Chuligański wybryk czy rosyjska prowokacja?
Wtorek, 27 września 2016 (05:11)Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Polskie służby zatrzymały w poniedziałek Rosjanina, który sterował dronem latającym nad Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwem Obrony Narodowej i Belwederem. Z czym możemy mieć do czynienia?
– Póki co mało mamy informacji, aby stwierdzić, z czym konkretnie mamy do czynienia. Niestety tych szczegółów nie będzie dużo więcej, bo są to wszystko kwestie istotne dotyczące bezpieczeństwa państwa, ale tak czy inaczej jest to niebezpieczny sygnał. Ten incydent dowodzi bowiem, że taki dron może się pojawić w przestrzeni niezwykle ważnej z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, bo z tego, co wiemy, nad siedzibą Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a więc w miejscu urzędowania polskiego rządu. Pytanie, jakie się nasuwa: to co to tak naprawdę było?… Próbując odpowiedzieć na tak postawione pytanie, możemy tylko spekulować.
To może pospekulujmy…
– Mógł to być chuligański wygłup, ale równie dobrze mogłoby to być działanie – akcja przemyślana, zaplanowana, która może mieć na celu wprowadzenie w Polsce atmosfery zdenerwowania, irytacji, może być elementem drażnienia, które jest obliczone na wzbudzenie u nas stanu napięcia i poczucia zagrożenia. Możliwości jest wiele, ale trudno jednoznacznie określić – mając tylko szczątkową wiedzę – z czym mieliśmy do czynienia.
Czy ten incydent może być prowokacją ze strony Rosji?
– Oczywiście, że może to być prowokacja, tyle że Rosja i tak się do tego nie przyzna. Skoro jednak tym dronem sterował Rosjanin, co – jak rozumiem – zostało potwierdzone przez służby, to można przyjąć, iż jest to pewna forma prowokacji. Widać, że to napięcie, które występuje w relacjach polsko-rosyjskich, trwa w najlepsze, a działania Rosji i dostarczanie paliwa podsycającego to napięcie, jak chociażby to, wskazują, że ma ono trwać nadal. Jest to stara, a zarazem stała metoda, jaką Kreml stosuje wobec Polski, a więc wprowadzanie stanu napięcia i – jak wspomniałem – atmosfery zdenerwowania i irytacji, bo nic więcej – na szczęście – Rosjanie zrobić nam nie mogą.
Nie jest to jednak pierwszy przypadek, kiedy Rosjanie próbują grać nam na nerwach...
– Owszem, nie jest to pierwszy tego typu incydent ze strony Moskwy, ale biorąc pod uwagę miejsce, jest to działanie, które powinno dać polskim służbom wiele do myślenia. Przypomnę, że w sierpniu tego roku w obwodzie kaliningradzkim mieliśmy incydent związany z budową płotu wzdłuż polsko-rosyjskiej granicy, tak naprawdę nie bardzo wiadomo w jakim celu. Podobnie prowokacyjne zachowanie miało miejsce w kwietniu br. na wodach międzynarodowych Morza Bałtyckiego, kiedy rosyjskie samoloty bojowe dokonały wielokrotnie przelotów w pobliżu amerykańskiego niszczyciela rakietowego. Wreszcie obserwujemy, coraz częściej prowokacyjne czy może bardziej ostentacyjne, ruchy związane z ćwiczeniami wojskowymi na dużą skalę w pobliżu polskiej granicy – to wszystko są działania niebezpieczne, które mają wytrącić nas z równowagi.
Jakie mogą być konsekwencje takiego działania, bowiem dzisiaj dron może służyć także jako broń?
– Oczywiście przy pomocy drona można prowadzić różnorakie działania. Może to być zwyczajnie wybryk chuligański, ale też działanie wywiadowcze, jak filmowanie czy podsłuch. Drony we współczesnym świecie służą do rozpoznania, ale także mogą być wykorzystywane do różnego rodzaju ataków. Pytanie brzmi: czy i ewentualnie jakie wyposażenie było na pokładzie tego drona, który dzisiaj penetrował przestrzeń w pobliżu ważnych obiektów, jak siedziba polskiego premiera czy resortu obrony, i jakie materiały ewentualnie znajdowały się na jego pokładzie? Tego póki co nie wiemy i raczej się nie dowiemy.
Przestrzeń powietrzna nad takimi obiektami jak kancelaria premiera czy MON objęta jest zakazami i ograniczeniami wynikającymi z przepisów o ruchu lotniczym…
– Owszem, dlatego sytuacja jest monitorowana i obiekt ten został zlokalizowany i zneutralizowany. Jednak niedawno wprowadzono też nowe przepisy i środki zabezpieczające lotniska. Ponieważ dron pojawiający się nad pasem startowym stanowi bardzo duże zagrożenie i może wywołać ogromne komplikacje w komunikacji lotniczej w przypadku zderzenia z samolotem.
Proszę powiedzieć, jaka powinna być reakcja na ten incydent ze strony polskich służb?
– Tak czy inaczej odpowiednie służby, jak policja czy ABW, powinny wyjaśnić wszystkie okoliczności tego zdarzenia. Z tego, co mi wiadomo, obywatel Rosji, który sterował dronem, został zatrzymany, a dron unieszkodliwiony. Obywatel Federacji Rosyjskiej z pewnością usłyszy też zarzuty związane z naruszeniem prawa lotniczego w Polsce. Kolejne kroki podyktują okoliczności, których ustalanie zapewne trwa, a więc co znajdowało się na pokładzie drona, kim jest ów Rosjanin, czy działał w pojedynkę i ewentualnie na czyje zlecenie. To pozwoli ustalić cel tego typu działania. Ponadto z tego zdarzenia trzeba będzie wyciągnąć odpowiednie wnioski, aby tego typu sytuacje w przyszłości nie miały miejsca. Dotykamy tu zatem kwestii odpowiedniego zabezpieczenia nie tylko terenu lotnisk, ale także ważnych obiektów państwowych. Z pewnością nie wolno tego typu zdarzeń bagatelizować.