Sędzia TK nie jest ponad prawem
Poniedziałek, 3 października 2016 (04:15)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, przedstawicielem wnioskodawcą poselskiego projektu ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jaki jest cel projektu ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego wniesionego do Sejmu przez Prawo i Sprawiedliwość?
– Wielokrotnie zapowiadaliśmy, że w przyszłości, która właśnie w tej chwili zaczyna się realizować, wprowadzimy nowe, kompleksowe uregulowania dotyczące funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Poprzednie uregulowania miały charakter doraźny i zmierzały do rozwiązania istniejącego konfliktu. Okazuje się jednak, że mimo dobrej woli, mimo wyjścia naprzeciw oczekiwaniom opozycji, sugestiom Komisji Weneckiej, tego konfliktu – niestety – nie udało się zażegnać z tego względu, że po stronie opozycji nie ma dobrej woli. Dla opozycji TK to swoiste paliwo polityczne, bez którego nie potrafią funkcjonować. Formacje te nie mogą się pogodzić, że Polacy pokazali im po ośmiu latach rządów czerwoną kartkę. Nie mają żadnego pomysłu na Polskę, nie proponują żadnych rozwiązań, które służyłyby interesom Polski i Polaków – tylko rozgrywają wojnę polityczną w oparciu o TK. Pod hasłami troski o rzekomo zagrożoną demokrację, walki o przestrzeganie Konstytucji RP, uprawia się walkę z demokratycznie wybranym rządem. Dziś jesteśmy już po analizie raportu przygotowywanego przez powołany przez marszałka Sejmu zespół ekspertów pod kierunkiem prof. Majchrowskiego. Sugeruje on, żeby materia dotycząca TK była uregulowana w kilku niezależnych aktach prawnych.
Czy mógłby Pan to uszczegółowić?
– Zespół ekspertów sugeruje, ażeby oddzielną ustawą uregulować organizację i tryb postępowania przed TK, sugeruje również, żeby drugą ustawą regulującą tą materię była ustawa o statusie sędziów TK. Ponadto stwierdza, że skoro wybór sędziów Trybunału należy do wyłącznej kompetencji Sejmu, to sprawy, które wiążą się z tym wyborem, winny być uregulowane szczegółowo w regulaminie Sejmu. Można zatem powiedzieć, że konieczne są akty prawne, które regulowałyby tę materię. Stąd też kilka dni temu wnieśliśmy do Sejmu projekt ustawy dotyczącej statusu sędziego TK.
Jakie są główne założenia tego projektu ustawy?
– W projekcie ustawy o statusie sędziów TK są przepisy określające m.in. prawa i obowiązki sędziów, sprawy immunitetu, nietykalności osobistej, ale także kwestie związane z odpowiedzialnością dyscyplinarną sędziów. Projekt reguluje również stosunek służbowy sędziego Trybunału, z czym, jak wiemy, ostatnio jest problem. W myśl nowych przepisów, stosunek ten nawiązuje się po złożeniu ślubowania. Sędzia po złożeniu ślubowania stawia się niezwłocznie w TK w celu podjęcia swoich obowiązków. Na prezesie Trybunału ciąży obowiązek zapewnienia mu warunków pracy i umożliwienie orzekania.
Jakie istotne ograniczenia wobec sędziów TK zakłada ten projekt?
– Projekt ustawy zakłada, że sędzia TK, który przechodzi w stan spoczynku, jest dalej sędzią, a więc korzysta z wszystkich przywilejów, w szczególności nadal chroni go immunitet, uzyskuje też przysługujące mu wynagrodzenie. A skoro tak, to również obowiązuje go apolityczność. Niestety życie pokazuje, że byli sędziowie Trybunału, którzy są dziś sędziami w stanie spoczynku, są bardzo mocno zaangażowani w działalność polityczną. Wystarczy wymienić chociażby byłych prezesów TK: prof. Andrzeja Zolla czy Jerzego Stępnia, który przekroczył wszelkie granice, nawet powiedziałbym, że przekroczył granice kultury politycznej. Tak być nie powinno. Mało tego, jest to też konsekwencja pewnego rozumowania – kiedyś Sąd Najwyższy stwierdził, że prokurator w stanie spoczynku nie może być posłem, bo w dalszym ciągu jest prokuratorem. tyle że w stanie spoczynku. Argumentacje, że już nie wykonuje i nie będzie wykonywał obowiązków prokuratorskich, nie była jednak przekonująca i stąd w odpowiedzi uznano, że wciąż przysługuje mu tytuł prokuratora, co więcej, pobiera wynagrodzenie prokuratora w stanie spoczynku. Idąc tym tokiem rozumowania, przyjęto w projekcie ustawy o statusie sędziów TK założenie, że również sędzia Trybunału w stanie spoczynku, mimo iż nie wykonuje swoich obowiązków, w dalszym ciągu jest sędzią, a co za tym idzie – obowiązuje go zasada apolityczności.
A zatem sędzia w stanie spoczynku nie może realizować swoich ambicji politycznych…?
– Ustawa nie zamyka drogi, ale jasno stwierdza, że jest to kwestia wyboru. Jeżeli sędzia – także prezes TK – uzna, że chce być politykiem, to po zakończeniu kadencji wystarczy, że nie skorzysta ze statusu sędziego w stanie spoczynku. Status sędziego w stanie spoczynku jest przywilejem.
Mamy już ustawę o TK, teraz ma być ustawa o statusie sędziów TK – po co to rozbicie na dwie ustawy?
– Dlatego, że jak już wspomniałem, wychodzimy tu naprzeciw propozycjom zawartym w raporcie zespołu ekspertów pod kierunkiem prof. Majchrowskiego. W tym raporcie 15 ekspertów – wybitnych polskich konstytucjonalistów – sugeruje, że jest to właściwe uregulowanie i żeby nie mieszać dwóch materii w jednym akcie prawnym. Stąd też rozbicie tej materii na dwa osobne uregulowania ustawowe. Jedno dotyczące organizacji trybu postępowania przed Trybunałem, a drugie dotyczące statusu sędziów. Dodam, że projekt ustawy o statusie sędziów TK nawiązuje też do niektórych rozwiązań, jakie mają zastosowanie w odniesieniu do sędziów Sądu Najwyższego.
Novum jest także to, że sędziowie będą zobowiązani do składania oświadczeń majątkowych. W dotychczasowych przepisach tego nie było…?
– Jawność oświadczeń majątkowych w świecie demokratycznym jest dzisiaj standardem. Osoby zajmujące wysokie stanowiska w państwie, w imię transparentności życia publicznego, są zobowiązane ujawniać stan swojego posiadania. Dotyczy to przecież wszystkich sędziów sądów powszechnych, prokuratorów, dotyczy to wreszcie posłów, senatorów i jeszcze wielu innych osób, i nie ma żadnego powodu, żeby nie dotyczyło to również sędziów TK. Nie widzę zatem powodów do tego, żeby wprowadzać zróżnicowanie w tym zakresie. W imię przejrzystości, w imię transparentności życia publicznego społeczeństwo winno być informowane również o statusie majątkowym sędziów TK.
Ważne miejsce w tym projekcie zajmuje także kwestia stosunku służbowego sędziów TK. Czy to jest odpowiedź na działania prezesa Rzeplińskiego, który nie dopuszcza do orzekania prawidłowo wybranych sędziów?
– Rzeczywiście życie pokazało, w jakim obszarze brakowało jeszcze regulacji prawnych. Kiedyś wydawało się, że w odniesieniu do Trybunału – w szczególności zaś w odniesieniu do sędziów Trybunału – nawet nie wypada tworzyć uregulowań prawnych. Wszak są to najwybitniejsi prawnicy o wyróżniającej – jak się w ustawie stwierdza – wiedzy prawniczej, o wysokim poziomie moralnym i etycznym. W tamtym czasie wydawało się, że doprecyzowywanie zapisów ustawowych stanowiłoby pewnego rodzaju zaprzeczenie wyjątkowego zaufania, jakim obdarzamy sędziów. Jednak życie pokazało, że brak uregulowań przy sprzeniewierzeniu się ideałom sędziowskim przez niektórych sędziów prowadzi do trudnych sytuacji. W szczególności, jeżeli nawet przewidziano odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu najwyższych osób w państwie, to takiego rozwiązania nie przewidziano w odniesieniu do sędziów TK, wychodząc – najpewniej – z założenia, że taka sytuacja nigdy w przyszłości nie będzie miała miejsca, a tego typu uregulowania będą czymś, co można w uproszczeniu określić nad regulacją. Jednak życie pokazało, że brak takiego uregulowania popchnął co poniektórych sędziów Trybunału do wykorzystania tej luki prawnej. Efektem czego jest zaangażowanie się w działalność polityczną, czego czynić nie powinni. Okazało się również, że ci sędziowie utracili cechę bezstronności, natomiast prawo niestety nie przewiduje możliwości reagowania w takich sytuacjach. I tak mamy zapis o nieusuwalności sędziego TK, z zapisów nie wynika też, żeby sędziemu groziła odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, bo jak wspomniałem, nikomu nie przyszło do głowy, że sędzia Trybunału może się sprzeniewierzyć zasadzie apolityczności i bezstronności.
Opozycja, Platforma i Nowoczesna, nie pozostawiają na tym projekcie suchej nitki, uznając, że stawia on sędziów Trybunału na baczność…
– Czegokolwiek nie zrobimy, opozycja totalna powtarza te same sformułowania. Teraz do ataków o rzekomym blokowaniu czy wręcz o paraliżu TK dochodzi jeszcze określenie o zastraszaniu sędziów. Z tego aktu prawnego trudno jednak wyczytać potwierdzenie dla tych słów. Nic podobnego nie ma miejsca i powtórzę jeszcze raz, że wiele rozwiązań zawartych w tym projekcie ustawy o statusie sędziów TK jawi się dzisiaj jako uregulowania oczywiste, co więcej, nawiązują one do uregulowań odnoszących się do sędziów Sądu Najwyższego. Jest to zatem pewne, a zarazem konieczne ujednolicenie uregulowań prawnych w odniesieniu do sędziów TK.
Czy ta ustawa, jeśli wejdzie w życie, jest w stanie przekonać do jej stosowania prezesa Rzeplińskiego, który – oględnie mówiąc – do pokornych raczej nie należy?
– Ustawa określa, jakie wymagania są stawiane przed sędziami Trybunału. I wszyscy sędziowie winni się do tych uregulowań zastosować. Przecież sędziowie TK nie są ludźmi wyjętymi spod prawa – jak ostatnio demonstruje to prezes Rzepliński, który mówi, że on tej ustawy nie widzi. To jest nic innego jak lekceważenie Parlamentu RP, lekceważenie zasady trójpodziału władz i równowagi tych władz. TK jest niezależny, sędziowie są niezawiśli w swoim orzekaniu, natomiast organizację Trybunału, sposób postępowania przed Trybunałem określa – zgodnie z Konstytucją RP – władza ustawodawcza. Dziś prezes TK prof. Andrzej Rzepliński lekceważy w sposób jawny zapisy konstytucyjne. Jeśli bowiem powiada, że ustawy nie widzi, to oznacza, że stawia się ponad prawem. Tyle tylko, że w Polsce nikt nie jest ponad prawem, a wszyscy są wobec prawa równi.