Bez prawa do nauki polskiego?
Wtorek, 6 września 2016 (18:15)Sytuacja dotycząca nauki języka polskiego na terytorium Niemiec jest niezadowalająca; by to zmienić, Polska chciałaby utworzenia przez ten kraj funduszu w wysokości 1 mln euro rocznie – mówili przedstawiciele MSZ i MEN podczas posiedzenia sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.
Dyskusja na temat nauki języka polskiego w Niemczech odbyła się na poniedziałkowym posiedzeniu.
Podsekretarz stanu w MEN Maciej Kopeć powiedział, że w Polsce mniejszość niemiecka ma zapewnioną naukę języka ojczystego w zakresie uregulowanym w polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy – czyli od przedszkola do matury – podczas gdy strona niemiecka nie dopełniła swojego zobowiązania w tym względzie.
Według Kopcia, wyegzekwowanie takiego samego prawa Polaków w Niemczech – których jest w Niemczech kilkaset tysięcy – jest utrudnione przez landową strukturę państwa. I tak – mówił Kopeć – np. w Nadrenii Północnej-Westfalii sytuacja szkolnictwa polskiego ma się „stosunkowo dobrze”, a w tamtejszych szkołach uczy się do kilku tysięcy uczniów; nauka jest finansowana w dużej mierze przez stronę niemiecką, a oceny z języka polskiego są na świadectwie oraz są wliczane do średniej w szkole.
Inna sytuacja – zdaniem Kopcia – jest w wielu innych landach, w tym Bawarii i Hesji – gdzie dopiero teraz są robione wyliczenia, ilu jest chętnych do nauki języka polskiego. Dzieci i młodzieży, które już uczą się polskiego, jest w tych regionach, według ministra, o wiele mniej.
Zdaniem Kopcia, receptą na taki stan rzeczy powinno być „pilnowanie” stałego dialogu pomiędzy władzami federalnymi i landowymi w sprawie nauki języka polskiego oraz doprowadzenie do utworzenia przez Niemcy funduszu na rzecz prowadzenia nauki języka polskiego.
Podobne zdanie zaprezentował podczas posiedzenia wicedyrektor z Departamentu Polonijnego MSZ Wojciech Tyciński. Jego zdaniem, fundusz ten powinien wynosić 1 mln euro rocznie. Według Tycińskiego, ten postulat był poruszany podczas polsko-niemieckich negocjacji, ale był dotąd odrzucany przez stronę niemiecką; może być ponownie omawiany na początku października, gdy polscy urzędnicy złożą wizytę w Niemczech.
O wsparcie żądań wobec strony niemieckiej apelowali m.in. Józef Malinowski oraz Anna Wawrzyszko ze Związku Polaków w Niemczech. – Traktat jest iluzją. Dopóki nie będą ustalone normy dla każdego landu, dopóki nie będzie sankcji za jego nieprzestrzeganie, nic się nie zmieni – przekonywała Wawrzyszko.
Działaczy polonijnych wspierali posłowie komisji – Zbigniew Gryglas (Nowoczesna) i Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS). Gryglas mówił, że przykro mu słuchać o tym, że Niemcy, które – jak mówił – „pouczają inne kraje w kwestii traktowania mniejszości, same nie wywiązują się ze swoich zobowiązań”; Arciszewska apelowała o działania i naciskanie na Niemcy, by realizowały obowiązek wobec Polaków.
Polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy został podpisany 17 czerwca 1991 roku. Jego sygnatariuszami byli: premier RP Jan Krzysztof Bielecki, kanclerz RFN Helmut Kohl oraz ówcześni ministrowie spraw zagranicznych: Krzysztof Skubiszewski i Hans-Dietrich Genscher. Traktat ten stanowi jednocześnie uzupełnienie polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 14 listopada 1990 r., będącego jednym z warunków zjednoczenia Niemiec.
RS, PAP