i poparcie dla PiS. Można się zgodzić bądź nie, ale w polityce pewne głosy się po prostu „kupuje”, natomiast sam fakt zaistnienia programu „Rodzina 500+” spowodował, że to poparcie otrzymało jeszcze dodatkowy zastrzyk i wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.
Jednak nie można chyba powiedzieć, że świadczenie „Rodzina 500+” to coś złego…
– Oczywiście, że nie jest to coś złego, tym bardziej – wypowiadając się – nie chciałbym uogólniać. Ale choć nie są to może nagminne przypadki, o których wspomniałem, to jednak mają one miejsce. Trzeba też powiedzieć, że pieniądze z tego programu rodzinnego to nie tylko inwestycja w przyszłość, ale również silny zastrzyk dla polskiej gospodarki. Zastrzyk, który już dzisiaj pobudza konsumpcję. Ponadto szereg rodzin, które dotychczas ledwie wiązały koniec z końcem, dzięki temu świadczeniu nadrobiło zaległości w opłatach rachunków. Wielu zakupiło potrzebny sprzęt, np. AGD. Mogli też – być może po raz pierwszy – wysłać swoje dzieci na wakacje. Wreszcie trzeba zauważyć, że ten zastrzyk gotówki wrócił do budżetu państwa w formie podatków.
Czy zatem przejęcie władzy w Polsce przez PiS to była dobra zmiana czy może drobna – jak to określił wicemarszałek Stanisław Tyszka?
– Powiem tak: kierunek i owszem był słuszny, ale mechanizmy, jakie zostały w tym przypadku zastosowane, są – w mojej ocenie – niedoskonałe. Pytanie brzmi: czy małżeństwo, które ma dochód rzędu kilku czy nawet kilkunastu tysięcy miesięcznie, powinno dostawać dodatkowo świadczenie „Rodzina 500+”, czy może należało bardziej rygorystycznie podejść do tematu, po to żeby z tego świadczenia nie robić populistycznego rozdawnictwa, ale raczej traktować je jako formę wsparcia dla rodzin rzeczywiście potrzebujących.
Nowoczesna przestrzega, że to, co Pan nazywa rozdawnictwem, to prosta droga do przekroczenia 3 proc. deficytu finansów publicznych…
– Zobaczymy, jakie będą ostateczne obliczenia finansowe. Niemniej jednak uważam, że niestety zbyt swobodnie strona rządowa podeszła do tego. Ponadto nie zdecydowano się ustalić pewnego progu kwotowego w dochodach, co sprawiłoby, że świadczenie „Rodzina 500+” nie okaże się kpiną z tego, co program ten ma w założeniu. Inna sprawa dotyczy tego, czy było potrzebne rozdawanie pieniędzy, czy może jednak ważniejsze byłoby zabezpieczenie czy też wsparcie rodzin, ale w ramach bezkwotowych świadczeń, w formie np. bezpłatnych żłobków czy przedszkoli. Oczywiście z psychologicznego punktu widzenia lepiej wygląda, jak ktoś dostaje pieniądze do ręki, ale rozwiązania bezgotówkowe byłyby lepsze. Co więcej, dałyby taki sam efekt, a przy tym w wielu wypadkach byłoby to działanie mniej demoralizujące.
Jak należy ocenić rząd Beaty Szydło? Którzy ministrowie są jasnymi postaciami tej ekipy?
– Dla mnie – i myślę, że nie będę w tej ocenie odosobniony – taką wyróżniającą się postacią rządu jest minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Zmiany, jakie zachodzą w tej ważnej dziedzinie, oraz system pracy tego resortu po rządami min. Streżyńskiej z całą pewnością budzą uznanie, a wręcz podziw. Okazuje się bowiem, że do pracy zabrał się fachowiec, osoba niezwykle kompetentna w swojej dziedzinie. Muszę powiedzieć, że z żadnej strony – nawet z ław tzw. opozycji totalnej – nie słyszałem złego słowa na temat pracy min. Streżyńskiej. Jest to fachowiec, który owszem nie bryluje na salonach, nie jest też gwiazdą mediów, ale jest to typ doskonałego urzędnika, który otrzymał zadanie, podjął je i wykonuje bardzo skutecznie. Choć nie ma co ukrywać, że pani minister sprawuje pieczę nad obszarem, który wymaga jeszcze wiele, wiele pracy.
Chciałem poruszyć jeszcze jeden temat, a mianowicie w walce z PiS Platformie ma pomóc Lech Wałęsa. Kto komu jest bardziej potrzebny: Wałęsa Platformie czy Platforma Wałęsie?
– Wcale nie jestem pewien, czy to zbratanie się Lecha Wałęsy z Platformą nie było przypadkiem pocałunkiem śmierci. Kiedy oglądałem tę konferencję Grzegorza Schetyny z Lechem Wałęsą, to było pierwsze wrażenie, jakie odniosłem. Znamy przecież byłego prezydenta, jego koncepcje, oceny itd. Widać komputer wyliczył mu, że współdziałanie z KOD-em nie na wiele się zdało, natomiast Platforma może być ważniejsza i przydać mu się do czegoś. Tak czy inaczej uważam, że Lech Wałęsa bardzo poważnie powinien pomyśleć o emeryturze politycznej. Z korzyścią dla niego i dla społeczeństwa byłoby, gdyby odkurzył wędki i zabrał się za łowienie ryb. Milczenie w polityce czy umiejętność wycofania się w cień może znaczyć więcej niż słowa.
Czyżby Platforma nie zdawała sobie sprawy z tego, że ten – jak to Pan określił – pocałunek śmierci od Wałęsy może de facto oznaczać dla tej formacji polityczny niebyt?
– Przyznam, że nie bardzo wiem, czy politykom Platformy gratulować, czy raczej zacząć składać im kondolencje.
Są tak zdesperowani i zaślepieni walką z PiS, że działają mało racjonalnie?
– Sądzę, że na siłę szukają jakiegoś autorytetu, wsparcia, którym w ich mniemaniu ma być Lech Wałęsa. Z drugiej jednak strony jest też próba przejęcia przez tę formację środowiska KOD-u.
I co, Wałęsa miałby odgrywać rolę łącznika między obiema stronami?
– Nie sądzę. Wygląda mi na to, że ktoś widocznie podrzucił hasło Lechowi Wałęsie, który stwierdził, że jest szansa na jego powrót w roli tego, który zrobi porządek na scenie politycznej. Ale nie wróżę temu dobrze i – jak sądzę – to już nie te czasy. Lech Wałęsa w przeszłości miał wiele szans, żeby zaprowadzić ład i porządek w Polsce, żeby zapisać się w polskiej najnowszej historii złotymi zgłoskami, ale tę szansę zaprzepaścił, wręcz konserwując stary układ okrągłostołowy. Dzisiaj nikt się już na te numery nie nabierze. Dla mnie ta unia z Platformą jest raczej pocałunkiem śmierci Lecha Wałęsy.