Zorganizowani mają lepiej
Wtorek, 30 sierpnia 2016 (19:06)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Za nami Walny Zjazd Delegatów Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”. Co było jego tematem?
– Na tym zebraniu złożyliśmy sprawozdanie za dwa lata kadencji, ale główne tematy, jakie przewijały się przez nasze zebranie, to ustawa emerytalna czy wciąż niedokończony przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Wyszła też nowa sprawa, a mianowicie okazuje się, że przy ustawie emerytalnej matki, które miały więcej niż dwoje czy troje dzieci i przebywały na urlopie macierzyńskim dłużej niż sześć lat, będą otrzymywały emerytury odpowiednio niższe. Stąd też wystosowaliśmy stanowisko do parlamentarzystów, żeby przy procedowaniu ustawy emerytalnej jednak uwzględnić te kwestie ważne dla świadczeniobiorców, dla demografii i dla przyszłości Polski.
O jakich osiągnięciach może mówić NSZZ „Solidarność” w ostatnich latach?
– Zmiana władzy w Polsce i odsunięcie od rządzenia krajem koalicji PO – PSL sprawiło, że parę spraw udało się rozstrzygnąć na korzyść polskiego społeczeństwa. W regionie rzeszowskim podjęliśmy m.in. interwencję w sprawie Zakładów Magnezytowych w Ropczycach, na które Urząd Kontroli Skarbowej w Rzeszowie swoimi decyzjami nieprawomocnymi chciał nałożyć ok. 6,24 miliona złotych zobowiązań podatkowych plus odsetki od strat na opcjach walutowych. Po wygranych wyborach i po akcjach protestacyjnych, jakie prowadził nasz Region NSZZ „S”, pieniądze, które na skutek niesłusznych decyzji miały trafić do Izby Skarbowej, zostały w Zakładach Magnezytowych w Ropczycach i mogą być inwestowane w nowe technologie, które służyć będą zarówno firmie, jak i polskiemu hutnictwu, dla którego zakłady produkują.
Skoro rozmawiamy o plusach, to może też warto wspomnieć o tym, co się nie udało…
– Tak już bywa w życiu, że są sukcesy, ale są też porażki czy niepowodzenia, z których trzeba wyciągać wnioski. Jeśli chodzi o przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii, to jesteśmy wciąż w grze, mam tu na myśli PZL w Mielcu i śmigłowiec Black Hawk i mamy nadzieję, że nasze rozliczne działania, akcje protestacyjne spowodują, że te 13,5 miliarda złotych, jakie mają być wydatkowane na te helikoptery, zostaną ulokowane w Polsce. Natomiast tu, na Podkarpaciu, jako porażkę traktujemy likwidację Fabryki Wódek Polmos Łańcut. Ubolewamy nad tym, że fabryki, którą w 1764 r. zakładał jeden z łańcuckich magnatów hrabia Alfred Potocki, która oparła się zaborom, I i II wojnie światowej, a także przetrwała rządy komunistyczne w Polsce, nie udało się uratować. Można powiedzieć, że padła ona ofiarą rynkowej gry i optymalizacji kosztów francuskiego inwestora spółki Marie Brizard Wine & Spirits, która po 12 latach od przejęcia, przenosząc 80 proc. produkcji z Łańcuta do Starogardu Gdańskiego, tak naprawdę likwiduje łańcucki Polmos. W firmie pozostaje zaledwie 30 pracowników i jeśli będzie pozytywna decyzja łańcuckiego starostwa, to być może na tej bazie powstanie gorzelnia, ale Polmosu niestety już nie ma.
Jakie cele stawia sobie „S” w nowej powyborczej rzeczywistości, kiedy władzę sprawuje rząd, który w przeciwieństwie do poprzedników ma poglądy propracownicze i deklaruje dialog ze stroną społeczną?
– Sytuacja w kraju i działania obecnych władz dają nadzieję, że po ośmiu latach dyktatu i braku dialogu wreszcie coś się zmienia. Z optymizmem przyjmujemy, że dialog społeczny wreszcie zaczął funkcjonować. Druga równie ważna rzecz, na której załatwienie przez rząd PiS bardzo liczymy, to uregulowanie spraw społecznych. Mam tu na myśli kwestie przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, co w części już od przyszłego roku ma być zrealizowane. Natomiast czekamy, że poprzez Rady Dialogu Społecznego, a także rozmowy z parlamentarzystami załatwione zostaną kolejne kwestie. Mam tu na myśli to, że lata pracy, lata składkowe niezależnie od formy zatrudnienia też w pewnym momencie zostaną włączone i będą uprawniały do przejścia na emeryturę. Ponadto czekamy na deklarowane podniesienie kwoty wolnej od podatku, bardzo istotna i oczekiwana społecznie jest reforma służby zdrowia czy reforma oświaty. To są obietnice wyborcze i wierzymy, że rząd PiS się z tych deklaracji wywiąże. Jednocześnie liczymy, że reformując służbę zdrowia i oświatę, rząd będzie miał na uwadze los pracowników. Zdając sobie sprawę, że każda reforma budzi pewien niepokój, z uwagą będziemy się przyglądać poczynaniom obecnych władz.
Czy dobrze rozumiem, że fakt, iż obecny rząd jest blisko idei „Solidarności”, nie oznacza, że związek będzie się bezrefleksyjnie przyglądał wszystkim działaniom?
– Nie ulega wątpliwości, że rządzenie jest czymś innym niż działalność związkowa. Oczywiście kompromisy trzeba osiągać i pewne rozwiązania regulować na drodze negocjacji, porozumień i choć jestem przekonany o tym, że PiS już wiele dobrych rzeczy zrobiło, bo wiele postulatów NSZZ „Solidarność” już zostało spełnionych, to jednak, obracając się w realiach ekonomicznych, zdaję sobie sprawę, że realizacja kolejnych nie będzie łatwa. Tym bardziej z naszej strony będzie presja, ciśnienie i zapewniam, że będziemy patrzyli na ręce, jak są realizowane społeczne postulaty.
„Solidarność” zamierza się angażować także w akcje zachęcające pracowników z Podkarpacia do zrzeszania się. Jakie są intencje tej akcji i na czym miałaby ona polegać?
– Był taki moment w trakcie dyskusji zjazdowej, gdzie rozmawialiśmy na temat przyszłości NSZZ „Solidarność”. Zgodnie podkreślano, że zmieniająca się rzeczywistość w świecie i w Polsce, zmieniająca się struktura własnościowa przemysłu, zmieniające się uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne to wszystko sprawia, że nasz Związek też musi dopasowywać swoją strukturę i działania, aby skutecznie wypełniać rolę, jaka jest mu przypisana – czyli obrona praw i interesów pracowniczych. Stąd też ważne jest, żeby po stronie pracowników była odpowiednia reprezentacja, która będzie stanowić przeciwwagę i będzie mogła skutecznie przeciwstawić się złym zapędom. Cały czas stoję na stanowisku, że aby powstał związek zawodowy, najpierw musi być firma, stanowiska pracy, a dopiero później można negocjować warunki pracy i płacy. Jeżeli nie będzie miejsc pracy, jeżeli nie będzie stanowisk, to nie będzie też związku zawodowego. Stąd ważne jest, żebyśmy się rozwijali, żebyśmy funkcjonowali w nowych firmach i żebyśmy zabiegali o warunki pracy i płacy załóg. W Polsce czy w ogóle na świecie nie ma bardziej skutecznej metody obrony praw pracowniczych jak organizowanie się w związki zawodowe. Pracownicy, którzy się zorganizują, wspólnie mogą wynegocjować lepsze warunki pracy i wyższe zarobki. Można powiedzieć zresztą zgodnie z prawdą, że zorganizowani mają lepiej!
Jedna z ostatnich akcji „Solidarności” to działania na rzecz ograniczenia handlu w niedzielę i poprawienie losu pracowników zatrudnionych w tej branży. Jak akcja ta przebiegała w regionie rzeszowskim?
– Nie jestem w pełni zadowolony z efektów tej akcji. Co prawda w naszym regionie zebraliśmy ponad siedem tysięcy podpisów pod projektem obywatelskim, co pokazuje spore poparcie dla tej inicjatywy wśród członków związku i w ogóle wśród pracowników, to jednak muszę powiedzieć, że jest spore niezrozumienie. Przez część mediów przewijają się informacje, że NSZZ „Solidarność” próbuje przeforsować w parlamencie inicjatywę ustawodawczą zakazującą handlu w niedziele. To jest błędne pojęcie, bo my owszem chcemy znacznego ograniczenia handlu, ale nie całkowitego jego zakazania. To nie jest akcja przeciwko polskim obywatelom, ale to jest akcja, która ma pomóc pracownikom handlu i usług, żeby niedziele mogli spędzić ze swoimi rodzinami, odpocząć, co im się jako pracownikom przecież należy. Nam zależy na poprawie losu pracowników zatrudnionych głównie w dużych hipermarketach. W skali kraju sytuacja, jeśli chodzi o zbieranie podpisów, nie jest zła i z całą pewnością zbierzemy i przekażemy do Kancelarii Sejmu znacznie więcej podpisów niż wymagane sto tysięcy.
Czyli cały czas trzeba edukować…?
– Tu jest ogromna rola nasza, związkowców, ale równie ważna jest rola mediów, rola prasy, radia i telewizji, która jest nie do przecenienia. Ważne jest, żeby nie tylko informować, ale informować prawdziwie. Jeśli w świat pójdzie przekaz, że chcemy ograniczyć handel w niedziele, a nie go zlikwidować czy zakazać całkowicie, to w społeczeństwie będzie dużo większe zrozumienie dla tej inicjatywy. Jeśli natomiast mowa będzie o zakazie handlu, to obraz będzie taki, jak jest obecnie.