Benedykt XVI z bliska
Środa, 21 września 2016 (21:29)Z Peterem Seewaldem, niemieckim dziennikarzem i pisarzem, autorem wywiadu rzeki z Benedyktem XVI „Ostatnie rozmowy”, rozmawia Piotr Falkowski
Jak doszło do powstania „Ostatnich rozmów” z Benedyktem XVI?
– Początkowo nie planowałem kolejnego wywiadu, pracowałem nad dużą biografią Josepha Ratzingera. Notatki ze spotkań z Benedyktem XVI nie miały więc być publikowane bezpośrednio, a jedynie wykorzystywane w biografii. Jednak zobaczyłem, że mamy do czynienia z dokumentem, który jest sam w sobie niepowtarzalny i – rzec można – historyczny. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie można tego tekstu ukrywać przed światem. Sam Benedykt XVI początkowo nie był do tego przekonany, lecz udało mi się go namówić. Postawił jednak warunek, że Franciszek musi się na to zgodzić. I Ojciec Święty wyraził zgodę bez żadnych ograniczeń. Już po rozmowie, podczas autoryzacji tekstu Benedykt XVI był całkowicie bezpretensjonalny i nie próbował później prezentować się lepiej lub inaczej. W ten sposób otrzymaliśmy dostęp do myśli Benedykta XVI w stanie czystym, co naprawdę można odczuć, czytając wywiad.
Jak wyglądały rozmowy z Papieżem seniorem?
– To była po prostu wspólna praca. Przychodziłem, witaliśmy się. Często pytałem go, jak się czuje. Odpowiadał, że tak, jak się czuje stary człowiek. Potem siadałem na rogu kanapy z tej strony, z której lepiej słyszy. To wszystko działo się w klasztorze, więc w pewnym momencie słychać było dzwonek i to był znak, że tego dnia już kończymy. Mam nadzieję, że będzie żył długo w dobrym zdrowiu i że znowu uda nam się spotkać.
A Pan jak osobiście przeżywał te spotkania?
– Benedykt XVI jest w zgodzie z samym sobą i cały w modlitwie przed Panem. Jest to też ktoś, kto w pełni akceptuje drugiego człowieka. Gdy taki ktoś nam lekko kiwa na pożegnanie ze swoim łagodnym uśmiechem, to wtedy oczywiście już się tęskni. Czuję też wielką wdzięczność, że miałem okazję trwać przy tak niezwykłej osobowości przez wiele lat, rozmawiać i uczyć się od niego.
Wywiad pozwala nam trochę poznać człowieka, który najpierw był na oczach całego świata, a obecnie właściwie prawie nic o nim nie wiemy.
– Książka odzwierciedla jego ducha, myślenie, ale też pokorę i humor. Jest nie tylko największym teologiem, jaki zasiadał na tronie św. Piotra, ale do głosu dochodzi także jego muzyczna wrażliwość, a w głębi okazuje się wręcz poetą. Jego otwartość i bezstronność są absolutnie bezprecedensowe. Jeszcze nigdy nie powstała książka, w której jakiś Papież podsumowuje swój pontyfikat. To jest więc światowy ewenement.
I jakie jest spojrzenie Benedykta XVI na osiem lat posługi Następcy św. Piotra?
– Przede wszystkim ważne jest dla niego to, że po wybitnym Janie Pawle II udało mu się przejść bez zerwania pewnej ciągłości. Wiadomo, że były problemy takie jak Vatileaks, sprawa bp. Williamsona, a także brak wsparcia ze strony części katolickiego establishmentu. I za te najtrudniejsze i najbardziej kontrowersyjne decyzje, jak w odniesieniu do sprawy nadużyć wobec małoletnich, Benedykt XVI jest chwalony nawet przez przeciwników. Jego pontyfikat to wiele reform, inicjatyw, pomysłów. Był Papieżem przełomu czasów, jakby zawiasem pomiędzy światami i człowiekiem, który budował most do tego, co nadchodzi. Jego idea „oderwania Kościoła od świata” jest obecnie kontynuowana przez Franciszka. Benedykt XVI nie ma oporów, by mówić także o słabościach swojego sposobu sprawowania posługi Piotra. Chodzi także o kwestie personalne. W książce mówi o tym, co mu się szczególnie jako Papieżowi podobało, a co nie, z kim się dobrze rozumiał. Ale obecnie nie ma w nim już ani cienia Papieża – przeszedł na emeryturę i już w nic nie ingeruje. Mówi o tym w wywiadzie, ale jest to źle rozumiane. Słyszy się wręcz w niektórych mediach głos, że w takim razie „Ratzinger to był zły wybór, a jego największym osiągnięciem była rezygnacja”. To nonsens! „Ostatnie rozmowy” pokazują, że Benedykt XVI nie musi wcale niczego żałować, a i samo papiestwo nie jest bynajmniej w kryzysie.
Wiele spekulacji budzą wciąż okoliczności ustąpienia z urzędu Benedykta XVI. Niektórzy szukają ukrytych motywów tego kroku. Czy Papież senior odnosi się do tego?
– Jeszcze w 2005 roku przed wyborem nie było wiadomo szeroko, że zupełnie nie widział na jedno oko, że miał problemy z sercem i nie oczekiwał długiego życia. Biorąc pod uwagę, że kiedy się ma przed sobą raczej krótszy czas, nie planuje się do przodu, tylko robi to, co najbardziej pilne. A rzeczą, do której czuł się w sposób szczególny powołany, było to, by chociaż raz pokazać światu Chrystusa całościowo. Wykonywał swoją misję do samego końca. Jak był w stanie w ogóle udźwignąć ten urząd w swoim zaawansowanym wieku, z problemami zdrowotnymi, a jeszcze wydać wciąż ważne encykliki i wielką trzyczęściową chrystologię „Jezus z Nazaretu”, pozostaje dla mnie tajemnicą. Jeśli chodzi o okoliczności wycofania się, to niemal drobiazgowo zostały omówione w książce. To nie przeszkadza, by była ona wykorzystywana do snucia kolejnych teorii spiskowych. Może dlatego, że liczące 20 linii oświadczenie po łacinie nie jest wystarczające, aby wyjaśnić w pełni ten historyczny krok. A wielu watykańskich korespondentów żyje spekulacjami na temat „tajemniczego świata za murami Watykanu”. W książce emerytowany Papież stara się pogodzić z tymi, którzy wciąż kwestionują jego decyzję o rezygnacji. Trzeba jednak powiedzieć jasno, że celem książki jest otworzenie dostępu do dzieła życia i posłannictwa Benedykta XVI, a to posłannictwo nie dotyczy głoszenia jego samego, ale głoszenia Jezusa Chrystusa.
Benedykt XVI nie czuje się niezrozumiany, niedoceniony?
– „Ostatnie rozmowy” mówią o słudze, który oddał swoje życie zadaniu głoszenia Chrystusa i jego własne szczęście i spełnienie podporządkowane jest temu najtrudniejszemu i najbardziej niewdzięcznemu celowi. Benedykt XVI był Papieżem, którego chciał Sobór Watykański II. Był też Papieżem, który chyba najlepiej poznał papiestwo przez swoje długie przygotowanie jako biskup i prefekt Kongregacji Nauki Wiary u boku św. Jana Pawła II. Wypełniał zadania będące jedynym w swoim rodzaju wyróżnieniem. Przy nim każdy wiedział, że kiedy coś ogłosił, może było to niewygodne, lecz wiarygodnie wyrażało nauczanie Ewangelii. Pokazał zwłaszcza że religia i nauka, wiara i rozum nie są w sprzeczności. Jest to też przyczyna i gwarancja, która chroni religię przed ześlizgnięciem się w obłąkane fantazje i brutalny fanatyzm.
Co Benedykt XVI myśli o swoim następcy, przecież tak różniącym się od niego jako człowiek?
– Patrzy z wielką sympatią i miłością na swojego następcę. To nie musi oznaczać, że jest koniecznie entuzjastą wszystkiego. Swoją rezygnacją otworzył drzwi do nowej godziny Kościoła. Z drugiej strony Franciszek jest wdzięczny, że może mieć w Papieżu seniorze wsparcie i pociechę. „Z Bożą pomocą usiłuję kontynuować w tym samym kierunku” – powiedział dosłownie Franciszek. I nazwał go „rewolucjonistą”, którego duch „okazuje się zawsze większy i silniejszy”. Benedykt i Franciszek różnią się oczywiście temperamentem i charyzmą. Ale pewne sprzeczności są sztucznie konstruowane, aby ich przeciwko sobie rozgrywać. Nasz wywiad pełen jest wyrażeń pełnych braterskiej serdeczności, nie ma osądzania ani z pewnością żadnej polemiki.
Jak Benedykt XVI odnosi się do aktualnych wydarzeń na świecie, interesuje się nimi?
– Tak, w niektóre sprawy czynnie się angażuje. Z wielkim niepokojem patrzy na kryzys w Europie. Ale jest już bardzo daleko od tego rodzaju zaangażowania, jakie jest obowiązkiem Papieża. Ważnym napomnieniem są jego słowa: „Społeczeństwo, w którym brakuje Boga, niszczy samo siebie. Widzieliśmy to w wielkich totalitarnych eksperymentach ubiegłego wieku”.
Dziękuję za rozmowę.
Książkę „Benedykt XVI. Ostatnie rozmowy” można kupić w księgarniach „Naszego Dziennika”:
w Warszawie
al. Solidarności 83/89, tel. (22) 850 60 20 e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl
w Krakowie
ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45
e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl
e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej