Dziś w „Naszym Dzienniku”
Sprawdzian Morawieckiego
Poniedziałek, 3 października 2016 (18:11)Zwiększenie zakresu kompetencji wicepremiera Mateusza Morawieckiego to nie wotum nieufności dla premier Beaty Szydło, lecz przede wszystkim powiedzenie „sprawdzam” pomysłom Morawieckiego.
Z dużej chmury mały deszcz – można powiedzieć, patrząc na efekty zaanonsowanej przez premier Beatę Szydło rekonstrukcji rządu Prawa i Sprawiedliwości. Oczekiwania w stosunku do rekonstrukcji były duże i potęgowane nie tylko przez zwalczające rząd media i opozycję, ale i przez Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS, podczas poprzedzającego zapowiadaną rekonstrukcję posiedzenia Rady Politycznej, ogłosił nawet, że w rządzącej ekipie jakoby mamy do czynienia z „bankietowaniem po wyborczym zwycięstwie”, z którym trzeba skończyć i wziąć się do pracy.
Tymczasem spadła głowa tylko jednego ministra – Pawła Szałamachy, nie licząc wcześniejszego zakończenia misji ministra Skarbu Państwa Dawida Jackiewicza, którego dokonania w dziedzinie budżetu państwa czy skuteczności ściągania podatków wcale nie są przez premier czy jego następcę w resorcie finansów negowane, a wręcz przeciwnie.
Przyzwyczailiśmy się już przez 8 lat rządów PO – PSL, że rekonstrukcje rządu zwane też „nowymi otwarciami”, związane zwykle z ogłaszaniem jakichś wielkich planów, miały na celu pewną ucieczkę do przodu przed kolejnymi aferami z udziałem polityków koalicyjnego rządu.
Zmiany organizacyjne w obecnym rządzie są w jakimś sensie takim krokiem naprzód – zmierzającym przy okazji do zakończenia wałkowanych w mediach tematów o kornikach z Puszczy, koniach z Janowa czy nominacjach w spółkach Skarbu Państwa. Chociaż Prawo i Sprawiedliwość, wprowadzając w życie, z sukcesem, tuż po przejęciu władzy program „500+”, pokazało, że kreśląc wielkie plany i programy, wcale sobie z wyborców nie żartuje. W wyniku rekonstrukcji olbrzymie kompetencje w rządzie otrzymał wicepremier Mateusz Morawiecki, stając się – po przejęciu władzy nad resortem finansów – w pełni odpowiedzialny za gospodarkę. Przysporzenie nowych obowiązków Morawieckiemu i w ten sposób dodatkowe podniesienie jego pozycji w rządzie, co z pewnością zostało wymuszone zachętą ze strony prezesa Kaczyńskiego do „wzięcia się do pracy”, wcale nie jest jednak wotum nieufności dla premier Szydło.
To wicepremier Morawiecki, który – jak się mogliśmy przekonać – potrafi znakomicie opowiadać o właściwych kierunkach rozwoju naszej gospodarki, dokonując przy tym trafnych diagnoz obecnej sytuacji, usłyszał „sprawdzam”, dostając praktycznie wolną rękę do przeprowadzenia mającego nas pchnąć na ścieżkę unowocześniania gospodarki i wzrostu zamożności obywateli planu gospodarczego, który – jak kpi opozycja – jest tylko na slajdach.
Artur Kowalski