Dziś w „Naszym Dzienniku”
Polak za cenę życia
Środa, 21 września 2016 (20:19)Historia Żyda z NSZ majora Stanisława Ostwinda-Zuzgi.
Katowany przez polską oraz sowiecką bezpiekę na początku 1945 roku i pytany, dlaczego jako Żyd służył w „faszystowskich” Narodowych Siłach Zbrojnych, major Stanisław Ostwind-Zuzga powtarzał do śmierci, że nie jest Żydem, ale Polakiem żydowskiego pochodzenia. Nie było w całym podziemiu niepodległościowym innego Polaka żydowskiego pochodzenia, który doszedłby do tak wysokiej rangi – ani w AK, ani w BCh, ani w mniejszych formacjach.
Dowodził komendą powiatową NSZ w Węgrowie, położonym dziś na wschodnim skraju województwa mazowieckiego. Tam został aresztowany przez Sowietów i po miesiącu stracony, bo nie chciał pójść na współpracę z komunistami. A oni przekonywali go, że właśnie jego „żydowskie korzenie” skłonią go do przejścia na stronę NKWD i UB…
Jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał o majorze Stanisławie Ostwindzie. Pozostało niewiele materiałów, a podstawowe fakty z jego życia odtworzył historyk z IPN dr Mariusz Bechta. Najzasobniejsze w wiedzę okazały się akta śledztwa i procesu, które na szczęście przetrwały. Wiele dla pamięci o zamordowanym bohaterze uczynił pisarz Wacław Holewiński, autor powieści „Honor mi nie pozwala” (2015), osnutej na faktach z życia Ostwinda.
Wybrał polskość
Co zatem wiemy? Że Szmul (Stanisław) pochodził z tradycyjnej, choć nie ortodoksyjnej, warszawskiej rodziny żydowskiej Wolfa i Rebeki z domu Saudel; że polskość wybrał sam, gdy miał szesnaście lat, uciekając z domu w 1915 roku do Legionów – gdyby Rosja nie przegrała wojny, jako carski poddany dostałby za ten wyczyn kulę w głowę. Wiemy też, że brał udział w krwawej bitwie pod Kostiuchnówką, że był internowany w Szczypiornie po kryzysie przysięgowym, po wojnie zaś wstąpił do szkoły podoficerskiej.
Stanął w potrzebie w roku 1920 i walczył w jednostce złożonej z żołnierzy z Poznańskiego, a jego czyny zostały nagrodzone Krzyżem Legionowym, Medalem 10-lecia Niepodległości, Krzyżem Zasługi za Dzielność i Krzyżem Niepodległości.
W II Rzeczypospolitej piął się w błyskawicznym tempie po szczeblach kariery policyjnej – od posterunkowego do referenta Komendy Policji w Warszawie z cenzusem akademickim, ukończył bowiem szkołę oficerską.
We wrześniu 1939 roku znalazł się na wschodzie – prawdopodobnie dlatego, że rozkaz Komendanta Głównego Policji nakazywał ewakuację w tym kierunku. Dołączył do zgrupowania generała Franciszka Kleeberga i brał udział w ostatnich bitwach z Niemcami.
Komendant „Kropidło”
Okupanci niemieccy zażądali, by wszyscy byli policjanci zgłosili się pod karą śmierci do formowanej przez nich w Generalnym Gubernatorstwie lokalnej policji o charakterze porządkowym i kryminalnym, powszechnie zwanej od koloru mundurów policją granatową. Na wieść o tym Stanisław Ostwind uciekł z miasta i przeniósł się na Podlasie. Tam w 1942 roku związał się z Narodową Organizacją Wojskową, w której doświadczenie oraz staż wojskowy pozwoliły mu szybko awansować do stopni oficerskich.
Po rozłamie w szeregach narodowców, których większa część przeszła do Armii Krajowej, pozostał w stopniu majora w Narodowych Siłach Zbrojnych utworzonych we wrześniu 1942 roku. Dowodził komendą powiatową w Węgrowie.
Niewiele wiadomo o jego losach okupacyjnych. Nosił fałszywe nazwisko Zuzga, a posługiwał się pseudonimem „Kropidło”. „Założyliśmy z Mariuszem Bechtą, że musiał wykorzystywać swoją wiedzę prawniczą – opowiada Wacław Holewiński. – Kończył przecież studia oficerskie, musiał więc uczyć się prawa. Przyjęliśmy, że wysoce prawdopodobne jest, iż brał udział w pracy sądów podziemnych, a więc i w wydawaniu wyroków śmierci. To paradoks: Żyd, który sądząc pospolitych bandytów grabiących i mordujących ludność cywilną, skazywał być może Żydów, bo i oni w tym procederze brali udział”. Jako doświadczony wojskowy musiał uczestniczyć w obozach szkoleniowych dla podchorążych.
NKWD go namierzyło
UB aresztował go 3 stycznia 1945 roku, gdy usiłował organizować antysowieckie podziemie w okolicach Węgrowa. Dlaczego powiatowy komendant NSZ dostał się tak szybko w ręce bolszewików? Z pewnością był namierzany przez sowiecką agenturę operującą na tamtym terytorium. Szpiedzy wchodzący w podziemne struktury zbierali informacje i penetrowali środowiska patriotyczne, by wyłowić potencjalnych wrogów.
Po zatrzymaniu Ostwind został przekazany Sowietom i zabrany do Otwocka. Być może obawiano się próby odbicia komendanta „Kropidły”?
Z dokumentacji wynika, że akt oskarżenia przeciwko niemu gotowy był – jak podaje dr Wojciech Muszyński z IPN – już 31 grudnia 1944 roku, a więc trzy dni przed aresztowaniem. Fakt ten potwierdza przypuszczenia, że NKWD go szukało, że nie była to przypadkowa wpadka.
W Otwocku usiłowano jedynie nakłonić Ostwinda do współpracy. Prawdziwa gehenna zaczęła się na warszawskiej Pradze, w więzieniu UB i NKWD. Major nikogo nie zdradził na torturach, wymienił jedynie kilka nazwisk osób nieżyjących i tych, co do których miał pewność, że uciekły na Zachód. Nie wiemy, jak straszne próby przechodził.
Żyd w NSZ
Sąd Wojskowy Garnizonu Warszawskiego skazał go w niejawnym procesie 2 lutego 1945 roku na śmierć. Rozprawa trwała równo kwadrans. Rozstrzelano go już 4 lutego – w trybie nadzwyczajnie szybkim, przewidzianym dla szczególnie niebezpiecznych wrogów komunizmu.
Córka majora, przed wojną kilkuletnie dziecko, nie miała pojęcia o swoich korzeniach, bowiem w rodzinie utrzymywano, że nazwisko jest szwedzkie – tak długo utrzymywał się lęk przed aparatem bezpieczeństwa. I w to wierzyła do tego dnia w 2011 roku, gdy Mariusz Bechta odsłonił przed nią prawdziwą historię rodzonego ojca. Teraz wnuczka pyta, gdzie są szczątki majora.
Nie było na rękę głównym mediom w III RP przypominanie historii Żyda z NSZ – nie wpisywała się w kłamliwy mit o antysemityzmie narodowców.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej