Słupki poparcia nad życie dzieci
Piątek, 7 października 2016 (04:14)Z Anną Siarkowską, posłem ruchu Kukiz’15, członkiem sejmowej Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk
Prawo w Polsce nie będzie chronić życia wszystkich dzieci od poczęcia do urodzenia – tak zdecydował Sejm. Czuje Pani rozczarowanie?
– Wydawało się, że osoby, które powołują się na wyższe wartości w polityce, zechcą wywiązywać się z zobowiązań wyborczych. W tej kwestii zdecydowało jednak nie dane słowo, a względy ideologiczne, polityczne i zwykła wyborcza kalkulacja. Prawo i Sprawiedliwość czyniło po pierwsze wszystko, żeby nie stracić władzy. I sprawę aborcji potraktowało jako temat, który można rozegrać politycznie. Stąd decyzja o odrzuceniu obywatelskiego projektu w pełni chroniącego życie przed narodzeniem. Celem miało być utrzymanie władzy. W mojej ocenie, ostatecznie ta sprawa skończy się jednak upadkiem rządu. To kwestia czasu. Warto w tym kontekście pamiętać o słowach z dziewiątego rozdziału Ewangelii według św. Łukasza: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”. Analogicznie ów stosunek zależności dotyczy również władzy, zwłaszcza takiej, która ma ambicje być moralną. A Prawo i Sprawiedliwość, choć już zapłaciło koszty polityczne procedowania tej ustawy, to jednak na własne życzenie nic za to nie otrzymało. Wręcz przeciwnie. Odrzucając projekt znoszący w Polsce dopuszczalność aborcji, PiS nie tylko nie przypodoba się tym, którzy wyszli na ulice po wodzą politycznych oponentów, ale również absolutnie straciło wiarygodność po prawej stronie, wśród własnego elektoratu. Wybrali więc wyjście najgorsze z możliwych.
W sejmowych kuluarach docierały do Pani informacje o naciskach na posłów partii rządzącej?
– Oczywiście. Takie, a nie inne głosowanie było wymuszone. Dlatego tym większym heroizmem wykazały się osoby, które zagłosowały za dalszym procedowaniem obywatelskiego projektu „Stop aborcji”.
Skoro kierownictwu PiS zależało na odrzuceniu ustawy, to jaki los czeka osoby z tej partii, które miały odwagę myśleć inaczej?
– Tego nie wiem. To wewnętrzna sprawa Prawa i Sprawiedliwości. Kierownictwo PiS jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale sytuacja, w której łamie się kręgosłupy moralne posłów, przyczyni się do dekompozycji obecnego układu rządzącego.
Mimo że obrót wydarzeń nie pozostawiał złudzeń, że Prawo i Sprawiedliwość odrzuci projekt w pełni chroniący życie, Pani jednak apelowała z mównicy sejmowej do posłów o dalsze procedowanie ustawy. Dlaczego?
– Zrobiłam to dlatego, że wierzę, iż większość posłów chce wprowadzenia pełnej ochrony życia dzieci przed narodzeniem, chce zniesienia dyskryminacji ze względu na stan zdrowia czy okoliczności poczęcia. To protesty feministek i totalnej opozycji, a także dezinformacja medialna przestraszyły partię rządzącą. Podobno Jarosław Kaczyński obiecał swoim posłom, że wkrótce przedstawi tzw. liberalny projekt ustawy antyaborcyjnej. Nie znam szczegółów jego obietnicy, ale sądzę, że chodzi o penalizację aborcji eugenicznej. Jestem przekonana, że obecne kierownictwo PiS nie będzie miało jednak odwagi na wprowadzenie takiego projektu pod obrady Sejmu. Lewa strona też to widzi, dlatego jakiekolwiek zmiany w tej materii mogą być utrudnione. Uważam więc, że trzeba było wykorzystać już istniejącą okazję do takich zmian w prawie, które zagwarantują ochronę życia każdemu człowiekowi. Niestety Prawu i Sprawiedliwości nie wystarczyło odwagi do zniesienia dyskryminacyjnych przepisów aborcyjnych.
Ale Jarosław Kaczyński i Beata Szydło zabierali głos w Sejmie i nie powiedzieli nic o nowej, innej ustawie.
– To, że taka obietnica nie padła na sali plenarnej, nie znaczy, że jej nie było. Z tego, co wiem, posłowie PiS podczas posiedzenia klubu mieli usłyszeć zapewnienie, że odrzucając projekt napisany przez prawników Instytutu Ordo Iuris, dostaną nowy, bardziej liberalny, autorstwa partii rządzącej. Jeśli to prawda, to wkrótce te osoby poczują się mocno oszukane.
Taki nowy, bardziej liberalny projekt rozwiązywałby sprawę? Obrońcy życia zgodziliby się na wykreślenie aborcji eugenicznej, a zachowanie dwóch innych wyjątków?
– Poruszył pan istotną kwestię, czy w sprawie tak fundamentalnej jak ochrona życia można iść w ogóle na kompromis. Powiem prosto: albo prawa człowieka są przestrzegane, albo łamane. Nie można ich przestrzegać jedynie częściowo. Mówienie więc o kompromisie w materii prawa człowieka do życia jest fałszem. Albo to prawo posiada, albo nie.
Dlaczego o tak fundamentalnej kwestii jak obrona życia nie możemy w Polsce rozmawiać w sposób merytoryczny?
– Dlatego że ten temat jest wykorzystywany do walki politycznej i ideologicznej. Naukowo już dawno potwierdzono, że życie człowieka rozpoczyna się od poczęcia. Uświadomienie sobie tego faktu sprowadza dyskusję na całkowicie inne tory. Są lewicowe środowiska, które świetnie zdają sobie z tego sprawę, dlatego utworzyły wokół inicjatywy „Stop aborcji” czarną propagandę. Kobiety, które w poniedziałek wyszły na ulice, były przekonane, że ten projekt będzie skutkował tym, że jeżeli kobieta poroni, może trafić do więzienia – a jest to nieprawda. Były też przekonane, że badania prenatalne będą zakazane – to również jest nieprawda. Kobiety były także przekonane, że jeżeli dojdzie do sytuacji zagrożenia ich życia w czasie ciąży, będą musiały umierać razem z dzieckiem. I tu też mamy do czynienia z kłamstwem. Przekłamań tego typu było więcej. Przedstawiciele komitetu „Stop aborcji” starali się walczyć z rozgłaszanymi kłamstwami, ale to było bardzo trudne. Strona rządząca wolała unikać merytorycznej debaty, bo zapatrzyła się w słupki poparcia. Z kolei totalna opozycja widziała w tym temacie szansę na rozpoczęcie nowej odsłony walki politycznej. Stąd taki efekt.
Przedstawiciele komitetu „Stop aborcji” zapowiedzieli, że nie złożą broni. Po tym, co się dzisiaj wydarzyło, wierzy Pani w to, że uda im się spełnić swoją misję?
– Ta misja musi być osiągnięta. Uważam, że mimo wszystko Polska ma szansę stać się krajem, w którym prawa człowieka, a w tym prawo do życia, będą respektowane. I to bez względu na wiek, stan zdrowia czy okoliczności poczęcia. Podczas debaty w Sejmie mówiłam, że pełna ochrona życia wszystkich dzieci może być przełomowym wydarzeniem dla Europy i świata, na miarę zniesienia niewolnictwa w XIX wieku w USA. Ale to byłoby wydarzenie o znacznie poważniejszej randze. Wierzę, że jest to możliwe, i choć nawet w tej kadencji Sejmu, to już chyba w innym składzie rządu.