Decyzja KE broni silniejszych
Wtorek, 20 września 2016 (09:31)Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Komisja Europejska wszczęła postępowanie o naruszenie prawa UE przez Polskę w związku z wprowadzeniem podatku handlowego. Skąd takie tempo Komisji, która jest raczej mało aktywna, żeby nie powiedzieć leniwa w swoich działaniach?
– To fakt – Komisja Europejska jest leniwa, ale tylko wówczas, kiedy należy myśleć o przyszłości Europy i o racjonalnych rozwiązaniach gospodarczych dla obywateli i przedsiębiorców. Kiedy jednak pojawia się jakieś rozwiązanie naruszające interesy organizacji czy grup, które w Komisji posiadają swoich lobbystów, wtedy robi się szum i działania następują błyskawicznie. To tylko pokazuje siłę i znaczenie grup reprezentujących i walczących o interesy zleceniodawców. Ta walka toczy się najpierw przy butelce dobrego burgunda w brukselskich restauracjach, a później na salach unijnych urzędów.
Decyzja KE zaskoczyła Pana? Wprowadzenie tego podatku nie było jednak pewnym ryzykiem?
– Decyzja KE była oczywista. Przypomnę, że w lipcu ubiegłego roku w wywiadzie dla portalu NaszDziennik.pl pt. „Polacy czekają na konkrety” podkreślałem, że optymalne rozwiązanie dla Polski to likwidacja podatku CIT i wprowadzenie dla wszystkich podmiotów podatku obrotowego, np. 1 proc. dla sfery handlu, bez względu na skalę czy wielkość firmy. Niestety, rząd Beaty Szydło wybrał inne – moim zdaniem – złe rozwiązanie.
Dlaczego złe?
– Złe, bo różnicując poziom podatku w tej samej sferze działalności gospodarczej. Tym samym stworzył warunki do pojawienia się niezadowolonych i ich obrońców także na arenie międzynarodowej.
Czym jest tak naprawdę podatek handlowy i jakie wpływy do budżetu ma przynieść?
– Podatek handlowy od strony ekonomicznej to narzut na cenę detaliczną – czyli cenę, za którą towar nabywa klient. Od strony politycznej to jeden z kluczowych elementów programu rządu Beaty Szydło. Wpływy budżetowe w skali 2017 r. szacowano na ok. 1,6 miliarda złotych, a w roku bieżącym na ok. 600 milionów złotych.
Do kogo ten podatek jest adresowany?
– Płatnikami są zarówno duże sklepy wielkopowierzchniowe, należące głównie do dużych sieci handlowych i inwestorów zagranicznych, jak i małe sklepy należące głównie do Polaków. Twórcy ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej (popularnie nazywanego podatkiem handlowym) dla najmniejszych sklepów przewidzieli kwotę wolną od podatku, 204 miliony złotych rocznie. Dla podmiotów uzyskujących przychody miesięczne od 17 do 170 milionów złotych stawka podatku wyniesie 0,8 proc., a powyżej 170 milionów miesięcznie 1,4 proc. Opodatkowany będzie przychód ze sprzedaży detalicznej. Co ciekawe, podatkiem nie jest objęta sprzedaż przez internet.
Komisja Europejska ma wątpliwości co do tego, że podatkiem tym mają być objęte tylko sklepy, które mają duże obroty. W czyjej obronie tak naprawdę staje KE?
– KE broni bardzo często silniejszych. Taka już uroda tego gremium, że w ramach poprawności politycznej tworzy chore rozwiązania w interesie różnych, często bardzo dziwnych mniejszości, natomiast w polityce gospodarczej staje po stronie silniejszych. W warunkach, jakie panują w KE, lepszym rozwiązaniem było to, o czym mówię od lat.
Czyli?
– Czyli ta sama skala dla wszystkich.
Jak zatem zadbać o interesy mniejszych sklepów?
– O interesy właścicieli najmniejszych sklepów można zadbać już od przyszłego roku wprowadzając sensowne rozwiązania w zakresie PIT-u i zabezpieczeń społecznych, np. składek ZUS. Szkoda, że już teraz tego nie zrobiono.
KE domaga się zmiany ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Co w tej sytuacji może zrobić resort finansów? Czy trzeba będzie szukać innej możliwości wyrównania szans dla mniejszych sklepów?
– Resort finansów może oczywiście spierać się z KE, ale mówiąc otwarcie – możliwości ma bardzo ograniczone. Optymalne rozwiązanie to – tak jak wspomniałem – takie same stawki dla wszystkich. Szkoda tracić niepotrzebnie czas i pieniądze na kancelarie prawne, tłumaczy itd. Wyrównanie szans dla mniejszych sklepów to obok rozwiązań, które zasygnalizowałem wcześniej, również kreowanie i wspieranie, także przy pomocy funduszy unijnych, lokalnych i regionalnych sieci producentów i dostawców. To jest możliwe.
Czy można zaryzykować stwierdzenie, że KE – zresztą kolejny raz – staje się rzecznikiem opozycji i pełni rolę katalizatora, którą pierwotnie miał pełnić Trybunał Konstytucyjny w kwestii blokowania jakichkolwiek zmian w Polsce?
– Nie ulega wątpliwości, że opozycja w sposób prymitywny, często haniebny wykorzystuje każdy pretekst, by zwalczać obecny rząd w Polsce. Dlatego zwłaszcza w gospodarce warto nie dawać takich pretekstów, unikać ich, a jest to jak najbardziej możliwe. Wystarczą dobrzy doradcy i parlamentarzyści. Jeśli zaś chodzi o Trybunał Konstytucyjny, to szerszy temat, ale sądzę, że najlepsze rozwiązanie to jego likwidacja.
Co oznacza brak spodziewanych dochodów do budżetu z podatku od sprzedaży detalicznej i czy nie spowoduje to konieczności rewizji planów związanych z realizacją zapowiedzi wyborczych przez rząd PiS?
– PiS wciąż ma szansę na dokonanie historycznych zmian w funkcjonowaniu polskiej gospodarki. Społeczeństwo bardzo na to liczy. Potrzebne są jednak prawdziwe, konkretne zmiany, zamiast nie zawsze umiejętnie dokonywanych retuszy. Część wyborczych zapowiedzi warto przyśpieszyć, inne w sposób kreatywny zmienić. Wówczas przestaniemy martwić się o to, że deficyt się pogłębia. Ale to już temat na inną rozmowę.