Problem wiarygodności
Niedziela, 2 grudnia 2012 (12:19)Rozpad chrześcijańskiego profilu niemieckiej chadecji nie jest nowym zjawiskiem. Już od wielu lat chrześcijańscy demokraci nie podejmują żadnych działań na rzecz skuteczniejszej obrony życia dzieci poczętych, tradycyjnej rodziny i tylko połowicznie sprzeciwiają się lewicowym projektom dotyczącym układów homoseksualnych.
Gdyby to zależało od sondaży, dla chrześcijańskich demokratów w Niemczech Adwent byłby czasem spokoju i refleksji. Bowiem w najnowszych sondażach przedwyborczych CDU osiąga wynik 40 proc., najwyższy od 2007 roku. Z kolei wybrany na kandydata SPD do urzędu kanclerza Peer Steinbrück szybko stracił po tej nominacji na popularności.
W dalszym ciągu najbardziej lubianym niemieckim politykiem jest Angela Merkel (CDU). Sondaże dają jej pierwsze miejsce w rankingach popularności. Z jej pracy zadowolonych jest 68 proc. Niemców – to jeden procent więcej niż przed miesiącem. Na drugim miejscu w tej skali znajduje się inny polityk CDU, minister finansów Wolfgang Schäuble, ciesząc się 65 procentami zaufania. Od tych dwóch polityków wyborcy oczekują, że jakoś uda im się przeprowadzić Niemcy przez europejski kryzys finansowy.
Najważniejszymi wyborami w ciągu następnych dwunastu miesięcy będą wybory do Landtagu w Dolnej Saksonii 20 stycznia 2013 r. oraz w Bawarii 15 września 2013 r., a przede wszystkim wybory parlamentarne przewidziane na wrzesień 2013 roku. Poprzedzi je zjazd krajowy CDU w dniach 3-5 grudnia 2012 r., który może uwidocznić rysy i pęknięcia elektoratu tej partii.
Epidemia postępu
Do wyraźnego zredukowania chrześcijańskiego profilu partii dąży w szczególności lewe skrzydło CDU. Pod koniec tegorocznego lata minister ds. rodziny Kristina Schröder opowiedziała się za zrównaniem układów homoseksualnych z małżeństwami w kwestiach podatkowych, za co spotkała ją ostra krytyka. Ale teraz, przed zjazdem krajowym w Hanowerze, kilku członków Bundestagu podejmuje kolejne próby. Dla nich CDU musi stać się partią „wielkomiejską”. Konkretnie oznacza to wspieranie politycznych żądań lobby homoseksualnego i odarcie rodziny z jej chrześcijańskiego wizerunku. I tak przy okazji wywiadu we „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” z 11 listopada 2012 r. wypłynął były burmistrz Hamburga Ole von Beust, członek CDU i zadeklarowany homoseksualista. W wywiadzie zarzucił swojej partii „zacofanie, strach i brak szacunku szczególnie wobec wielkomiejskich realiów”… Melodią przeszłości nazwał Beust ciągły opór partii wobec uznania układów homoseksualnych, jak również twierdzenie, że Niemcy nie są krajem imigracyjnym. Beust nie jest wyjątkiem. Również szef CDU w Badenii-Wirtembergii Thomas Strobl uważa swoją partię za zacofaną. „Istnieje »społeczny megatrend«, który Unia musi uwzględnić w swoich założeniach programowych. Siłą partii zawsze było to, że nie narzucała ludziom tego, jak mają żyć. Musi na tę drogę powrócić. A to oznacza zaprzestanie negatywnych ocen takich imprez, jak Christopher Street Day [demoralizująca impreza środowisk homoseksualnych] i uznanie ich za oczywistą część wielkomiejskiej rzeczywistości”.
W ostatnich tygodniach to właśnie 20 deputowanych CDU z dużych miast z Matthiasem Zimmerem z Frankfurtu na czele, którzy opowiadają się za czarno-zieloną koalicją po najbliższych wyborach parlamentarnych, oraz Ole von Beust kształtują całościowy obraz partii. Dla nich w obszarach wymagających wsparcia Zielonych CDU powinna przedstawić taką ofertę personalną, która w sposób wiarygodny będzie świadczyła o „otwartości wobec centralnych postulatów Zielonych, a jednocześnie nie będzie zaprzeczała chrześcijańsko-demokratycznemu profilowi partii”.
Opuszczony elektorat
Oczywiście, niektórzy próbują sprzeciwiać się takiemu rozwojowi sytuacji. „Berlińskie Koło CDU” składające się z polityków federalnych i krajowych próbuje wzmocnić konserwatywne i chrześcijańskie wartości partii. Czy im się to uda, dopiero się okaże. Bo na razie pod kierownictwem Angeli Merkel partia degraduje się do poziomu partii działaczy. Praktycznie wszystkie polityczne inicjatywy mają swój początek w berlińskiej centrali partii. Najwięcej do powiedzenia mają zatrudnieni tam działacze. Kto zaprotestuje, ten musi się liczyć z utratą pracy.
W ten sposób CDU coraz bardziej oddala się od różnych grup swoich wyborców. Nawet katolicka część ludności coraz rzadziej identyfikuje się z chadekami. Już w czasie ostatnich wyborów wielu katolików w ogóle nie poszło do urn.
Wskazuje na to Phillip Missfelder, deputowany Bundestagu, a zarazem przewodniczący młodzieżówki „Junge Union” (Unia Młodych). Missfelder przestrzega przed zmienianiem przez kojarzoną w dużej mierze z solidarnością społeczną partię barw tak długo, jak będzie to odpowiadało wszelkim mniejszościom.
Protestancki przewodniczący frakcji CDU/CSU Volker Kauder próbuje ewangelikom, a więc konserwatywnym protestantom, poprawić nastroje, opowiadając się w czasie dużej ewangelickiej imprezy za skuteczniejszą obroną życia.
W partii Konrada Adenauera wyczuwa się głęboką niepewność i dezorientację. Chadecy nie wiedzą, jak powinni poprowadzić ludzi zorientowanych na wartości chrześcijańskie i permanentnie próbują dopasować się do ducha czasu. W ten sposób dystans między partią a jej tradycyjnymi wyborcami może tylko wzrastać, ponieważ wszystkie sondaże wskazują, że Niemcy jeśli chodzi o wartości i rodzinę, nie życzą sobie dowolności, ale tradycji. Jednakże właśnie z tym CDU wydaje się mieć ewidentny problem.
Autor jest działaczem niemieckich ruchów pro-life.
tłum. Bogusław Rąpała
Mathias von Gersdorff