Ideologia nie może górować nad prawem
Niedziela, 4 września 2016 (22:42)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Pośle, czy jest Pan zaskoczony treścią ujawnionych przez portal TVP Info e-maili przesyłanych między sędziami Trybunału Konstytucyjnego?
– Wychodzą na jaw pewne fakty, które składają się w jedną całość i pokazują, że Trybunał Konstytucyjny nie jest ciałem, które ma orzekać o niezgodności ustaw z Konstytucją, ale jest ciałem politycznym. Sędziowie Trybunału są dziś politykami, którzy realizują określone zadania opozycji. To znaczy, że są orężem i walczą z tymi, którzy wygrali demokratyczne wybory. Ujawniona korespondencja tylko to potwierdza.
Wiceprezes TK sędzia Stanisław Biernat w wydanym oświadczeniu stwierdza, że „w interesie publicznym jest, aby jeszcze w 2016 roku Trybunał wydał jak najwięcej wyroków w doniosłych sprawach, jakie wpłynęły do niego w ostatnich miesiącach”. Czy to oznacza, że pozostałe sprawy są dla kierownictwa TK mniej doniosłe?
– Można to rozumieć dwojako, a mianowicie, że doniosłe publicznie to są tylko te sprawy, które podejmuje Prawo i Sprawiedliwość, natomiast sprawami o mniej doniosłym charakterze zajmuje się Platforma Obywatelska. Ale dobrze wiemy, że nie o to tu chodzi. Chodzi przede wszystkim o to, że TK ma torpedować dobrą zmianę, a więc ma torpedować te ustawy, które zostały przyjęte przez parlament, w którym większość ma PiS. TK ma czuwać nad tym, żeby mimo wyborów parlamentarnych w Polsce nic się nie zmieniło, aby w tej sytuacji rozżaleni obywatele kolejny raz PiS już nie wybrali. Uważam, że świadomość wśród społeczeństwa jest coraz większa i nawet ci, którzy się nie interesowali polityką i być może nawet nie wiedzieli, że w ogóle istnieje coś takiego jak TK, a już w szczególności nie mieli pojęcia, czym się on zajmuje i na czym polega jego praca, dziś powoli ta wiedza do nich dociera. Niektórym towarzyszyło znużenie i mieli już dość ciągłego mówienia o Trybunale i słuchania o rzeczach dla nich bez znaczenia, bo niezrozumiałych, ale czas zrobił swoje i znaczna część społeczeństwa polskiego dojrzała istotę rzeczy. Ludzie zauważają wypowiedzi prezesa Rzeplińskiego, który nie panuje nad swoimi emocjami i w ten sposób ujawnia, co tak naprawdę realizuje w swojej działalności zawodowej. Na pewno zaś nie realizuje tego, co do TK należy. To, że w sposób wybiórczy chce podchodzić do spraw, pokazuje, że takie zasady jak bezstronność sędziowska są mu obce, ale że wręcz je ignoruje. Prezes TK ignoruje również prawo. Przypomnę, że kiedy komentował decyzję Prokuratury Regionalnej w Katowicach, która wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez prezesa TK, stwierdził, że jego paragrafy nie interesują. Czy może być coś bardziej kompromitującego dla prawnika, co więcej profesora wyróżniającego się wiedzą prawniczą, bo takim powinien być sędzia TK, kiedy stwierdza, że jego paragrafy nie interesują? W takim wypadku: co interesuje prezesa TK, wszak on o prawie orzekać winien właśnie o paragrafach zawartych w ustawach i ich zgodności z Konstytucją?
Cóż zatem interesuje prezesa Rzeplińskiego?
– Jak widać, prezesa Andrzeja Rzeplińskiego interesuje przede wszystkim polityka.
Sejm 22 lipca przyjął ustawę o TK, a pierwszym, który jej nie uznaje, jest prezes TK Andrzej Rzepliński. Czy w takim układzie zarówno prezes, jak i cały TK mają jeszcze mandat do sprawowania swych funkcji, inaczej mówiąc, czy są wiarygodni?
– Prezes TK jak i część sędziów z tego gremium poprzez swoje zachowania postawili się w takiej sytuacji, że utracili atrybuty sędziowskie, a więc bezstronność i apolityczność. Skoro utracili te ważne cechy, to postawili się poza tym, co powinno cechować sędziego. Można zatem powiedzieć, że utracili moralne prawo do osądzania prawa. TK nie jest sądem nad faktami, ale jest sądem nad prawem.
Co zatem z autorytetem TK, który ma być ostoją konstytucyjności w Polsce?
– Z każdym dniem Trybunał obnaża swoje prawdziwe oblicze. Początkowo próbował okazywać dystans do polityki i nie umiem powiedzieć, czy puszczają nerwy, czy też jest to rzut na taśmę, bo czas upływa nieubłaganie, trzeba zaistnieć, trzeba zrealizować swoje zamierzenia polityczne. I być może to przyspieszenie powoduje, że niektórzy sędziowie TK zapominają się i ujawniają swoje prawdziwe twarze.
Jeszcze we wrześniu Parlament Europejski ma się zająć sytuacją w Polsce w związku m.in. z sytuacją wokół TK. Kiedy instytucje unijne zajmą się sprawami ważnymi jak Brexit i problem migracyjny, a nie szukać dziury w całym w Polsce?
– Z demokracją w Polsce wszystko jest w najlepszym porządku, dlatego myślę, że lepiej byłoby, gdyby Parlament Europejski wziął pod lupę i zajął się bezprawnością działania TK. To jest główny powód i problem, który powinien razić polityków PE. Mamy przecież do czynienia z lekceważeniem prawa przez tych, którzy powinni tego prawa przestrzegać, którzy powinni dbać o zgodność prawa z Konstytucją, tymczasem ci sędziowie pokazują swoje lekceważenie dla istniejącego porządku prawnego. Natomiast jeśli chodzi o PE i o gremia brukselskie, to tam również – niestety – przeważa polityka nad prawem, ideologia ponad zasadami.
Wspomniał Pan o tym, że byłoby lepiej, gdyby PE zajął się bezprawnością działania TK w Polsce. Czy rząd nie powinien przedsięwziąć kroków w tym kierunku?
– Przede wszystkim stoimy na stanowisku, że właściwym miejscem na załatwianie polskich spraw jest polski parlament. Ponadto nie ma co liczyć na instytucje unijne, które są powiązane z obecną opozycją w Polsce. Przecież stanowisko Komisji Europejskiej czy Komisji Weneckiej koresponduje z opozycją w Polsce, co więcej – można powiedzieć, że zostało wydane na zamówienie opozycji głównie Platformy i Nowoczesnej. W związku z tym dostrzegamy dominację ideologii nad prawem. Wyraźnie potwierdza to zespół ekspertów ds. problematyki Trybunału Konstytucyjnego pod kierunkiem prof. Jana Majchrowskiego powołany przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Eksperci tego zespołu, dokonując analizy raportu Komisji Weneckiej, zwrócili uwagę na ignorancję i przemilczanie przez to gremium pewnych niewygodnych faktów, przeinaczanie faktów i w oparciu o nie budowanie opinii.
Wracając do planowanej debaty o Polsce w PE, jeśli prześledzić fakty z przeszłości, to można dostrzec, że podobnych debat o sytuacji na Węgrzech było bodajże kilkanaście i za każdym kolejnym razem zainteresowanie było coraz mniejsze. Czy w przypadku Polski może być podobnie?
– Zwróciłbym uwagę na ważny aspekt całej tej sprawy, a mianowicie widać bardzo wyraźnie, że te kraje europejskie, które wstają z kolan, które ponad wszystko cenią sobie własną suwerenność, są napiętnowane przez instytucje unijne. Instytucje Unii Europejskiej nie dostrzegają – jak widać – do czego prowadzi tego rodzaju krótkowzroczna polityka. Nie wyciągają wniosków z Brexitu i nie widzą bądź nie chcą widzieć tego, że w takim kształcie jak obecnie UE nie realizuje oczekiwań wielu państw, które chcą, co więcej, które mają do tego prawo, aby Unia traktowała te państwa jako suwerenne byty, jako byty narodowe. Oczywiście największy krzyk pojawia się wówczas, kiedy któreś z tych państw próbuje wstać z kolan. Kiedy robili to Węgrzy, wtedy zmasowany atak poszedł w kierunku Budapesztu, aby do tego nie dopuścić. Gdy dziś czyni to Polska pod rządami PiS, cały atak koncentruje się na nas. Ale zapewniam, że nie ustaniemy, że damy radę. Damy radę i obronimy naszą suwerenność, troszcząc się jednocześnie o spójność UE. Przypomnę, że wielokrotnie zarówno prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, jak również lider ugrupowań prawicowych w Polsce prezes PIS Jarosław Kaczyński podkreślali poparcie dla UE państw narodowych, dla UE, w której liczy się i jest słyszany głos suwerennych państw.
Przed zbliżającym się nieformalnym szczytem państw UE, który odbędzie się 16 września w Bratysławie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk prowadzi konsultacje z szefami poszczególnych państw. Dopiero na końcu, bo 13 września spotka się z premier Beatą Szydło. Czy to nie dziwne, że szerokim łukiem omija Warszawę?
– Komisja Europejska i w ogóle UE chce traktować Polskę jako członka, który nie ma nic do powiedzenia. Dla Platformy przez osiem lat rządów najważniejsze było to, żeby płynąć w głównym nurcie, czyli nie mniej, ni więcej realizować politykę najsilniejszych państw unijnych, a więc Niemiec i Francji. To spotykało się z zadowoleniem ze strony tychże państw. Najlepiej świadczy o tym tekst w jednej z niemieckich gazet, która po wyborach prezydenckich w Polsce napisała, że z chwilą wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta zagrożone zostały niemieckie interesy w Polsce. Później, w innej gazecie także niemieckiej pojawiła się informacja o Donaldzie Tusku. Odnoszę wrażenie, że zaistniała potrzeba, ażeby obywatelom niemieckim wytłumaczyć, dlaczego kanclerz Angela Merkel foruje Donalda Tuska na tak wysokie stanowisko szefa Rady Europejskiej. Otóż jak wynikało z tego tekstu, za rządów Donalda Tuska dotacje unijne kierowane do Polski dużym strumieniem wracały do Niemiec. I myślę, że tym materiałem prasowym chciano pokazać niemieckiej opinii publicznej, że Donald Tusk zasłużył się dla Niemiec. Tymczasem on powinien się przede wszystkim zasłużyć dla Polski! I to, że dziś w pierwszej kolejności rozmawia ze wszystkimi, a dopiero na końcu zostawia polskich liderów, jest kontynuacją tej postawy, której jak sądzę, zawdzięcza stanowisko szefa Rady Europejskiej.