O prawdziwą realizację „Sacrosanctum Concilium” cz. 4
Sobota, 3 września 2016 (02:17)Przemówienie ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas konferencji „Sacra Liturgia 2016”, Londyn, 5 lipca 2016 r.
Jak powinniśmy postępować w celu naprawdę autentycznego wprowadzenia „Sacrosanctum concilium” w obecnym kontekście?
W świetle zasadniczych pragnień Ojców Soboru oraz rozmaitych sytuacji, które – jak widzieliśmy – pojawiły się po Soborze, chciałbym przedstawić kilka uwag praktycznych, dotyczących wierniejszego wprowadzenia postanowień „Sacrosanctum concilium” w dzisiejszym kontekście. Choć stoję na czele Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, czynię to z wielką pokorą, jako kapłan i jako biskup, z nadzieją, że moje słowa pobudzą do pracy naukowej i dojrzałej refleksji, a także posłużą dobru praktyk liturgicznych w całym Kościele.
Nie będziecie zaskoczeni moim zaleceniem, by zacząć od zbadania jakości i głębi naszej formacji liturgicznej, sposobu, w jaki pomagaliśmy osobom duchownym, konsekrowanym i świeckim sycić się duchem i mocą liturgii. Nazbyt często zakładamy, że kandydaci do prezbiteratu czy diakonatu dostatecznie wiele „wiedzą” w dziedzinie liturgii. Tutaj jednak Sobór nie kładzie nacisku na wiedzę akademicką, choć oczywiście konstytucja podkreśla znaczenie nauczania świętej liturgii (por. nr 15-17). Istota formacji liturgicznej to nade wszystko zanurzenie w liturgii, w głębi tajemnicy Boga, naszego umiłowanego Ojca. Mamy żyć liturgią w całym jej bogactwie, upajać się, pijąc u źródła, które nigdy nie ugasi w nas pragnienia jego wybornych smaków, jego praw i piękna, kontemplacyjnej ciszy, radosnego uniesienia i adoracji, mocy głębokiego i osobistego jednoczenia nas wciąż na nowo z Tym, który działa w świętych obrzędach Kościoła i przez te obrzędy.
Dlatego ci, którzy są „w formacji” do posługi duszpasterskiej, powinni możliwie najpełniej żyć liturgią w seminariach i w domach formacyjnych. Kandydaci do diakonatu stałego powinni przez dłuższy czas być zanurzeni w intensywnym życiu modlitwą liturgiczną. Dodam, że pełna i bogata celebracja dawnej formy rytu rzymskiego, „usus antiquior”, powinna stanowić ważną część formacji liturgicznej duchowieństwa. Jak bez tego zrozumieć i sprawować zreformowane ryty w hermeneutyce ciągłości, jeśli ktoś nigdy nie doświadczył piękna tradycji liturgicznej, którą znali Ojcowie Soboru i która przez całe stulecia ukształtowała tylu świętych? Prawdziwym znakiem naszej przynależności do Jezusa Chrystusa jest mądre otwarcie na tajemnicę Kościoła i jego bogatą, wielowiekową tradycję oraz pokorna uległość temu, co Duch Święty mówi dzisiaj do Kościołów: „A [Jezus] rzekł do nich: ’Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare’” (Mt 13,52).
Jeśli to nam się uda, jeśli nasi nowi księża i diakoni prawdziwie są złaknieni liturgii, będą też umieli formować ludzi sobie powierzonych, i to nawet jeśli w swojej misji kościelnej dysponują skromniejszymi warunkami i możliwościami niż seminarium czy katedra. Znam wielu księży, którzy w takich warunkach formują swoich wiernych w duchu i mocy liturgii i których parafie są przykładami wielkiego piękna liturgicznego. Powinniśmy pamiętać, że szlachetna prostota nie jest umniejszającym minimalizmem czy niedbałym, wręcz prostackim stylem. Papież Franciszek przypomniał o tym w adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium”: „Kościół ewangelizuje i daje się ewangelizować przez piękno liturgii, która jest także celebrowaniem ewangelizacyjnej działalności oraz źródłem dawania siebie ciągle na nowo” (nr 24).
Po drugie, sądzę, że trzeba jasno widzieć kwestię uczestniczenia w liturgii, „participatio actuosa”, do czego wzywał Sobór. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat spowodowało to wiele zamętu. Artykuł 48 Konstytucji wykłada, że „Kościół (…) bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie w tym misterium wiary nie uczestniczyli jak obcy lub milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy misterium to dobrze rozumieli, w świętej czynności brali udział świadomie, pobożnie i czynnie”. Dla Soboru uczestnictwo jest przede wszystkim wewnętrzne, osiągane dzięki temu, że „przez obrzędy i modlitwy misterium Eucharystii jest dobrze rozumiane”. Życie wewnętrzne, życie zanurzone w Bogu i zamieszkałe dogłębnie przez Boga jest niezbędnym warunkiem owocnego i płodnego udziału w Świętych Misteriach, które celebrujemy w liturgii. Celebracja eucharystyczna musi być w swej istocie przeżywana od wewnątrz. Bóg pragnie spotykać nas w naszym wnętrzu. Ojcowie chcieli, żeby wierni śpiewali, odpowiadali kapłanowi, podejmowali należące do nich posługi liturgiczne. Ojcowie nalegają też jednak, by wierni „brali udział [w liturgii] świadomie, pobożnie i czynnie”.
W stronę „reformy reform”
Jeśli rozumiemy pierwszeństwo uwewnętrznienia naszego udziału w liturgii, unikniemy hałaśliwego i niebezpiecznego aktywizmu liturgicznego, na który zbyt często natykaliśmy się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Na Mszę Świętą nie chodzimy jak na widowisko, chodzimy tam, by włączyć się w działanie Chrystusa poprzez uwewnętrznienie obrzędów, modlitw, znaków i symboli należących do zewnętrznych obrzędów. My, księża, powinniśmy pamiętać o tym częściej niż inni, naszym powołaniem jest służba liturgiczna! Musimy też kształtować innych, zwłaszcza dzieci i młodzież, do prawdziwego rozumienia uczestnictwa, do modlenia się liturgią.
Po trzecie, jak wspomniałem, niektóre reformy wprowadzone po Soborze mogły zostać opracowane zgodnie z duchem czasu. Od tamtej pory pojawia się coraz więcej badań krytycznych prowadzonych przez synów Kościoła, którzy stawiają pytanie, czy to, co zrobiono, naprawdę realizowało cele konstytucji o liturgii, czy też w rzeczywistości reformy minęły się z celem. Ta debata niekiedy toczy się pod hasłem „reforma reformy” i wiem, że podczas ubiegłorocznej konferencji Sacra Liturgia w Nowym Jorku ks. Thomas Kocik przedstawił pogłębiony wykład na ten temat.
Nie sądzę, by można było wykluczyć możliwość czy stosowność oficjalnej reformy reformy liturgii. Jej rzecznicy wychodzą z istotnymi propozycjami, gdyż starają się wiernie spełnić życzenie Soboru, wyrażone w artykule 23 Konstytucji, „aby zachować zdrową tradycję, a jednocześnie otworzyć drogę do uprawnionego postępu”. Zawsze należy zaczynać od starannej analizy teologicznej, historycznej, duszpasterskiej, a „nowości należy wprowadzać tylko wtedy, gdy tego wymaga prawdziwe i niewątpliwe dobro Kościoła, z zastrzeżeniem jednak, że nowe formy będą niejako organicznie wyrastać z form już istniejących”.
Na poparcie tego pragnę powiedzieć, że gdy w kwietniu ubiegłego roku zostałem przyjęty na audiencji przez Ojca Świętego, Papież Franciszek poprosił mnie o przeanalizowanie kwestii reformy reformy i sposobu, w jaki obie formy rytu rzymskiego mogłyby się wzajemnie wzbogacać. Będzie to długotrwała i misterna praca, więc proszę Was o cierpliwość i towarzyszenie mi modlitwą. Jeśli chcemy wierniej wprowadzać „Sacrosanctum concilium”, jeśli chcemy zrealizować to, czego pragnął Sobór, trzeba to uważnie przeanalizować, z jasnością i roztropnością osiąganą na modlitwie i w podporządkowaniu się Bogu.
My, księża i biskupi, niesiemy wielką odpowiedzialność. Nasz doskonały przykład tworzy dobre praktyki liturgiczne, a nasza niedbałość, rutyna czy złe postępowanie ranią Kościół i jego liturgię!
My, księża, przede wszystkim musimy być szafarzami kultu. Wierni umieją odróżnić księdza, który celebruje z wiarą, od innego, który celebruje w pośpiechu, często zerkając na zegarek, być może w ten sposób pokazując, że chce wrócić do swoich zajęć duszpasterskich, do innych zaangażowań albo jak najszybciej pójść oglądać telewizję! Bracia w kapłaństwie, nie ma nic ważniejszego od celebrowania świętych misteriów. Uważajmy na pokusę niedbałego czy obojętnego celebrowania, gdyż jest to pokusa szatańska.
Słudzy liturgii
Pamiętajmy, że nie jesteśmy panami liturgii, ale jej pokornymi sługami, podlegającymi pewnej dyscyplinie i pewnym prawom. Ponosimy odpowiedzialność za formację tych, którzy nam towarzyszą w służbie liturgicznej, zarówno w tym, co dotyczy ducha i mocy liturgii, jak w tym, co odnosi się do jej praw. Widywałem księży, którzy usuwali się i stawali z boku, żeby pozostawić nadzwyczajnym szafarzom rozdawanie Komunii Świętej: to niedopuszczalne, gdyż jest to zarówno negacja posługi kapłana, jak klerykalizacja świeckich. Gdy tak się dzieje, jest to znak, że formacja była wyjątkowo przeciętna i należy to zmienić (por. Mt 14,18-21). „A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, [Jezus] (…) dawał uczniom, by podawali im (…). A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn” (Mk 6,30-44).
Widziałem też, jak księża czy biskupi, już ubrani do Mszy Świętej, wyjmują telefony czy aparaty fotograficzne i używają ich podczas świętej liturgii. To ujawnia, jaką misję podejmują oni we własnym mniemaniu, gdy wkładają szaty liturgiczne, które nas przyodziewają i przemieniają w „alter Christus”, a jeszcze głębiej w „ipse Christus”, czyli w samego Chrystusa. Jest to świętokradztwo. Żaden biskup, ksiądz czy diakon ubrany do służby liturgicznej czy obecny w świątyni nie powinien robić zdjęć, nawet podczas Mszy Świętej z udziałem wielu koncelebransów. Smutnym faktem jest, że często zdarza się to podczas takich Mszy Świętych, podobnie jak księża, którzy rozmawiają między sobą albo którzy siedzą niedbale. Moim zdaniem, pilnie trzeba podjąć refleksję i zadać pytanie o sens tych tłumnych koncelebr, zwłaszcza jeśli niektórzy księża przyjmują postawy tak gorszące i niegodne celebrowanego misterium, albo też jeśli ogromny rozmiar tych koncelebr grozi profanacją Najświętszej Eucharystii.
Zgorszeniem i profanacją jest też robienie zdjęć przez wiernych świeckich podczas Najświętszej Eucharystii. Mają oni uczestniczyć modlitwą, a nie spędzać czas na robieniu zdjęć!
Tłum. Agnieszka Kuryś