Musimy budować wspólny sojusz
Czwartek, 25 sierpnia 2016 (20:37)Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Rosja sprawdza gotowość bojową wojsk Południowego Okręgu Wojskowego, w stan gotowości postawiono też wojska powietrznodesantowe oraz dowództwa Sił Powietrzno-Kosmicznych. Czy – biorąc pod uwagę skalę tych ćwiczeń na Krymie i w pobliżu z Ukrainą – jest powód do niepokoju?
– Sądzę, że jest powód do niepokoju, bo Rosja tak naprawdę stale prowokuje państwa zachodnie. Nie należy zapominać o tym, że tak rozpoczynały się wojny, tym bardziej nie należy tego typu działań lekceważyć. Z drugiej jednak strony już od kilku tygodni słyszymy, że to są przerzucane rakiety balistyczne Iskander, które mogą przenosić głowice konwencjonalne, ale też ładunki nuklearne, bądź organizowane są potężne manewry wojskowe. Innymi słowy, sprawdzana jest gotowość kolejnych formacji. Widać wyraźnie, że te działania Putina są podejmowane na użytek propagandowy zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej.
Co tymi działaniami zyskuje Putin?
– Putin tymi działaniami przejawia inicjatywę. Solidarność państw, która została zamanifestowana podczas szczytu NATO w Warszawie, niestety została osłabiona po wydarzeniach w Turcji. I również na tym obszarze Putin, wykorzystując okazję, bardzo szybko pokazał swoją obecność. Reasumując, działań Rosji nie można lekceważyć, zważywszy, że są to kolejne prowokacje ze strony Kremla. Natomiast z wojskowego punktu widzenia postawienie w stan gotowości wojsk nie powoduje większych zdolności sił rosyjskich, które, jak by nie było, są jednak ograniczone. Są to zatem działania bardziej propagandowe niż rzeczywiste ćwiczenia na dużą skalę.
Czy – w Pana ocenie – jest zbieżność między dzisiejszymi działaniami Rosji a wczorajszymi uroczystościami 25. rocznicy niepodległości Ukrainy?
– Rosja w sytuacji, kiedy dzieje się coś, co jest dla niej niewygodne, na co nie ma wpływu, nad czym nie może mieć kontroli, natychmiast szuka pretekstu czy punktu, żeby zamanifestować, że to jednak ona ma inicjatywę, że kontroluje bieg wydarzeń. Z pewnością ta kremlowska propaganda ma miejsce, ale także działania jak tzw. pomoc humanitarna dla sił rozjemczych na granicy rosyjsko-ukraińskiej w Donbasie są niestety tolerowane przez państwa zachodnie i nie powodują żadnej reakcji. Tym samym Putin traktuje Ukrainę jako własne terytorium. Inwazja na Krymie, a jednocześnie oskarżanie Ukrainy o działania dywersyjne to system zastraszania Zachodu, zastraszania Ukrainy, po to, aby tak naprawdę przejąć kontrolę nad tym terytorium.
Wspomniał Pan o tzw. pomocy humanitarnej, tymczasem Rosja wysłała do Donbasu kolejny „konwój z pomocą humanitarną”. Czy to przypadkowa zbieżność, czy może przygotowanie do operacji militarnej i inwazji na Ukrainę?
– Dla mnie jest to dodatkowy element bardzo niepokojący. Rosja już raz uśpiła czujność Sojuszu Północnoatlantyckiego, dokonując agresji na Krym poprzez tzw. zielone ludziki, a następnie, kiedy podczas największych walk w Donbasie pod pretekstem pomocy humanitarnej udzielała wsparcia rebeliantom. Jednocześnie okradała to centrum przemysłowe w regionie, wywożąc stamtąd maszyny i wszystko, co było cenne. O ile na początku Zachód zwracał na to uwagę, kiedy były protesty, odbywały się spotkania, były prowadzone rozmowy, wiele mówiono o kontroli działań rosyjskich na granicy, o tyle dziś widzimy, że nic z tych założeń nie zostało. Natomiast Rosjanie jeżdżą sobie do Donbasu, a więc na terytorium Ukrainy, przez nikogo nie niepokojeni i nie wiadomo za bardzo z czym. Co więcej, odbywa się to przy cichej akceptacji społeczności międzynarodowej, bowiem jakoś nie słychać żadnych głosów oburzenia takim rozwojem wydarzeń, a nawet są głosy, że należałoby się z Putinem dogadać.
A zatem można powiedzieć, że tą grą i częstotliwością tego typu działań Putinowi udało się przyzwyczaić czy wręcz uśpić Zachód?...
– Wszystko wskazuje na to, że tak. Tak jak już wspomniałem, szczyt NATO w Warszawie był niewątpliwie sukcesem, pokazaliśmy solidarność państw członków Sojuszu, ale niestety po szczycie nastąpiła stagnacja i choć pewne elementy ustaleń są realizowane, to jednak Putin robi wszystko, żeby przejąć inicjatywę i pokazać, że to on rozdaje karty. Dlatego też przerzuca ciężar działań na różne kierunki. Z pewnością w tych działaniach pomogła mu sytuacja w Turcji związana z zamachem stanu, bo udało mu się odwrócić uwagę Zachodu od flanki wschodniej na flankę południową i na problemy związane z Turcją. Wykorzystując tę sytuację, tym samym przejął inicjatywę i rozwija pełzającą agresję na Ukrainę.
Prezydent Andrzej Duda wystąpił w Kijowie z projektem, czy też ideą, pogłębienia relacji państw Międzymorza czy Trójmorza, leżących nad Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. W przypadku realizacji tego projektu plany odbudowy rosyjskiego imperium mogłyby lec w gruzach…
– Jeśli ten projekt się uda, to w znaczący sposób może poprawić nasze bezpieczeństwo. Choć jest to projekt bardzo trudny do realizacji, to jednak warto drążyć ten temat. Przypomnę tylko wydarzenia sprzed kilku lat, a dokładnie z 2008 r., związane z agresją Rosji na Gruzję, kiedy śp. prezydent Lech Kaczyński potrafił w bardzo krótkim czasie zebrać i zjednoczyć przywódców Estonii, Litwy i Ukrainy i udać się z nimi do Gruzji, która padła ofiarą agresji. Lech Kaczyński potrafił przemówić bardzo ostrym, zdecydowanym głosem, nazywając rzeczy po imieniu, czym pokazał na arenie międzynarodowej, że dokonała się agresja na wolny kraj. Myślę, że Putin ma to w pamięci, ale my nie mamy dzisiaj innego wyjścia. Musimy się łączyć, musimy budować wspólny sojusz po to, aby przeciwstawić się zamysłom Putina, aby to imperium, które chce stworzyć, się nie odrodziło.
No dobrze, ale czy występując z tego typu inicjatywami, sami nie narażamy się Putinowi, jeśli spojrzeć na zachowania innych państw, które niby są w koalicji przeciwko zaborczym działaniom Rosji, ale z drugiej strony współpracują gospodarczo z Moskwą... My na tym polu zostajemy sami…
– Z pewnością jest to ogromne wyzwanie przed polską dyplomacją. Przypomnę tylko, że przez lata trzeba było przekonywać naszych zachodnich partnerów, że Rosja stanowi zagrożenie. Kiedy bowiem podczas spotkań i rozmów ktoś wspomniał o tym, to spotykał się z reakcją partnerów zachodnich, którzy w Putinie postrzegali „Anioła Pokoju” – przywódcę nastawionego pokojowo. Teraz działania mimo zupełnie innej sytuacji też nie będą łatwe, bo choć Putin pokazał już swoje prawdziwe oblicze, to wciąż jest zręcznym manipulatorem i potrafi prowadzić grę informacyjno-propagandową bardzo sprawnie, nie stosując się do żadnych zasad. Działania, które podejmuje prezydent Andrzej Duda i nasz rząd, wykonując podróże zagraniczne, prowadząc rozmowy, to nic innego jak pokazywanie partnerom, że myślenie podyktowane doraźnymi korzyściami jest bardzo niebezpieczne. Nie mamy innego wyjścia i w trosce o nasze bezpieczeństwo musimy się trzymać razem, w przeciwnym wypadku Putin będzie nas rozgrywał po kolei. Słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego: „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, potem być może Polska” są wciąż aktualne i warto o tym pamiętać.
Tak czy inaczej szef MON Antoni Macierewicz zwołał odprawę szefów: Dowództwa Operacyjnego RSZ, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego. Czy to też tylko rutynowe działania?
– Uważam, że takie podejście ministra Macierewicza pokazuje tylko profesjonalny sposób zarządzania. Szef MON jest świadomy tego, kto jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo, i chce uzyskać od poszczególnych służb informacje. Czekanie, że sytuacja się sama rozwiąże, że to nie jest żaden problem, że nie ma się co martwić, byłoby podejściem bardzo krótkowzrocznym i nieodpowiedzialnym. Przypomnę tylko, że za poprzednich rządów koalicji PO – PSL, kiedy Putin dokonywał aneksji Krymu, to nikt nie wpadł na to, żeby zebrać struktury dowódcze i przeanalizować sytuację. To pokazuje podejście, ale także błąd systemu, który nie był przygotowany na tego typu wyzwania, co powinno było być oczywiste. Minister Macierewicz jest człowiekiem, który ma szerokie perspektywy, widzi i analizuje wszystko, co się dzieje dookoła, co więcej, potrafi dostrzegać zagrożenia, które się przejawiają w różnych formach, i korzystając z uprawnień oraz podległych mu agend, trzyma rękę na pulsie. Oczywiście, obecny szef MON ma wielu antagonistów, którzy uważają, że przesadza, ale podobnie było ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, który też miał przeciwników, kiedy mówił, że zagrożenie ze strony Rosji jest realne i wcale nie jest wykluczone, że Polska może być kolejnym krajem, który stanie się celem agresji.