Dziś w „Naszym Dzienniku”
Prezydent u Polonii
Środa, 31 sierpnia 2016 (18:36)Jesteście naszymi ambasadorami, prowadzicie tu wspaniałą działalność, dajecie piękne świadectwo o Polsce i polskości, za co jestem ogromnie wdzięczny – powiedział do przedstawicieli chorwackiej Polonii prezydent Andrzej Duda.
Chorwacja to kraj wyjątkowo bliski Polsce i Polakom. Kilkanaście tysięcy naszych rodaków mieszka tu na stałe. To Polonia bardzo dobrze zorganizowana i aktywna. Dba o nauczanie języka polskiego, o polskie pamiątki, kultywuje narodową tradycję, posiada własną bibliotekę multimedialną wiedzy o Polsce.
W Dubrowniku, gdzie prezydent Andrzej Duda uczestniczył w forum państw Trójmorza, słychać język polski dosłownie wszędzie: w zabytkowym starym mieście, na plaży, w restauracjach i kościołach. Wielu Polaków pozdrawiało prezydenta, gdy w ostatni czwartek przeszedł wieczorem przez starówkę.
Co roku latem przyjeżdża nad Adriatyk około miliona naszych rodaków. Oficjalnie w 2015 r. zarejestrowano pobyt 770 tys. polskich turystów, z roku na rok izby turystyczne notują wzrost zainteresowania, statystyki z 2016 r. mają być o 20 proc. wyższe.
Atrakcyjność Chorwacji jest zrozumiała. – To piękny kraj życzliwych ludzi, czyste morze, wciąż jest tanio, choć trochę drożej niż w Polsce. Jest względnie blisko, żeby dojechać własnym samochodem. Poza tym Polacy nie mają problemów językowych, tu są Słowianie tej samej kultury, katolicy – tłumaczy Janusz Tatera, polski konsul w Chorwacji.
– Mentalność Polaków i Chorwatów jest bardzo podobna. Jesteśmy narodami słowiańskimi, Chorwaci bardzo cenili i cenią nadal św. Jana Pawła II, który był tutaj trzy razy, ostatnio w 2003 r. Gdy rozpoczęła się wojna w byłej Jugosławii, polski Papież zrobił bardzo dużo, żeby Chorwacja została uznana. Był w Chorwacji po raz pierwszy w 1994 r., a więc jeszcze przed zakończeniem wojny. Chorwaci cenią Polaków, podkreślają naszą łączność ze względu na podobną historię i przejścia naszych narodów – mówi ks. Piotr Palowski, werbista z Zadaru. Jego zgromadzenie jest obecne w Chorwacji od prawie 40 lat i stara się wzbudzać powołania misyjne wśród Chorwatów, co przynosi bardzo dobre efekty.
Z policją po polsku
Do Chorwacji da się dojechać w ciągu jednego dnia. Na przykład z Warszawy do Rijeki jest tylko 1,1 tys. km. Już w samej Chorwacji odległości są względnie duże, bo choć kraj jest mały, ma skomplikowany kształt i ze Slawonii do Dalmacji jest aż 700 km. Poza tym wybrzeże, choć niezwykle urokliwe, jest trudnym wyzwaniem transportowym: drogi biegną nad górskimi urwiskami, linia brzegowa jest pełna zatok i półwyspów, do wielu miejsc trzeba docierać promem lub płatnym mostem, jak choćby na popularny Krk.
Od sześciu lat latem na wybrzeżu chorwackiej policji pomagają polscy funkcjonariusze. Znają język i miejscowe prawo, ale nie mają broni, nie wystawiają mandatów, jedynie tłumaczą i wyjaśniają różnice prawne.
– Jesteśmy oddelegowani tutaj, aby pomagać polskim turystom, którzy przebywają u nas na wypoczynku. Pracujemy każdego dnia w patrolach policji chorwackiej – mówi asp. szt. Tomasz Orłowski z Chojnic. Poznał miejscowe realia, bo wcześniej służył pięć razy w międzynarodowych misjach policyjnych na Bałkanach. Teraz pomaga naszym rodakom w Makarskiej. Dwuosobowe patrole działają też w Puli, na wyspie Krk i w Zadarze.
Najczęstsze problemy to stłuczki drogowe, kradzieże i zaginięcia dokumentów. Polacy często nie rozumieją powodów, dla których dostają mandat albo ich samochód został odholowany (co łączy się z dużymi kosztami). Okazuje się, że chorwackie przepisy są nieco inne od polskich, m.in. bardziej rygorystycznie podchodzą do parkowania. Zdarzają się jednak także sytuacje poważniejsze, jak śmierć polskiego obywatela albo popełnienie przez niego przestępstwa. Polscy policjanci nie mogą nikogo wybronić przed karą, nie pełnią też roli adwokatów, chętnie jednak doradzą i wyjaśnią, co można zrobić. Patrole mają po kilkanaście interwencji dziennie. Najczęściej wzywa ich chorwacka policja, poza tym telefony polskich policjantów można znaleźć w internecie, m.in. na stronie internetowej polskiej ambasady w Zagrzebiu.
Od 200 lat
Większość naszych rodaków na stałe mieszkających w Chorwacji to Polki, które zawarły małżeństwa z Chorwatami albo ich dzieci.
W Slawonii, części Chorwacji leżącej pomiędzy Bośnią, Serbią i Węgrami, są Polacy, których przodkowie zamieszkali tu ponad 200 lat temu. Kiedy słabło Imperium Osmańskie i jego granica z Austro-Węgrami się przesuwała, władze w Wiedniu zachęcały do osiedlania się na przejętych terenach mieszkańców przeludnionych części cesarstwa. Pierwsi Polacy trafili w ten sposób do Slawonii w 1800 r. W 1948 r. było ich 40 tys., mieli swoje wsie, szkoły i kościoły. Poza tym w Slawonii było sporo Czechów i Słowaków. Dopiero pod rządami komunistów Jugosławia zaczęła im proponować wyjazd do PRL. Większość zgodziła się na repatriację, ale kilka tysięcy Polaków zostało. Dziś miejscowości Staro Petrovo Selo i Nova Gradiszka to główne ośrodki tej polskości zakorzenionej ponad dwa wieki na Bałkanach.
Mieszkańcy tych wsi mówią archaiczną polszczyzną, jak na Bukowinie w Rumunii, ale są świadomi swoich korzeni, kultywują narodowe tradycje. – Można się uczyć polskiego w polskich towarzystwach, przy których działają sobotnie szkółki języka polskiego dla naszych dzieci. A w Zagrzebiu istnieje prawdziwa polska szkoła przy ambasadzie. Wielu Polaków mieszkających w Chorwacji często bywa w ojczyźnie, stąd ma kontakt z nowoczesnym językiem polskim. Ja na przykład w Polsce studiowałam – mówi Adrijana Jurilj, przewodnicząca towarzystwa „Wisła” w Osijeku w Slawonii. Poza tym sobotnie szkoły polskiego prowadzą polskie towarzystwa w Rijece i Splicie, a nowa powstaje w Zadarze. Przy ambasadzie w Zagrzebiu działa szkolny punkt konsultacyjny.
Organizacje polonijne wciąż się rozwijają. Wkrótce mają powstać nowe stowarzyszenia w Dubrowniku i Puli.
Piotr Falkowski, Dubrownik