• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Pomór zagraża hodowli

Środa, 24 sierpnia 2016 (20:57)

Epidemia afrykańskiego pomoru świń zagraża hodowli trzody chlewnej w całej Polsce – alarmują eksperci. Resort rolnictwa pilnie monitoruje sytuację

Afrykański pomór świń (ASF) przekroczył granice Podlasia – ogniska choroby stwierdzono też na Lubelszczyźnie i Mazowszu. Ostatnie ognisko – szesnaste – stwierdzono w gospodarstwie w gminie Stara Kornica w powiecie łosickim, gdzie hodowanych było 28 sztuk świń. Zwierzęta uśpiono i zutylizowano, ale sytuacja jest cały czas poważna, gdyż w sierpniu znacznie rozszerzył się obszar występowania ASF.

Ten właśnie fakt najbardziej niepokoi branżę mięsną. Doktor Marian Kapłon, prezes Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej, obawia się „przesunięcia” ASF bardziej na zachód Polski, w stronę Wisły. O ile bowiem Podlasie czy wschodnie tereny Lubelszczyzny i Mazowsza to obszar, gdzie hodowla świń nie jest duża, o tyle im bliżej centrum Polski, tym więcej dużych gospodarstw specjalistycznych, które hodują po kilka tysięcy tuczników. Jednak problemem byłaby nie tylko likwidacja takich gospodarstw w razie stwierdzenia ASF, ale również kłopoty, jakie dotknęłyby zakłady mięsne położone na terenach, gdzie występują ogniska pomoru. Doktor Kapłon ostrzega, że jeśli wirus będzie się dalej rozprzestrzeniał, to może dojść i do tego, że nastąpi całkowity upadek polskiej produkcji wieprzowiny.

– To skrajny scenariusz, ale niestety nie można go wykluczyć. Przecież ASF może spowodować nie tylko załamanie się eksportu wieprzowiny, ale i spadek jej spożycia w kraju, gdyż ludzie mogą zacząć bać się jeść mięso, choć pomór nie jest groźny dla człowieka. A jak spadnie popyt i ceny, to chlewnie będą zamykali nawet rolnicy z terenów, gdzie nie będzie ASF – obawia się Anna Kłusak, współwłaścicielka specjalistycznego gospodarstwa nastawionego na hodowlę trzody.

Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel uspokaja, że nie ma powodów do obaw. Co prawda w sierpniu odnotowano kilkanaście nowych ognisk pomoru, jednak sytuacja jest pod kontrolą. – Monitorujemy gospodarstwa położone w strefach zagrożenia występowaniem ASF, badany jest stan zdrowia trzody i w razie konieczności służby weterynaryjne dokonują uśpienia zwierząt i ich utylizacji – mówi „Naszemu Dziennikowi” minister Krzysztof Jurgiel. – Weterynarze, samorządy, związki rolnicze prowadzą też akcję informacyjną wśród rolników, aby przestrzegali ściśle zasad bioasekuracji, wtedy ASF nie będzie się rozprzestrzeniał na kolejne gminy i powiaty – podkreśla szef resortu.

Poseł Jan K. Ardanowski (PiS), zastępca przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa, również na razie nie widzi powodów do głębokiego niepokoju o los polskiej hodowli trzody chlewnej. Z jednym zastrzeżeniem. – Oczywiście sytuacja stałaby się dramatyczna, gdyby ASF wystąpił na terenie województw kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego, gdzie hodowla świń jest największa, ale jest to w tej chwili bardzo mało prawdopodobne – mówi Ardanowski w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Poseł zwraca uwagę, że obostrzenia przy sprzedaży wieprzowiny i jej przetwarzaniu dotyczą tylko konkretnego terenu Polski, gdzie występują ogniska ASF.

Brak skuteczności w walce z pomorem zarzucają ministrowi rolnictwa politycy opozycji. – Rolnicy czują się zaniepokojeni, a nie widać działań ministra rolnictwa, rządu – uważa prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Podobne opinie wyrażają też posłowie Platformy Obywatelskiej. Minister Krzysztof Jurgiel odpowiada, że rząd i ministerstwo aktywnie walczą z afrykańskim pomorem. Działa międzyresortowy zespół, który koordynuje działania wszystkich służb państwowych mających pomagać weterynarzom w walce z pomorem. Jurgiel wskazuje też, że rozprzestrzenianie się ASF to „spuścizna” poprzedniego rządu, który zaniechał m.in. przeprowadzenia sanitarnego odstrzału dzików. Gdyby przerzedzono ich populację już w 2014 r., to spadłoby też zagrożenie wystąpienia pomoru u trzody chlewnej.

Z kolei Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna przypomina, że to poprzedni rząd zniósł obowiązek posiadania świadectw zdrowia dla wszystkich przewożonych świń lub transportów mięsa wieprzowego. I to też ułatwia teraz nielegalny handel prosiętami czy tucznikami, które mogą być chore. Dlatego samorząd zawodowy weterynarzy domaga się przywrócenia takich świadectw – ta sprawa jest analizowana w ministerstwie rolnictwa.

Doktor Włodzimierz Skorupski, główny lekarz weterynarii, apeluje do rolników o stosowanie się do zasad bioasekuracji, czyli zabezpieczania trzody przed kontaktem z innymi zwierzętami i ludźmi. Zabezpieczona powinna być też pasza i słoma, a przed wjazdem do gospodarstwa i chlewni powinny być wyłożone maty dezynfekcyjne. Do samych chlewni zaś powinny wchodzić tylko osoby zajmujące się hodowlą świń i weterynarze. Nie powinno się też kupować żywych warchlaków czy prosiąt niewiadomego pochodzenia.

Informacje na temat zasad bioasekuracji rozdawano rolnikom w formie broszur i ulotek. Materiały instruktażowe otrzymali też sołtysi. Niestety, weterynarze skarżą się, że duża część rolników lekceważy zagrożenie i to jest główny powód przenoszenia się choroby.

Krzysztof Losz