• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Profesjonaliści dochodzą do głosu

Środa, 28 września 2016 (14:40)

Z dr. Tomaszem Telukiem, politologiem, prezesem Instytutu Globalizacji, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, przed nami rekonstrukcja rządu. Kto zostanie, a kto odejdzie, jaka może być skala tych zmian?

– Nie sądzę, żeby zapowiadane zmiany w rządzie były rewolucyjne. Raczej można się spodziewać zmian kosmetycznych. Część tych zmian już się dokonała, chociażby poprzez likwidację Ministerstwa Skarbu Państwa, co było z jednej strony działaniem planowym, ale z drugiej dymisja ministra Dawida Jackiewicza była podyktowana, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt trafnymi nominacjami do zarządów i rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. To z pewnością nie wpłynęło na poprawę wizerunku zarówno rządu premier Beaty Szydło, jak i PiS. Mamy też zapowiedź powstania nowego resortu, który zajmie się programem „Mieszkanie+” i być może pojawi się nowa osoba, która zostanie desygnowana na to stanowisko. Trudno jednak spekulować co do personaliów.

A jeśli chodzi o pozostałe ministerstwa?

– W tym rządzie są ministrowie, którzy świetnie sobie radzą, którzy mają pewną wizję rozwoju, ale są też ministrowie, którzy sobie nie radzą. Jednak zmiany, jakie mogą nastąpić, są niewiadomą i ferowanie wyroków przed jest mniej lub bardziej, ale tylko spekulacją. Wydaje się jednak, że do najmocniejszych nie należy pozycja ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, który na swoim koncie nie ma zbyt wielu sukcesów. Natomiast co do innych zmian, to – jak powiedziałem – trudno prorokować. Sytuacja w resorcie zdrowia jest niepokojąca, bo mamy napięcie na linii minister Konstanty Radziwiłł – środowiska medyczne. Coraz bardziej dają się we znaki wszystkim: pacjentom i pracownikom ochrony zdrowia, wieloletnie zaniedbania w tym sektorze. Sam wczoraj rejestrowałem się do okulisty i wyznaczono mi termin wizyty na luty 2018 roku... Tak czy inaczej nie wiem, czy i w tym resorcie nie należy się spodziewać zmiany w nadziei, że kolejna osoba w sposób może szybszy i bardziej odważny przeprowadzi konieczne zmiany w ochronie zdrowia. Chociaż znałem ministra Radziwiłła jeszcze jako szefa Naczelnej Rady Lekarskiej i wiem, że jest to bardzo dobry fachowiec, który zna się na zarządzaniu służbą zdrowia, i osobiście dałbym mu jeszcze szansę. Czy premier Szydło też tak uważa, wkrótce się przekonamy.

Wydaje się, że zmiana może dotyczyć resortu finansów, zresztą nazwisko ministra Szałamachy chyba najczęściej pojawia się na giełdzie zmian…

– Minister Paweł Szałamacha jest bardzo dobrym fachowcem. Pomysł ujednolicenia podatków i zniesienia najbardziej uciążliwych danin – szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw – także propozycja obniżki podatku CIT, zmiany dotyczące uproszczenia księgowości to wszystko są projekty, które należy ocenić bardzo pozytywnie. Jeśli wziąć pod uwagę dotychczasową pracę, to nie sądzę, żeby minister Szałamacha musiał zostać odwołany. Tym bardziej że został postawiony w bardzo trudnej sytuacji, bo jest „księgowym” rządu, który zadeklarował tak wiele programów prospołecznych, socjalnych, które kosztują sporo, a minister Szałamacha musi znajdować pieniądze na pokrycie tych wszystkich wydatków. To dość niewdzięczna rola, jeśli chodzi o konstruowanie budżetu na przyszły rok i kolejne lata. Myślę jednak, że dotychczas wywiązywał się dobrze ze swojej roli. I choć nazwisko ministra Pawła Szałamachy pojawia się już od początku roku na giełdzie zmian, to w mojej ocenie nie jest to stuprocentowy kandydat w zapowiadanej rekonstrukcji rządu.

Zakładając, że wicepremier Morawiecki otrzyma większą władzę, czy to oznacza, że jego plan gospodarczy jest już gotowy i trzeba tylko usunąć pewne blokady, jak chociażby trzymającego kasę w rękach ministra Szałamachę, aby wcielać go w życie?

– Minister Szałamacha bez wątpienia prezentuje bardziej rynkowe podejście od wicepremiera Morawieckiego, który mimo doświadczenia w sektorze bankowym odznacza się chyba nieco większą „rozrzutnością” niż szef resortu finansów. A zatem jeśli miałoby się to wiązać ze zwiększeniem kompetencji wicepremiera Morawieckiego, jeśli jest rzeczywiście jakiś plan, który ma mu dać do ręki nowe instrumenty, a tym samym stworzyć większe możliwości, a minister Szałamacha miałby być hamulcowym i jego rola miałaby być marginalizowana, to może on rzeczywiście zostać odsunięty na dalszy tor.   

Większa władza dla Morawieckiego to także większa odpowiedzialność…

– Być może premier Beata Szydło stawia na Mateusza Morawieckiego jako na swoją prawą rękę, jeśli chodzi o wcielanie w życie ambitnych planów społecznych i gospodarczych. Nie oszukujmy się, programy „Rodzina 500+” czy „Mieszkanie+” są to programy przełomowe, niełatwe i potrzeba nie lada fachowca, żeby je zręcznie i skutecznie wprowadzić w życie i je przeprowadzić. Narodowy Program Mieszkaniowy może być ogromnym impulsem dla polskiej gospodarki, ale też oznacza wzięcie przez państwo na barki dużej odpowiedzialności. Ten program nie może być tylko hasłem na papierze, ale żeby był zrealizowany, musi mieć twarde podstawy finansowe. I tutaj, jak sądzę, nie ma obaw, bo wicepremier Morawiecki jako finansista z pewnością temu wyzwaniu podoła.  

Są tacy, którzy twierdzą, że relacje między premier Szydło a wicepremierem Morawieckim nie są najlepsze. Czy wzmocnienie pozycji Mateusza Morawieckiego w tym rządzie jeszcze bardziej nie zaostrzy tych relacji?

– Prawdę mówiąc, nie wiem, jakie są relacje między premier Szydło a wicepremierem Morawieckim. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci, którzy będą krytykować i szukać dziury w całym. Ale nawet zakładając, że te relacje są w jakiś sposób napięte, to, jak sądzę, bardzo dobrze, jeśli w rządzie istnieje wiele punktów widzenia, jeśli istnieje pewne napięcie i nazwijmy to konkurencja, bo to może tylko pomagać w znajdowaniu konstruktywnych rozwiązań. Niekoniecznie musi być tak, że wszyscy są jednomyślni i sobie nawzajem przytakują, ale jeśli ściera się wiele wizji i jest coś w rodzaju burzy mózgów, czyli debata w rządzie, to tylko z korzyścią dla przyjmowanych rozwiązań. Nie szukałbym zatem ani przeszkody, ani zarzewia przyszłych konfliktów między premier Beatą Szydło a wicepremierem Mateuszem Morawieckim.

Jak wygląda zaplecze fachowców w PiS? I czy – jak twierdzi opozycja – ta ławka rezerwowych jest krótka, a każdy kolejny minister może być tylko gorszy?

– To jest chyba największy mit, którym operuje opozycja, który głosi, że dotychczas mieliśmy sytuację, kiedy poszczególnymi resortami zarządzali fachowcy, specjaliści, a po ubiegłorocznych wyborach doszli do władzy amatorzy, którzy nie mają żadnego zaplecza. Jest to absolutnie nieprawda. Jest tu pewna analogia do czasów słusznie minionych, kiedy postkomuniści twierdzili, że PZPR-owcy to są najwięksi fachowcy, którzy mają duże doświadczenie w zarządzaniu państwem. Tak jednak nie jest. Obecnie większość Polaków ma poglądy konserwatywne, a wśród nich są także wybitni specjaliści: ekonomiści, spece od zarządzania czy finansów. Jeśli jednak mówimy o fachowcach, to przecież nie odnosi się to tylko do osób, które piastują najważniejsze stanowiska w państwie. Często te osoby są wykorzystywane wizerunkowo do przekazywania pewnych komunikatów opinii publicznej, natomiast tzw. czarną robotę wykonuje cała masa, często anonimowych fachowców, ekspertów, specjalistów, którzy są wybitni w swoich dziedzinach, a ich nazwiska wcale nie muszą być na czołówkach gazet. Natomiast są to ludzie na co dzień doceniani w swoich resortach za wykonywaną pracę i za doświadczenie. Patrząc na pracę tej ekipy rządowej, widząc rozmach, odwagę i fachowość w podejmowaniu nowych wyzwań w obszarach, które były zaniedbane przez ostatnie ćwierćwiecze, można być dziś spokojnym, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku i zostaną doprowadzone do końca, jak nie w tej, to w kolejnej kadencji. Podejmowanie tych trudnych, zaniedbywanych często, niepopularnych spraw świadczy o tym, że prawdziwi profesjonaliści w swoich dziedzinach właśnie teraz dochodzą do głosu. Z kolei w poprzednich dwóch kadencjach rządził pewien układ, a do decyzji byli dopuszczani tylko wybrani, ściśle określeni ludzie, dla których najważniejsze było osiąganie osobistych korzyści, a nie dobro państwa polskiego i praca dla obywateli. Teraz się to zmienia.

A więc siła tego rządu tkwi w zespole?   

– Oczywiście. Zarządzanie państwem jest czynnością kolektywną. Ten rząd jest to cały czas dynamiczna, rozrastająca się grupa mądrych ludzi. Społeczeństwo coraz bardziej przekonuje się, że było oszukiwane przez poprzednią ekipę, ludzie widzą, że stali po złej stronie, i dziś podejmują refleksję, dołączając do zwolenników obecnych zmian. Widzą, że to nie podziały polityczne są najważniejsze, ale praca dla wspólnego dobra. Uważam, że grono fachowców, których ten rząd będzie miał do dyspozycji, będzie się coraz bardziej powiększać.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki