Polacy żądają od władz stabilności
Wtorek, 6 września 2016 (14:16)Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pierwsze powakacyjne posiedzenie Sejmu i od razu mocny akcent – wniosek o wotum nieufności wobec marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego...
– Wniosek o odwołanie Marka Kuchcińskiego z funkcji marszałka Sejmu Klub Poselski Platformy Obywatelskiej złożył jeszcze przed wakacjami parlamentarnymi. Przypomnę, że miało to związek z sytuacją, do jakiej doszło podczas głosowania nad poprawkami Senatu do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, kiedy marszałek Kuchciński wobec wystąpień posłów Platformy i Nowoczesnej, które nie były wnioskami formalnymi, uznał to za utrudnianie i przeciąganie obrad i nie dopuścił do składania kolejnych wniosków czy zadawania pytań. Tak czy inaczej wnioski o wotum nieufności czy to wobec premiera, ministrów, czy jak w tym przypadku wobec marszałka Sejmu to zawsze wnioski polityczne. Oczywiście każda siła polityczna, zwłaszcza opozycja, może nie zgadzać się z rządzącymi, proponować własne rozwiązania, w tym również złożyć wniosek o odwołanie z funkcji takiego czy innego polityka. Takie jest prawo opozycji. Osobiście uważam ten dzisiaj głosowany wniosek o odwołanie marszałka Kuchcińskiego jako element gry politycznej. Przecież z góry było wiadomo, że biorąc pod uwagę arytmetykę sejmową, nie ma on żadnej szansy powodzenia.
Czy nie jest jednak tak, że opozycja, zwłaszcza Platforma i Nowoczesna, nadużywają trybuny sejmowej do politycznych, a nie merytorycznych wystąpień i de facto utrudniają prowadzenie obrad Sejmu, co więcej, przedłużają je, a potem oskarżają PiS, że muszą pracować nocą?
– To jest moja pierwsza kadencja jako posła i prawdę mówiąc, nie ma porównania do tego, jak to wyglądało wcześniej. Jednakże z opinii posłów, którzy w Sejmie zasiadają już kolejną kadencję i mają doświadczenie, wynika, że takie sytuacje czy takie postawy są pewnym standardem. Marszałkowie Sejmu, którzy – jak wiemy – są przedstawicielami partii, która ma większość w parlamencie, postępują tak, a nie inaczej i w tym kontekście ich działania w zasadzie niczym się nie różnią. Proszę mi jednak wybaczyć, ale w tej sprawie nie mogę być obiektywnym źródłem komentarza, bo – jak wspomniałem – nie mam punktu odniesienia. Oczywiście zawsze można mieć pewne obiekcje. Zresztą jako Klub Poselski Kukiz’15 sami mieliśmy takie, kiedy marszałek Kuchciński – jak mawia młodzież – gdzieś się zakręcił bądź też zagalopował i pominął nasze wnioski klubowe. Ale były tylko dwa takie przypadki, po których odbyła się rozmowa i sytuacja uległa poprawie.
Jest w działalności Sejmu jakiś problem? Opozycja jest źle traktowana w obecnym Sejmie?
– Opozycja przez marszałka Sejmu będzie zawsze inaczej traktowana niż partia czy partie sprawujące władzę. Oczywiście nie mogę tego traktowania nazwać jako złe, bo prawo działa jednakowo wobec wszystkich, ale trzeba przyznać, że w tym podejściu widać różnicę. Takie jest jednak niepisane prawo. Stąd mamy przypadki, kiedy posłowie PiS mogą zabierać głos z mównicy sejmowej w zasadzie bezproblemowo, natomiast opozycja ma już z tym pewien kłopot i musi się niejako dobijać czy dopraszać o głos. Nie jest to jednak norma, ale są to tylko przypadki. Takie są prawidła czy przywileje tych, którzy wygrywają wybory. Partia władzy zawsze ma pewien plus, co – jak wspomniałem – jest w mniejszym bądź w większym stopniu wykorzystywane. Powtórzę raz jeszcze, że opozycja ma oczywiście prawo złożyć wniosek o odwołanie marszałka Sejmu, ale pytanie, czemu tak naprawdę ma on służyć, bo realnych szans powodzenia przecież nie ma.
Dlaczego Kukiz’15 wstrzymał się od głosu?
– Doszliśmy do wniosku, że nie weźmiemy udziału w tej debacie, nie zabieraliśmy też głosu. W tej sytuacji uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie wstrzymanie się od głosu.
Czy Platforma po ośmiu latach rządów, kiedy zdążyła się niejako przyspawać do stołka czy łagodniej – przyzwyczaić się do bycia władzą, teraz nie ma problemu, jak się ustawić w roli opozycji?
– Bez wątpienia władza, jeśli jest źle pojmowana, może demoralizować i demoralizuje. Po ośmiu latach sprawowania władzy dzisiaj Platformie trudno wejść w rolę i wypracować styl partii opozycyjnej w parlamencie. Tym bardziej że nie są nawet wyraźnymi liderami opozycji. Widać, że usiłują zdobywać punkty niezależnie od działań podejmowanych przez Nowoczesną i między tymi dwiema formacjami politycznymi odbywa się cichy wyścig i konkurowanie o pozycję lidera zaplecza politycznego. Tego nie da się ukryć. Obie siły mają zbieżne poglądy, są zbieżne również programowo, a zwolenników im nie przybywa, co więcej, trzeba je sobie nawzajem podbierać. W związku z tym gra idzie nie o to, jak pracować dla Polski i Polaków, ale o to, jak się wyróżnić, jak być pierwszym, składając postulaty zgodne z oczekiwaniami ich środowisk.
Afera reprywatyzacyjna w stolicy zatacza coraz szersze kręgi. Platforma wprawdzie broni Hanny Gronkiewicz Waltz, ale czy obecna prezydent Warszawy nie jest zbytnim obciążeniem, które może jeszcze bardziej pociągnąć tę formację na dno?
– Chciałbym na tę kwestię spojrzeć nieco szerzej, a mianowicie z punktu widzenia przewodniczącego sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Mogę powiedzieć, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz jest obciążeniem nie tylko dla Platformy, ale przede wszystkim dla polskich samorządowców. Widzę bowiem próbę uogólnienia tej sprawy i podciągnięcia jej przez Platformę pod coś, co można nazwać zamachem na samorząd. Nie chciałbym jednak, żeby sprawa Hanny Gronkiewicz-Waltz była uogólnieniem wobec wszystkich samorządowców, bo jest to nieuczciwe, ale w tym kierunku to niestety zmierza. I w tym momencie samorządowcy mają prawo poczuć się urażeni. Dlatego – w mojej ocenie – są podstawy, żeby wystąpić na drogę prawną i domagać się przeprosin. Afera reprywatyzacyjna w stolicy jest ewidentna i powinna zostać rozpatrzona i rozstrzygnięta indywidualnie. Nie należy dobudowywać do tego żadnej ideologii.
A zatem mamy próbę rozmycia problemu na cały kraj?
– Platforma usiłuje przedstawić tą sprawę jako zamach na cały samorząd. Ale – jak powiedziałem wcześniej – na pewno tak nie jest, natomiast nie ulega wątpliwości, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz była pod parasolem kolegów z Platformy przez ostatnie osiem lat. Jak widzimy, sprawa jest bardzo poważna, skoro nawet „Gazeta Wyborcza” stoi w jednym szeregu z PiS, jeśli chodzi o jednoznaczną ocenę obecnej prezydent Warszawy.
Jak ta sprawa powinna być załatwiona?
– Sprawa ta powinna zostać załatwiona przede wszystkim honorowo, a następnie zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Wobec winnych nadużyć muszą być wyciągnięte surowe konsekwencje prawne. Tłumaczenie, jakie pada z ust prezydent Gronkiewicz-Waltz, że komuś zaufała, jest nie do przyjęcia. „Zaufałam” nie wyklucza kontroli. Nadzór oznacza kontrolę i sprawdzanie, tymczasem tą wypowiedzią Hanna Gronkiewicz-Waltz pokazała, że warszawski ratusz to było jedno wielkie dryfowanie, bezkrólewie, a nad poszczególnymi referatami nie było jakiegokolwiek merytorycznego nadzoru czy kontroli. I to jest bulwersujące. Tłumaczenie i zrzucanie odpowiedzialności na współpracowników czy podległych urzędników, którym pani prezydent zaufała, jest skandaliczne. Po to są procedury kontrolne, audyty, żeby tego typu nieprawidłowości, jeśli one występują, wyłapywać. Tym bardziej że o tych sprawach mówiło i pisało się już dużo, dużo wcześniej.
Powiedział Pan o honorowym rozwiązaniu, tymczasem prezydent Warszawy nadal kurczowo trzyma się stanowiska i nie ma nawet zamiaru podawać się do dymisji. Również zarząd krajowy Platformy, który się dzisiaj odbył, nie wycofał rekomendacji dla Hanny Gronkiewicz-Waltz…
– Odwaga cywilna i odpowiedzialność cechuje ludzi wielkich. Tymczasem w miniony weekend Hanna Gronkiewicz-Waltz po raz kolejny zapowiedziała, że nie ma zamiaru podać się do dymisji. Zrzucanie odpowiedzialności na poprzedników czy na podwładnych jest niehonorowe. Dymisja to objaw odwagi cywilnej, odpowiedzialności i to jest honorowe rozwiązanie. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj już nie tylko w stolicy, ale w całym kraju mówi się o tym, co się wyrabia w warszawskim ratuszu. Prestiż tego urzędu to nie tylko zaszczyty, ale przede wszystkim odpowiedzialność za ten urząd i powierzoną misję.
Sejm po wakacyjnej przerwie rozpoczął pracę. Co, Pana zdaniem, będzie „hitem” politycznym jesieni: Trybunał Konstytucyjny, komisja śledcza w sprawie Amber Gold czy może afera warszawska…?
– Kwestie, które Pan wymienił, można określić jako dramaty Polski, stąd nie chciałbym, aby określać je mianem hitów. To są niestety smutne tematy, choć może nośne medialnie. Mamy jesień, trwają prace nad nowym budżetem państwa i według mnie pozytywnym hitem byłby dobry, zrównoważony budżet i mądrze zbudowana relacja dochodów do podatków. I dopiero to, jeśli udałoby się wypracować, można by określić hitem jesieni. Natomiast jeśli hitem mają być afery, to znaczy, że zasada igrzysk i chleba wciąż jeszcze obowiązuje w Polsce.
Polacy potrzebują spokoju, stabilizacji…?
– Obywatele oczekują od rządzących pewnej przewidywalności i stabilności, ale nie świętego spokoju. Mam tu na myśli stabilność w dziedzinie podatków, stabilność prawną, która stworzy odpowiednią atmosferę do działań gospodarczych. Polacy nie chcą dłużej żyć – jak to było za rządów Platformy i PSL – w atmosferze niepokoju, braku przejrzystości, braku stabilności itp.