• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Amber Gold – niech boją się ci, którzy mają coś na sumieniu

Wtorek, 23 sierpnia 2016 (13:20)

Z Markiem Suskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, członkiem sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, rozmawia Mariusz Kamieniecki

7 września ruszą prace sejmowej komisji śledczej, która zajmie się badaniem afery Amber Gold. Czy miał Pan już możliwość zapoznania się z tym problemem bliżej i jak obszerny to materiał?

– Materiał jest bardzo obszerny, a co za tym idzie, przynajmniej jak do tej pory miałem możliwość zapoznania się tylko z niewielką jego częścią.

Jakie zatem są Pana wrażenia, choć pewnie nie jest to odpowiednie słowo?

– Mogę powiedzieć, że z tego materiału wynika, iż organy państwa niespecjalnie były zainteresowane wnikaniem zbyt głęboko w przyczyny afery Amber Gold. Zajmowały się co najwyżej negatywnymi skutkami tej afery dla obywateli, jednak bez wnikania w to, jaki mechanizm pozwolił na doprowadzenie do tej patologicznej sytuacji.   

W jakim świetle stawia to ówczesnego premiera Donalda Tuska?

– Jest to kwestia, która być może w trakcie prac komisji bardziej ujrzy światło dzienne. Ponieważ prace komisji śledczej tak na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczęły, w związku z tym nie chciałbym przesądzać sprawy. Tak czy inaczej wydaje mi się, że obawy pewnej części elit wyjaśnieniem tej afery, w tym również obawy samego Donalda Tuska, nie są bezpodstawne.

Nie ulega wątpliwości, że założyciel Amber Gold Marcin P. finansował inicjatywy Platformy, a także pojawiał się w ich towarzystwie…

– Marcin P. sam raczej unikał rozgłosu, natomiast jego różne przedsięwzięcia sponsorskie i charytatywne oraz hojny mecenat, które były parawanem dla faktycznej działalności, były w jakimś sensie wspierane na pewno PR-owsko. Również sam Marcin P. był chwalony przez polityków Platformy jako godny naśladowania wzór człowieka biznesu. I to jest rzecz co najmniej niepokojąca. Wszyscy chyba pamiętają zdjęcia polityków Platformy z Trójmiasta ciągnących po płycie lotniska samolot linii OLT Express należącej do Amber Gold. To być może jest problem przynajmniej części polskiego biznesu, który idzie na skróty, nie zważając na moralną stronę prowadzenia działalności, a przy tym mający poparcie polityków. Tak można to pobieżnie ująć. Oczywiście nie chcę przesądzać ani też mówić dzisiaj o pewnych sprawach, żeby nie uprzedzać wydarzeń i ewentualnych pytań do świadków, których będziemy chcieli wezwać przed komisję. Istotne jest bowiem to, żeby osoby wezwane przed komisję odpowiadały żywiołowo, bez przygotowania. To ma być element zaskoczenia. Myślę jednak, że w trakcie prac sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold może się pojawić parę ciekawych elementów dość zaskakujących. Jak sądzę, będą one pogłębieniem chociażby tego, co dowiedzieliśmy się w trakcie słynnych już nagrań kelnerów warszawskich restauracji, gdzie głównymi aktorami byli prominentni politycy Platformy.

Jaki będzie tryb prac komisji, jeśli zajdzie potrzeba przesłuchania osób dysponujących np. tajemnicą państwową?

– Oczywiście zwolnić z tajemnicy państwowej mogą tylko określone osoby do tego upoważnione. Jednak gdyby zachodziła taka potrzeba odbycia posiedzenia w trybie tajnym czy też uzyskania zgody na odtajnienie informacji, które są objęte klauzulą tajności, to wtedy możemy oczywiście występować do odpowiednich organów państwa. Sejmowa komisja śledcza ma w tym zakresie cały wachlarz możliwości działania, co jest określone w ustawie.

Czy możemy się zatem spodziewać wyłączenia z jawności niektórych posiedzeń komisji?

– Nie jest to wykluczone.

Jak długo mogą potrwać prace i czy komisja wyznacza sobie jakiś termin graniczny?

– Nie, nie wyznaczamy sobie żadnych ram czasowych. Zadaniem sejmowej komisji śledczej jest analiza wydarzeń i przygotowanie raportu, który ukazywałby faktyczne powody i mechanizmy braku działań czy też brak skuteczności ewentualnych działań, jeśli takowe były podejmowane w sprawie wyjaśnienia afery Amber Gold. I to jest podstawą działalności sejmowej komisji śledczej. Nie ma tu zatem terminu granicznego, chodzi o skutek, a nie o czas.

Jak skomentuje Pan zarzuty, jakie padają ze strony Platformy, że komisja ma być polem ataków na obecną opozycję?

– Widocznie jest tak jak w znanym przysłowiu „na złodzieju czapka gore”. Widocznie ci, którzy tak się teraz obruszają, mają coś na sumieniu. Kto wie…?

                               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki