• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Po katastrofie smoleńskiej państwo zawiodło

Poniedziałek, 19 września 2016 (03:22)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i wiceprzewodniczącym parlamentarnego zespołu, który badał okoliczności katastrofy smoleńskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minister Antoni Macierewicz przypomina, że Polska oczekuje zwrotu wraku i czarnych skrzynek. Trudno oczekiwać, że Rosja przychyli się do wniosku Polski, co potwierdził ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew, mówiąc, że dopóki nie zakończy się prowadzone w Moskwie śledztwo, nie ma co liczyć na zwrot wraku. Czy zatem nie stoimy wciąż w tym samym miejscu?

– Wiadome jest to, że strona polska – mam tu na myśli rząd Donalda Tuska – zgodziła się na to, żeby wszystkie dowody, a więc wrak tupolewa i czarne skrzynki, pozostały w Rosji do momentu zakończenia przez stronę rosyjską postępowania sądowego. A więc na dłużej, bo nie tylko na okres śledztwa, ale do momentu zakończenia postępowania sądowego. Rosjanie – dzisiaj – korzystają z tego i mówią, że śledztwo u nich wciąż trwa.

Czy to celowe przedłużanie postępowania?

– Proszę zwrócić uwagę, że śledztwo po stronie rosyjskiej może trwać w nieskończoność, bo Rosjanie przecież nie mają woli współpracy. Zapewnienia, które pamiętamy o świetnej współpracy z Rosjanami, ze strony ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz, okazały się wielkim kłamstwem. Tej współpracy nigdy nie było. Świadczy o tym notatka jednego z członków komisji – niedawno ujawniona, że do Rosji wysłano grupę rekonesansową, roboczą, bez statusu komisji lotniczej, czyli organu państwa polskiego. W rezultacie strona rosyjska tych polskich gości nie dopuszczała do żadnych czynności, a w szczególności nie dopuściła ich do zbadania wraku tupolewa. Fakt jest taki, że polscy eksperci wraku Tu-154M nie badali. I to jest pierwsza kwestia. Druga dotyczy braku woli Rosjan, aby przekazać nam dowody rzeczowe i konsekwentnie wykorzystują przyzwolenie rządu Donalda Tuska. Proszę zwrócić uwagę, że rząd premiera Tuska nigdy w oficjalny sposób – notą dyplomatyczną – nie zwrócił się do strony rosyjskiej o zwrot dowodów rzeczowych. Brak oficjalnego domagania się zwrotu tych dowodów to konsekwencja wcześniejszego wyrażenia zgody rządu Donalda Tuska na pozostawienie wraku i czarnych skrzynek na terenie Rosji.

Jak wyglądała realizacja wniosków składanych prze stronę rosyjską?

– Prokuratura Wojskowa wykonywała skrzętnie – można powiedzieć – w sposób nad wyraz gorliwy wszystkie wnioski strony rosyjskiej o pomoc prawną, natomiast Rosja lekceważyła stronę polską i wniosków nie realizowała. Dziś stawiamy sprawę jasno: zwracamy się, domagamy się zwrotu zarówno wraku, jak i skrzynek z dwóch zasadniczych powodów: pierwszy to fakt, iż stanowią one własność państwa polskiego, a drugi, że są dowodami rzeczowymi w śledztwie prowadzonym przez stronę polską. Odmowa strony rosyjskiej pokaże prawdziwe oblicze Rosjan w tej sprawie.

Czyli jakie…?

– Jeżeli Rosjanie mieliby rzeczywiście czyste sumienie, to zaraz po katastrofie smoleńskiej byliby zainteresowani tym, żeby okoliczności były badane przy udziale międzynarodowych ekspertów, przez międzynarodową komisję. Postawa była taka – my nie jesteśmy winni, nie chcemy, żeby na nas padł jakikolwiek cień, nie mamy z tym nic wspólnego i dlatego zwracamy się opinii międzynarodowej, niech wyjaśnianiem zajmie się niezależna, międzynarodowa komisja. Tak się jednak nie stało, co więcej, Rosjanie zadbali o to, żeby wszystkie dowody były w ich rękach. Odsunęli Polaków, i to za sprawą polskiego rządu, który na to przystał. Teraz, jeżeli Moskwa nie spełni zasadnych wniosków o zwrot dowodów rzeczowych, opinia międzynarodowa dowie się, jakie jest prawdziwe oblicze Rosji. Sześć lat to chyba wystarczający czas na to, żeby przeprowadzić wszystkie niezbędne badania. Rosjanie w sposób nieskrępowany dysponowali wszystkimi dowodami przez ponad sześć lat, w związku z tym winny one jak najszybciej wrócić do Polski.

O spotkanie z przedstawicielami podkomisji smoleńskiej zwróciła się szefowa MAK Tatiana Anodina. Czy jest to zaproszenie do rozmów, a jednocześnie, w jakim to świetle stawia komisję Millera, która bądź co bądź współpracowała czy też bazowała na ustaleniach MAK-u?

– Owszem, tyle tylko, że ta współpraca odbywała się pod dyktando Rosjan. Komisja Millera ukrywała przed opinią publiczną wiele spraw, wprowadzano opinię publiczną w błąd. Uważam, że w tej chwili powinniśmy oficjalnie zwrócić się do strony rosyjskiej o zwrot tego, co stanowi polską własność. Prace podkomisji ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej pod wodzą dr. Wacława Berczyńskiego powinny być kontynuowane.

Podczas konferencji podkomisji dr. Berczyńskiego można było usłyszeć o naciskach Jerzego Millera, aby polski raport ws. katastrofy smoleńskiej był zbieżny z rosyjskim.  W jakim świetle stawia to działania poprzedniej ekipy w sprawie ustalenia przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.?

– To jednoznacznie wskazuje na to, że ówczesny członek rządu Donalda Tuska, szef MSWiA Jerzy Miller, zamiast zajmować się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej, zajmował się manipulacją. Manipulowano dowodami, żeby nie było dysonansu, a wszystko po to, żeby raporty: Anodiny i Millera, były ze sobą zgodne. Ta skala manipulacji powoli wychodzi na jaw i pokazuje, że działo się to na sygnał, jaki dał Jerzy Miller, wskazując członkom komisji, jakie są jego oczekiwania. Innymi słowy: wyglądało to jak szkolenie członków komisji, jak mają pracować. Ujawniona wypowiedź pokazuje, że dla Jerzego Millera ważniejszy był PR niż ustalenie faktów. To z kolei wskazuje, że ta komisja nie była niezależna. Ta komisja pokazała skalę manipulacji i działania polityczne, które miały zaciemnić obraz, przekazać go społeczeństwu, dzieląc je. To było w interesie nie tylko ówczesnego rządu, ale także w interesie Moskwy.

Jaka pod względem prawnym może być ocena nakłaniania członków komisji – organu państwowego, do fałszowania wyników jego pracy jeszcze przed ich rozpoczęciem?

– Wielu z tych panów, jeżeli te wszystkie fakty zostaną rzetelnie udokumentowane i wykazane, może ponieść odpowiedzialność z tytułu niedopełnienia obowiązków służbowych, bo do obowiązków członków komisji należało wyjaśnianie okoliczności katastrofy, co więcej – może to również stanowić podstawę do uczynienia zarzutów mataczenia w śledztwie.

Minister Macierewicz ujawnił, że istnieją także informacje, z których wynika, że komisja Jerzego Millera współpracowała ze służbami specjalnymi Rosji. Jeśli tak, to co to oznacza?

– Nie ulega wątpliwości, że państwo polskie działało źle, państwo polskie nie stanęło na wysokości zadania, państwo polskie zawiodło. Dzisiaj widzimy, jak niektórzy przedstawiciele państwa polskiego wchodzili w ścisłe relacje z instytucjami zagranicznymi po to, żeby szkodzić Polsce. Nie dotyczy to tylko tej jednej sprawy, ale wielu innych również. W tej sytuacji rodzi się pytanie: co trzeba zrobić, żeby zasłużyć na miano zdrajcy…?

Ostro…

– Tak już niestety jest, że boimy się tego określenia, uciekamy od używania słowa „zdrada”, ale jeżeli ktoś współpracuje przeciwko swojemu państwu, przeciwko swojemu Narodowi, to myślę, że to określenie najlepiej oddaje istotę rzeczy.

Za kilka dni MSZ ma ujawnić nieznane dotychczas informacje na temat organizacji wizyty polskich władz 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu, z których, jak twierdzi minister Waszczykowski, jasno wynika, że przede wszystkim strona rosyjska parła do tego, aby w uroczystościach w Katyniu nie brał udziału prezydent Lech Kaczyński.

– Nie jest to nowa kwestia, bo o tym wiemy już od dawna. Wiemy również o tym, że w realizacji tej woli rosyjskiej, aby prezydent Lech Kaczyński nie brał udziału w uroczystościach w Katyniu w 2010 r., uczestniczył ówczesny polski rząd, rząd koalicji PO – PSL. Przedstawiciele polskiego rządu powinni przede wszystkim współpracować ze swoim prezydentem, a nie przeciwko swojemu prezydentowi.

Czego Pan osobiście oczekuje po pracy podkomisji pod kierownictwem dr. Berczyńskiego od zespołu, który już jest obśmiewany, że nie ma tam specjalistów stricte od wyjaśniania wypadków lotniczych?

– Ta krytyka, wyśmiewanie, cała ta nagonka polityczno-medialna pokazuje przerażenie panujące w tych środowiskach. Jak bowiem będą wyglądali dziennikarze, jak będą wyglądały media, jeżeli się okaże, że przez tyle lat wprowadzały opinię publiczną w błąd. Jak będą wyglądali członkowie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), jeżeli światło dzienne ujrzą podobne fakty jak te, gdzie Jerzy Miller wywierał presję, że ustalenia strony polskiej mają być tożsame z ustaleniami rosyjskimi.

Czym podkomisja ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej pod kierownictwem dr Berczyńskiego różni się od KBWLLP Jerzego Millera?

– Podkomisja kierowana przez dr. Wacława Berczyńskiego pracuje rzetelnie, tak jak naukowcy pracować powinni. Gromadzi materiały, gromadzi dowody, a dopiero potem poddaje je ocenie. Przerażające jest to, co wynika z dotychczasowych prac podkomisji, że niektóre istotne dla śledztwa fakty były skrywane przed opinią publiczną. To świadczy o złej woli tych, którzy się zajmowali wyjaśnianiem okoliczności i przyczyn katastrofy smoleńskiej. Oni powinni zmierzać do prawdy, a nie brać udział w grze politycznej.

Czy przyjmie Pan każdy werdykt podkomisji kierowanej przez dr. Berczyńskiego?    

– Poczekamy na ustalenia i wówczas ocenimy. Wierzę, że w skład podkomisji wchodzą ludzie kompetentni, ludzie zainteresowani prawdą. A przecież o prawdę na temat okoliczności i przyczyn tego, co się wydarzyło pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. nam, Polakom, chodzi.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki