To był przekręt stulecia
Piątek, 7 października 2016 (05:20)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Negocjacje z Airbus Helicopters zerwane. Polska nie zakupi caracali bez offsetu. Ta decyzja była chyba oczekiwana i spodziewana już od jakiegoś czasu? To dobre posunięcie?
– To prawda, taka decyzja była przez nas długo oczekiwana. Jako przedstawiciele Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” reprezentujący kilka tysięcy polskich pracowników zatrudnionych w zakładach lotniczych cieszymy się, że rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął decyzję, która będzie służyła tak naprawdę naszej armii, bezpieczeństwu Polski i naszym pracownikom.
Jak wynika z informacji Ministerstwa Rozwoju, powodem zerwania negocjacji z Airbusem był brak oferty offsetowej zabezpieczającej w należyty sposób interes ekonomiczny i bezpieczeństwo państwa polskiego…
– Mówiliśmy o tym od dawna, od samego początku, zwracając uwagę, że oferta offsetowa koncernu Airbus Helicopters oraz wybór do fazy testów śmigłowca H225M Caracal to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Cieszę się, że obecny polski rząd tą decyzją uznaje bezpieczeństwo państwa, interes gospodarki i polskich pracowników za najważniejsze, ponad interesy koncernów, które – co zrozumiałe – chcą jak najwięcej zarobić. Natomiast obecny polski rząd reprezentuje tutaj polską rację stanu i staje po stronie nie zagranicznych, ale polskich pracowników.
W jakim świetle stawia to poprzedni rząd PO – PSL, który przekonywał także ustami prezydenta Platformy Bronisława Komorowskiego, że wybór caracali jest najlepszym z możliwych?
– Myślę, że największym cynizmem poprzedniej ekipy jest to, że nawet dzisiaj po decyzjach wicepremiera Morawieckiego przedstawiciele tamtej władzy, a więc były szef MON Tomasz Siemoniak czy jego zastępca Czesław Mroczek odpowiedzialny za zakupy w resorcie obrony, usiłują dyskredytować decyzję obecnego rządu. Byłbym w pełni usatysfakcjonowany, gdyby w następstwie tej decyzji zapadła szybko kolejna, której efektem będą nowe zamówienia śmigłowców w zakładach PZL Mielec czy PZL Świdnik. Drugą decyzją, której oczekujemy, jest rozliczenie ekipy ministra Tomasza Siemoniaka za te decyzje, które zostały podjęte w sprawie przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Moim zdaniem, było tak, jak głosiły transparenty podczas manifestacji pracowników z Mielca czy Świdnika organizowanych przeciwko tej decyzji, a mianowicie, że był to przekręt stulecia.
Na co liczyli Francuzi, którzy znając wymagania offsetowe, ciągnęli – jak można sądzić – do końca w swoją stronę, a po drugie jak poprzedni rząd mógł dopuścić do drugiej fazy przetargu firmę, która nie bardzo kwapiła się zrealizować te warunki offsetowe?
– Jest naturalne, że wszystkie koncerny, które produkują, zresztą nie tylko uzbrojenie, ale wszystkie, które chcą wejść ze swoimi produktami na nowy rynek, sprzedając oferowany sprzęt, chcą jak najwięcej zarobić. Liczy się zatem zysk, a na drugim planie są inwestycje w gospodarkę danego kraju. Tym bardziej uznanie należy się rządowi premier Beaty Szydło, który domaga się bezwzględnego respektowania warunków offsetowych w tych samych kwotach, na które opiewał ten śmigłowcowy kontrakt. Ma jednocześnie nadzieję, że już w nowym rozdaniu, już na nowych zasadach oferenci zostaną przypilnowani do inwestycji w polską gospodarkę. To daje szanse rozwoju nie obcym, ale polskim przedsiębiorstwom, to daje szanse na rozwój polskiego sektora zbrojeniowego.
Jak podchodzi Pan do retoryki obecnej opozycji, że zerwanie kontraktu z Airbusem doprowadzi do utraty miejsc w Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi, a także że oznacza, że polscy żołnierze przez kilka kolejnych lat będą musieli latać na starych, wysłużonych maszynach pamiętających czasy ZSRS?
– Po pierwsze, gwoli ścisłości wyjaśnijmy, jakie to miejsca pracy stworzyli Francuzi w Łodzi, które miałyby teraz zostać zlikwidowane. Po drugie, przecież mamy zapowiedź obecnego rządu, że jeśli zostaną zamówione nowe śmigłowce, to Łódź będzie zakładem, który będzie serwisantem prowadzącym obsługę posprzedażną tego sprzętu. Zresztą w ofercie offsetowej czy to Mielca, czy to Świdnika takie zapewnienia również były i co istotne, były to lepsze warunki od tych, które proponowali Francuzi. Prawda jest taka, że Airbus Helicopters chciał swoje caracale wyprodukować we Francji i przywieźć do Polski już gotowy sprzęt. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że dzisiaj jest podpisany kontrakt z Francuzami, a w przyszłym roku miałaby nastąpić dostawa pierwszych śmigłowców. Kto miałby je wyprodukować i gdzie?... Czy w Łodzi?... Przecież to niedorzeczne. Według mnie, z góry było ukartowane, że caracale przylecą do Polski z Francji. I rząd koalicji PO – PSL na to przystał. Jestem przekonany, że ekipa ministra Tomasza Siemoniaka podejmowała złe, szkodliwe dla Polski decyzje w tym zakresie. Mam nadzieję, że to zostanie udowodnione i ci panowie poniosą jeśli nawet nie karne, to polityczne konsekwencje. Ponadto proszę zwrócić uwagę, że towarzystwo z Platformy i PSL prowadziło procedurę przetargową przez trzy lata, a konsekwencją ich szkodliwych decyzji była konieczność prowadzenia negocjacji offsetu przez obecny rząd. To daje razem cztery lata. W mojej ocenie, z całą pewnością nie będziemy musieli teraz czekać kolejne cztery lata na realizację tego zamówienia i zakup śmigłowców.
Pan przecież ma kontakt z firmami lotniczymi w Polsce, także z pilotami, żołnierzami. Proszę powiedzieć, czy caracale to rzeczywiście był szczyt marzeń polskich wojskowych?
– Dobrze byłoby, żeby w tych sprawach wypowiedzieli się polscy piloci wojskowi. Oczywiście nie można o caracalach powiedzieć, że są to złe, do niczego nienadające się śmigłowce. Zapewne w jakimś zakresie śmigłowce te wypełniały stawiane im oczekiwania. Natomiast powróćmy może do momentu, kiedy ten przetarg był ogłaszany, a był on ogłaszany na inne śmigłowce niż caracal. I zarówno PZL Mielec, jak i PZL Świdnik złożyły swoje oferty zgodnie z zapotrzebowaniem wojska. Tymczasem śmigłowce francuskie są maszynami ciężkimi, inaczej mówiąc, jest to inna klasa. I tutaj zmiana decyzji przez ówczesne kierownictwo MON – już w trakcie trwania przetargu i pod pozorem niespełnienia wymogów formalnych odrzucenie ofert śmigłowców Black Hawk i AW-149 – w mojej ocenie było zwykłym szwindlem i przekrętem. Stąd już wówczas ten przetarg powinien zostać unieważniony i rozpisany od nowa. Skoro MON chciało zakupić cięższe śmigłowce, to zgodnie z tym zapotrzebowaniem powinny być sformułowane oczekiwania tak, ażeby oferenci mogli się dostosować do stawianych wymogów. Niestety w tym wypadku tak nie było. Ponadto warto też pamiętać o wypadkach z udziałem śmigłowca Super Puma, który został zbudowany na tej samej platformie, co Caracal, co też daje wiele do myślenia. Rodzi bowiem wątpliwości, czy rzeczywiście jest to sprzęt na tyle sprawdzony i pewny, który daje gwarancje z jednej strony bezpieczeństwa naszym pilotom, a z drugiej strony czy będzie on mógł być używany, a nie jako awaryjny stać uziemiony w hangarach.
Jaki sprzęt jest potrzebny polskiej armii dzisiaj, żeby zabezpieczyć nasze potrzeby, i jaki po tych twardych negocjacjach obecnego rządu sygnał płynie dla potencjalnych oferentów w przyszłym przetargu?
– Polska potrzebuje zarówno systemów rakietowych, jak też śmigłowców szturmowych, śmigłowców wielozadaniowych. W jakiej kolejności ten sprzęt będzie kupowany, to już zależy od decyzji rządu i od budżetu, jakim wojsko będzie dysponować w najbliższych latach. Natomiast sygnał czy nauka, jaka płynie z tego przetargu dla potencjalnych inwestorów czy oferentów, jest taki, że polski rząd, polskich pracowników należy traktować podmiotowo, tak jak na to zasługujemy. Nie będzie żartów, jeśli chodzi o zakup sprzętu wojskowego, i nie będzie mowy o rozdawaniu gdzieś pod stołem kart. Sprzęt dla polskiej armii ma być maksymalnie najlepszy, w dobrej cenie, mają być gwarancje zabezpieczające pracę dla polskich pracowników czy obsługę posprzedażną na terenie Polski. Wszystko po to, żeby dać Polsce gwarancję bezpieczeństwa oraz komfort pracy i bezpieczeństwa naszym żołnierzom.
Jakie, Pana zdaniem, szanse w ewentualnym nowym rozdaniu ma Airbus Helicopters – spółka, która – jak się wydaje – dużo straciła na wiarygodności w oczach polskich władz?
– Wszystko zależy od procedury kolejnych zakupów. Jeśli będzie to procedura przetargowa, to koncern Airbus Helicopters będzie mógł, jak każdy dostawca sprzętu, wystartować i ubiegać się o kontrakt. Jestem jednak przekonany, że tym razem będzie startować na równych warunkach i nie będzie już traktowany na uprzywilejowanych zasadach niż inni oferenci, tak jak to było poprzednio. I takie podejście zapowiada decyzja Ministerstwa Rozwoju o zerwaniu negocjacji z francuskim Airbus Helicopters. W mojej ocenie, rząd powinien pójść inna ścieżką niż poprzednio, aby zakupów dokonać bez zbędnej zwłoki. Pytanie brzmi, czy takie decyzje zostaną podjęte. Nam zależy, aby zamówienia zostały złożone w Mielcu i Świdniku. To jest niezwykle ważne, żeby inwestorom, firmom Sikorsky i AgustaWestland, które inwestują w Polsce, dać sygnał, że polski rząd docenia ich wkład w rozwój polskich zakładów i polskich pracowników.
Czy zatem zakup z tzw. wolnej ręki zgodnie z dyrektywą, która uwzględnia interes bezpieczeństwa państwa, jest niewykluczony?
– Dokładnie, ta procedura może być w tym wypadku zastosowana. Tym bardziej że nowe śmigłowce są niezbędne polskiej armii, a cztery lata zostały przez rząd PO – PSL zmarnowane. Tym sposobem można może nie nadrobić stracony czas, ale skrócić oczekiwanie Wojska Polskiego na nowoczesne helikoptery.
Na razie Francuzi oficjalnie nie komentują decyzji o zerwaniu negocjacji z Airbusem, czy jednak spodziewa się Pan jakichś reakcji?
– W mojej ocenie, struktury Unii Europejskiej już tak daleko posunęły się z kampanią przeciw Polsce, m.in. na forum Parlamentu Europejskiego, że dalej już pójść się nie da. Natomiast taki potentat w branży lotniczej jak Airbus Helicopters powinien teraz, w zaciszu swoich gabinetów wyciągnąć wnioski ze swojego postępowania i w przyszłości zachowywać się tak, jak powinna zachowywać się firma, która dba nie tylko o finanse i zyski, ale szanuje również wartości etyczne w biznesie.