• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Więcej w tym świętowaniu polityki niż historii

Poniedziałek, 17 października 2016 (22:21)

Z posłem Piotrem Uścińskim z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Konstytucyjny świętuje dziś swoje 30-lecie. Zaskakuje Pana miejsce obchodów?

– Gdańsk i Dwór Artusa, a nie Warszawa jako miejsce, wydawałoby się, naturalne dla tego typu uroczystości, rzeczywiście może zaskakiwać. W końcu to w Warszawie Trybunał Konstytucyjny ma swoją siedzibę i to tu są konstytucyjne organy władzy państwowej, które miałyby większą możliwość udziału w obchodach. Uroczystości w Gdańsku organizowane wspólnie z lokalnym samorządem, o którym można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że sprzyja Prawu i Sprawiedliwości; zdominowane przez opozycję totalną, która na sporze wokół TK chce osiągnąć wymierne korzyści, co więcej, podsyca ten spór. To wszystko świadczy dobitnie o upolitycznieniu Trybunału i samego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który nawet nie ukrywa swoich politycznych sympatii. W tym kontekście jakże wymownie brzmi temat konferencji „Trybunał Konstytucyjny na straży wartości konstytucyjnych”…    

Jak skomentuje Pan wypowiedź Grzegorza Schetyny, który powiedział dziś, że „władze, państwo PiS nie pozwala świętować TK rocznicy jego powstania w Warszawie”?

– Nie słyszałem o żadnych działaniach, które miałyby uniemożliwić czy też w jakikolwiek sposób utrudnić świętowanie 30. rocznicy powstania Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. I tak jak już powiedziałem, to Warszawa, a nie Gdańsk, powinna być miejscem jubileuszowych obchodów. TK ma oczywiście prawo organizować tego typu konferencję, natomiast nie widzę powodów, dla których trzeba byłoby ją przenosić aż na Wybrzeże. Nie sądzę też, żeby koszty organizacji takiego przedsięwzięcia nie pozwalałyby tej instytucji – w ramach posiadanego budżetu – w sposób godny samodzielnie podjąć się takiego zadania, co więcej, nie uważam, żeby trzeba było szukać wsparcia aż w samorządzie w Gdańsku czy u innych sponsorów, w tym niekoniecznie z Polski. Nigdzie nie jest przecież napisane, że taka uroczystość ma kosztować kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych. Wszystko jednak wskazuje, że nie o historyczny aspekt uroczystości tu chodziło, ale o jej polityczny wydźwięk.   

Jak odnosi się Pan do kwestii finansowania tej imprezy pośrednio czy bezpośrednio przez gdański samorząd?

– Samorządy terytorialne, które mają do realizacji wiele zadań, nie powinny wydawać pieniędzy na organizację tego typu imprez, zwłaszcza o tak wyraźnym jak ta wydźwięku politycznym. To tylko świadczy, że jest to polityczna manifestacja władz Gdańska. Tymczasem samorząd ma służyć mieszkańcom, a nie angażować się w politykę w takim jak ten wymiarze.

Nie uważa Pan, że ta wspólna inicjatywa prezesa Rzeplińskiego i prezydenta Adamowicza to próba przeniesienia sporu politycznego wokół TK na poziom samorządów, przynajmniej tych, które popierają opozycję…?

– Prezes Andrzej Rzepliński w swoim przemówieniu podkreślił rolę samorządów, co można odczytywać jako puszczenie oka być może nie tylko do samorządu Gdańska. Nie wykluczałbym, że tak właśnie jest, ale nie rozumiem celu takiego działania. Chyba że chodzi o to, żeby spór wokół Trybunału trwał w nieskończoność, a do tego potrzebne jest paliwo, którego dostarcza właśnie takie działanie. Tymczasem dzisiaj odbywa się posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nad projektem ustawy o statusie sędziów TK, a więc obradujemy i staramy się ten spór zakończyć. Robimy wszystko, żeby tak przygotować prawo, aby mogło być zaakceptowane przez wszystkie środowiska. Chcemy, aby w tym prawie zostały zawarte propozycje powołanego przez marszałka Sejmu zespołu ekspertów pod przewodnictwem prof. Jana Majchrowskiego. Zależy nam, żeby był spokój wokół TK, natomiast opozycja robi coś zupełnie odwrotnego.

A może właśnie o to chodzi?

– To tylko pokazuje, co do zaoferowania Polakom ma obecna opozycja totalna, czyli Platforma i partia Nowoczesna, które chcą za wszelką cenę, aby ten konflikt na polskiej scenie politycznej trwał jak najdłużej.

Jak odczytuje Pan obecność w gronie świętujących jubileusz TK Gianni Buquicchio, przewodniczącego Komisji Weneckiej, i jak to się ma do bezstronności tego ciała, które niedawno wydało swą kolejną opinię w sprawie Polski, tym razem dotyczącą uchwalonej w lipcu ustawy o TK?

– Sądzę, że przewodniczący Gianni Buquicchio, zanim zacznie wypowiadać sądy w sprawie Polski, najpierw powinien odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Komisja Wenecka nie zrobiła nic z kryzysem wokół TK we Włoszech, który – przypomnę – trwał półtora roku, natomiast tak chętnie angażuje się politycznie w sprawy Polski. Gdzie wówczas był sędzia Buquicchio? Chyba nikt nie ma dziś wątpliwości, że temat TK jest sporem politycznym, a nie prawnym. Natomiast zaangażowanie prezesa Rzeplińskiego jest już działalnością nie tyle sędziego, co polityka.

Czy w tej sytuacji opinie wydawane przez Komisję Wenecką można uznać za obiektywne?

– Oczywiście podchodzimy z szacunkiem do Komisji Weneckiej jako organu doradczego Rady Europy. Pochylamy się z całą pieczołowitością nad wszystkimi opiniami wydawanymi przez to ciało, co więcej, pochylamy się nad nimi, starając się wyciągać wnioski z zaleceń. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że są to działania mocno upolitycznione i bynajmniej nie są bezstronne.

Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka rozpoczęła dziś prace nad projektem ustawy o statusie sędziów TK. Znów było gorąco na sali…?

W roli głównej – jak zwykle – wystąpiła poseł Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz, która przeszkadzała przewodniczącemu komisji posłowi Stanisławowi Piotrowiczowi w prowadzeniu obrad. I tak ponad godzinę trwały przepychanki, zanim udało się przyjąć porządek obrad. Podziwiam spokój i cierpliwość przewodniczącego komisji, ale z drugiej strony nie dziwię się niektórym posłom, którym ta atmosfera przepychanek i kłótni po prostu nie odpowiada. Te prowokacje ze strony opozycji służą temu, aby celowo przedłużać posiedzenia komisji, wybijać z rytmu pracy, przeciągać, a następnie oskarżać nas, że debaty są prowadzone do późnych godzin nocnych itp.   

Co gwarantuje ta ustawa?

– Istotą tej ustawy jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy pełnienie funkcji publicznych przez sędziego nie będzie kolidowało z inną działalnością, czy to polityczną, czy ekonomiczną. Sędzia ma być apolityczny, bezstronny i niezawisły, i ta ustawa, jeśli wejdzie w życie, ma w tym sędziom pomóc, aby swoje mandaty mogli sprawować w sposób transparentny. Ważnym punktem są kwestie dotyczące oświadczeń majątkowych, które sędziowie Trybunału będą zobowiązani publikować podobnie jak politycy czy samorządowcy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak się stało. Ważne jest także to, żeby sędziowie TK pracowali intensywnie w Trybunale, natomiast jeśli decydują się także na pracę poza TK, to żeby to nie był więcej niż jeden etat. Chodzi o to, żeby Trybunał mógł sprawnie pracować, żeby nie powstawały zaległości w orzecznictwie.

Czy te nowe przepisy mają szanse zostać zaakceptowane przez samych sędziów?

– W moim przekonaniu, w tym projekcie ustawy nie ma żadnych przepisów, które mogłyby zostać uznane za niezgodne z Konstytucją RP. Wręcz przeciwnie, w swoich działaniach posuwamy się do kroków – nazwijmy to – niestandardowych.

Co ma Pan na myśli?

– Chodzi o to, że do tej ustawy niejako kopiujemy szereg przepisów z Konstytucji. Być może przepisy konstytucyjne nie powinny być powtarzane, ale takim działaniem wychodzimy naprzeciw Komisji Weneckiej, która stawiała nam wręcz jako zarzut, że poprzednie rozwiązania z ustawy o TK skreśliliśmy jako powielenie Konstytucji. Wobec powyższego, odpowiadając na wnioski Komisji Weneckiej, czynimy im zadość.

Pytam o tę akceptację przez sędziów TK, bo instytucja ta po rządami prezesa Rzeplińskiego uznaje za niekonstytucyjne niemal wszystko, co uchwali obecny Parlament…     

– No cóż, to już jest sprawa sumienia i odpowiedzialności prezesa Andrzeja Rzeplińskiego jako sędziego – odpowiedzialności przed Konstytucją RP i przed Polakami. Tak czy inaczej, staramy się nie eskalować napięć, co więcej, robimy wszystko, żeby ten impas, jaki trwa wokół Trybunału, jednak przełamać, ustabilizować i doprowadzić do sytuacji, w której będzie on działał normalnie i wykonywał zadania, do których został powołany.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki