CZYJE PAŃSTWO?
O prawdziwą niezawisłość sędziów
Piątek, 21 października 2016 (18:20)Niezależność sądu musi mieścić się w granicach prawa.
Wartością konstytucyjną jest niezawisłość w wykonywaniu władzy sądowniczej w trybie orzekania co do przedstawionego w toku procesu stanu faktycznego. Niezawisłość sędziego nie oznacza niezawisłości od obowiązującego systemu prawa. Sędzia, który nie stosuje się do ducha i treści obowiązującego prawa, nie może powoływać się na przywilej niezawisłości. Niezawisłość sędziowska jest wartością, o ile mieści się w granicach prawa. Dotyczy ona sumienia sędziowskiego. Na werdykt sądu nie powinny wpływać czynniki pozaorzecznicze ani subiektywne, bądź obiektywne naciski zewnętrzne, naruszające jego niezależność. Niezależność sądu nie może być niezależnością od powszechnie przyjętych zasad rządzących praworządnością. Praworządność wymaga, aby każda władza, nie wyłączając sędziowskiej, nie tylko prawo stosowała, ale była mu podporządkowana. Obowiązujące prawo to utrwalona wola władzy ustawodawczej realizowana przez nadawanie mu wiążącej treści w zgodzie z duchem i treścią uniwersalnego prawa naturalnego.
Usankcjonowane bezprawie
Międzynarodowy Trybunał Norymberski, osądzając zbrodnie hitlerowskich Niemiec popełnione na ludzkości w toku II wojny światowej, przywołał i uprawomocnił regułę stanowiącą, że ponad prawem stanowionym przez historycznie warunkowaną władzę ustawodawczą poszczególnych państw stoją uniwersalne ponadczasowe zasady i normy praw człowieka, których naruszenie winno być karane, nawet gdy nie przewidywało tego prawo stanowione. Prawo naturalne w tym zakresie warunkuje i wyprzedza prawo stanowione. Do ponadczasowych zasad stosowania prawa odnosi się dyrektywa, że nie można skazać człowieka za popełnienie czynu, który nie był legalnie zabroniony i uznawany za przestępstwo w chwili jego popełnienia (lex retro non agit). Zasada ta była łamana przez sędziów orzekających w procesach stanu wojennego w Polsce w stosunku do uczestników „Solidarności”, którzy wobec nocnego ataku wojska i służb specjalnych zamykali się w swoich zakładach pracy. Zakłady pracy były pacyfikowane, a działacze „Solidarności” pozbawiani wolności. Dochodziło do tego już następnego dnia po nocnej zapowiedzi gen. Wojciecha Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Dekret o stanie wojennym, zapowiedziany publicznym wystąpieniem szefa junty, nie był jeszcze obowiązującym prawem. Powielaczowy tekst treści dekretu przed jego późniejszą antydatowaną publikacją dotarł do sądu w Warszawie dopiero 19 grudnia 1980 roku. Sędziowie stanu wojennego orzekali na podstawie dyrektywy gen. Wojciecha Jaruzelskiego, stosując prawo formalnie nieobowiązujące w chwili popełnienia przez podsądnych zarzucanych im czynów.
20 grudnia 2007 r. Sąd Najwyższy podjął uchwałę (I KZP 37/07) i wpisał ją do księgi zasad prawnych jako wiążącą wszystkie sądy w Polsce, że sędziowie orzekający w sprawach karnych o przestępstwa z uchwalonego wiele dni po wprowadzeniu stanu wojennego dekretu Rady Państwa o stanie wojennym nie byli zwolnieni ze stosowania przepisów karnych rangi ustawowej. Tym samym najwyższa władza sądownicza w III RP uznała, że nie było sprzeczne z zasadami praworządności stosowanie sankcji od 3 lat więzienia do kary śmierci za czyny, które nie podlegały karalności w chwili ich popełnienia. Uchwała SN sankcjonowała stosowanie przez sędziów w latach 80. ustawowego bezprawia, jakim były działające wstecz przepisy karne antydatowanego dekretu o stanie wojennym. SN już pod rządami konstytucji z 1997 roku powołał się przy tym na fakt, że obowiązująca wówczas stalinowska konstytucja z 1952 roku „nie zawierała explicite zakazu tworzenia przepisów karnych z mocą wsteczną”. Tym samym w 2007 roku zakwestionowano w Polsce ponadczasową zasadę dyrektywną prawa narodów, sformułowaną w orzeczeniu Międzynarodowego Trybunału Norymberskiego. Analogicznie, usprawiedliwiając hitlerowskich sędziów, można by stwierdzić, że prawo III Rzeszy Niemieckiej nie zawierało explicite zakazu wydawania ludobójczych wyroków na podludzi, za jakich uważali Żydów i Polaków. Sąd Najwyższy nadto stwierdził, że „zbędne jest zajmowanie się problemem wiedzy sędziów orzekających w sprawach o przestępstwa z dekretu o stanie wojennym nt. antydatowania Dziennika Ustaw, w którym ten dekret opublikowano i działania prawa karnego wstecz”. Uchwała sankcjonowała i położyła kres próbom kilkakrotnie podejmowanym pociągania do odpowiedzialności sędziów nadal orzekających, a następnie przechodzących w sowicie wynagradzany stan spoczynku.
Niechlubna rola Trybunału
Tak więc wszyscy sędziowie okresu komunistycznego zostali uznani nadal za niezawisłych i niezależnych. W opinii tej została pominięta powszechnie obowiązująca reguła stanowiąca, że istnieją wiążące niezawisłych sędziów zasady prawne silniejsze od każdego przepisu prawnego powodujące, że ustawa z nimi sprzeczna pozbawiona jest mocy obowiązującej w praworządnym państwie. Zasady takie za Trybunałem Norymberskim i autorytetem filozofii prawa określa się jako wynikające z prawa natury lub prawa rozumu. Zostały one skodyfikowane w deklaracji praw człowieka i obywatela i konkretnych normach paktów praw człowieka i obywatela. Po paru latach wiążącemu charakterowi ww. uchwały położyło kres orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego uwzględniające wniosek poległego w katastrofie smoleńskiej śp. Janusza Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich, któremu nieskutecznie sprzeciwiał się pierwszy prezes Sądu Najwyższego.
Stanowisko SN wyrażone w uchwale z 2007 r. poprzedzały próby rozliczenia zhołdowanych politycznie sędziów w przeszłości i zapobieżenie patologii orzekania na przyszłość. 15 marca 1993 roku z inicjatywy senatorów uchwalono nowelizację prawa o ustroju sądów powszechnych. Na jej podstawie prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa mógł odwołać sędziego, co do którego sąd dyscyplinarny stwierdził sprzeniewierzenie się zasadzie niezawisłości. Na wniosek ówczesnego rzecznika praw obywatelskich Trybunał Konstytucyjny uznał to rozwiązanie za… sprzeczne z ochroną niezawisłości sędziowskiej.
3 grudnia 1998 roku udało się uchwalić ustawę o odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów, którzy w latach 1944-1989 sprzeniewierzyli się niezawisłości sędziowskiej. Miała mieć ona zastosowanie do sędziego, który tylko w tym okresie orzekał w procesach, stosując represję za działalność polityczną, niepodległościową, obronę lub korzystanie z podstawowych praw człowieka. W tym zakresie na okres obowiązywania tej ustawy, tj. od 26 stycznia 1999 roku do grudnia 2002 roku, wyłączono w stosunku do takich sędziów stosowanie przepisów o przedawnieniu. Krajowa Rada Sądownictwa nie złożyła w tym czasie żadnego wniosku o pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności.
Patologii orzeczniczej ciąg dalszy
Wyroki sądowe są nadal wyrazem dowolności orzeczniczej, motywowanej niejednokrotnie polityczną stronniczością. Przykładem jest uniewinnienie byłej posłanki Platformy Obywatelskiej zapowiadającej kręcenie lodów przy prywatyzacji szpitali z przestępstwa korupcji wobec burmistrza Helu. Uniewinnienie zostało orzeczone ze względu na niedopuszczalny, zdaniem sądu, sposób zbierania dowodów w postępowaniu przygotowawczym i prowokacyjny, acz zgodny z obowiązującą procedurą, sposób stosowania przez organy ścigania tzw. zakupu kontrolowanego, przy czym sąd przyjął przez obwinioną popełnienie zarzucanego czynu i jego zawinienie. Sąd, uznając zaistnienie przestępstwa i winy oskarżonej, uchylił się od autonomii swego działania w zakresie samodzielnego prowadzenia postępowania dowodowego. Wobec nieakceptowania przez siebie przewidzianej prawem i zastosowanej procedury działania organów ścigania wydał wyrok uniewinniający.
Drastycznym przykładem złamania przez sąd zasady, że nie sądzi się dwa razy za to samo (ne bis in idem), jest wyrok wobec szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Nie skazuje się człowieka w sytuacji, gdy uprzednio zapadł prawomocny werdykt uwalniający go od winy i popełnienia zarzucanego czynu. Mariusz Kamiński został uwolniony przez Sejm od postawionych mu zarzutów, co winno skutkować powagą rzeczy osądzonej. Mimo to stanął ponownie przed sądem z tymi samymi zarzutami. Uwolnionego od odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu szczególnie niezawisły sędzia skazał na 3 lata więzienia.
Dzisiaj, tak jak w przeszłości, aktualne jest pytanie, czy niezawisłość sędziów i niezależność sądów może pomijać umocowanie w uniwersalnych zasadach ducha i humanistycznych tradycjach funkcjonowania prawa? Tak jak w przeszłości, tak i dzisiaj, niezawisłość władzy sądowniczej czy trybunalskiej stoi pod znakiem zapytania w zakresie, w jakim przekracza ona zasady praworządności. Postawa niektórych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy przypisują sobie ponadkonstytucyjne kompetencje, torpedując działanie władzy ustawodawczej i naruszając konstytucyjnie określone granice podziału władz, jest tego przykładem.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym