• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Cierpią, bo są Polakami

Sobota, 20 sierpnia 2016 (05:20)

Kolejny już raz wstrząsające informacje docierają do nas z Niemiec. Przedstawiciele Jugendamtu odebrali Polce trzydniowego noworodka. Kobieta walczy o swoje dziecko, a interwencje w tej sprawie zapowiedzieli Rzecznik Praw Obywatelskich i minister sprawiedliwości.

Co jakiś czas czytam w „Naszym Dzienniku” historie rodzin, którym odebrano dzieci. Są to sprawy bardzo smutne, na które nikt nie może być obojętny. W imię czego? Że byli Polakami!

Niemcy zapraszają nas do siebie, oferując dostatnie życie i pewną pracę. W dodatku promują się jako nowoczesny kraj, który walczy ze stereotypami i w którym równouprawnienie płci jest wartością nadrzędną. Skąd więc to rzeczowe traktowanie kobiet i ich dzieci? Dlaczego zapraszają do siebie Polki, które gdy tylko urodzą dziecko, są krzywdzone w najbardziej brutalny sposób? Kobieta jest w ich mniemaniu rzeczą, która ma rodzić dzieci i nie ma już żadnych praw?

Podobna sprawa spotkała naszą rodaczkę, której szwedzki sąd (ojciec dziecka jest Szwedem) odebrał prawa do dziecka, oferując w zamian 30 minut rozmowy tygodniowo. Kobieta przez kilka dni protestowała pod ambasadą Szwecji.

W imię czego skazuje się rodziców i dzieci na tak wielkie emocjonalne tortury? Argumenty, które padają w uzasadnieniach, są niepoważne: że rodzice są biedni, bo dziecko nie było u dentysty, bo jest nieśmiałe. Mówiąc wprost, te argumenty są głupie! Wielu z nas, w tym ja, pochodzi z rodzin wielodzietnych. W sklepach nie było nic, w domu się nie przelewało, a czy ktoś z nas cierpiał z tego powodu? Rodzice dają dziecku coś więcej niż rzeczy materialne – to miłość i uczucie.

Co bardziej zaskakujące, zachodnie urzędy odbierają polskie dzieci rodzicom, których nie możemy nazwać biednymi. To są przedstawiciele klasy średniej. Tu tłumaczenia są równie pokrętne albo ich brak.

Istotę takich działań Niemców widzę w czymś innym – to współczesna forma germanizacji! Niemcy przechodzą poważny kryzys demograficzny, m.in. dlatego otworzyli swoje granice przed uchodźcami. Gdy brakuje im dzieci, wyciągają ręce po Polaków, aby uczynić z nich wzorowych Niemców. W imię czego cierpią? Że są Polakami! Historia zatacza krąg…

Dlatego dobrze się stało, że w sprawę odbierania dzieci włączyło się Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Rzecznik Praw Obywatelskich. Chciałbym, żeby tę kwestię podjęła też pani premier Beata Szydło. Jako kobieta i matka szczególnie powinna rozumieć ten problem i to, co teraz czują skrzywdzone przez niemieckich urzędników kobiety.

Sprawa ta wymaga poruszenia na najwyższych szczeblach dyplomatycznych. Przez lata Donald Tusk przekonywał nas o przyjaźni z Niemcami, a jak wiemy, przyjaźni nie ma, gdy krzywdzi się nasze rodziny i dzieci. Niech Niemcy na nowo zdefiniują swoją politykę względem nas i określą się, czy chcą, aby nasze narody żyły w przyjaźni? Dzisiaj tej przyjaźni nie ma.

W żadnym wypadku nie wzywam do nienawiści względem Niemców. Nam, Polakom katolikom, to uczucie musi być obce, ale bycie katolikiem nie oznacza, że człowiek jest naiwny. Musimy twardo bronić naszych obywateli, a szczególnie tych najmłodszych. Bo jak mówił św. Jan Paweł II: „Młodzież i dzieci są przyszłością świata, są przyszłością narodu i Kościoła”. Nie wyobrażam sobie, aby jakiekolwiek dziecko mogło być opuszczone przez państwo. Bo gdyby tak było, to nie byłaby Polska, jaką znamy i kochamy. A Polska jest naszą matką. 

Stanisław Kogut