Trudna próba przed edukacją
Piątek, 14 października 2016 (05:27)W Polsce obchodzony jest dziś Dzień Edukacji Narodowej. Towarzyszą mu protesty związkowców oraz docierające do społeczeństwa sprzeczne informacje o tym, jak będzie wyglądać reforma minister Anny Zalewskiej.
Mimo wszystko dzisiejszy dzień będę świętować radośnie, patrząc w przyszłość z optymizmem. My, nauczyciele, staramy się swoją pracę wykonywać jak najlepiej. Cieszy nas to, że możemy współpracować z młodzieżą oraz że mamy swój udział w ich troskach i radościach. Młodzież jest bardzo otwarta. Często rozmawiamy z nimi o życiu i o sprawach fundamentalnych. To nam daje dużo radości.
Niestety są też sytuacje, które wywołują smutek. Otóż, w mojej ocenie, to, co robi teraz Związek Nauczycielstwa Polskiego i środowiska protestujące wobec reformy MEN, to nie jest to troska o przyszłość edukacji, a zwykła działalność polityczna. Obserwując to, co się dzieje, oraz sposób prowadzenia debaty i doboru argumentów, dochodzę do wniosku, że mamy do czynienia z nową formą działania w opozycji do rządu.
Czy likwidacja gimnazjów przyniesie pozytywne rezultaty? Z pewnością musimy przygotować się na bardzo trudny czas. Każdej zmianie towarzyszy wysiłek i nieprzewidziane perturbacje. Z pewnością część nauczycieli straci pracę. Nie wierzę w zapewnienia MEN, że będzie inaczej. Mamy przecież do czynienia z reorganizacją, której towarzyszy niż demograficzny. Likwidacja gimnazjów nie przysporzy nam nowych uczniów. I tak część nauczycieli straci liczbę godzin lub klasy, a znajdą się i tacy, którzy dostaną wymówienia.
Widzę też pozytywne jaskółki procesu zmian. Wierzę, że zapowiedzi minister Anny Zalewskiej przełożą się na takie zmiany w systemie edukacji, że młodzież przestanie się uczyć pod kątem rozwiązywania testów, które i tak są na bardzo niskim poziomie. Uczniom trzeba podawać wiedzę opartą na wartościach i mądrości.
Obecny program nauczania na wszystkich poziomach jest wysoce niezadowalający. Nie zadawalajmy się tym, że nasze dzieci wypadają pozytywnie na tle uczniów ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej. Tak, mają większą wiedzę i umiejętności, ale to nie jest zasługa systemu edukacji, a tytaniczna praca w domu i dawanie z siebie jak najwięcej przez nauczycieli. Rodzice i nauczyciele robią, co mogą, bo obecne minima programowe stoją na żałośnie niskim poziomie.
Jest jeszcze jedna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę. Zdecydowana większość zmian w edukacji od początku lat 90. XX wieku jest nastawiona na rozbicie więzi między uczniami. Przykład tego najlepiej obserwujemy na przykładzie studiów, gdzie funkcjonuje tzw. system boloński, a więc podział na 3-letnie studia licencjackie i 2-letnie magisterskie.
Sami studenci zwracają na to uwagę, że ich plan zajęć jest rozbity na grupy. Rzadko spotykają się w takim samym składzie, a czas zajęć jest krótki. To bardzo mocno ogranicza ich możliwość budowania trwałych relacji i tworzenie środowisk wspólnego myślenia i działania.
Musimy wrócić do patrzenia na edukację nie tylko jako czas zdobywania wiedzy, ale też wyrabiania charakteru. Proces budowania osobowości musi być widoczny i towarzyszyć człowiekowi przez wszystkie etapy pobierania nauki. Dlatego też wydaje mi się, że każda próba stworzenia systemu, który pozwoli na zbudowanie trwałych relacji, na których opiera się społeczeństwo, jest godna uwagi i warta podjęcia ryzyka. Trwając w miejscu, nie rozwiniemy się, a kto się nie rozwija, ten się cofa.
Agnieszka Jackowska