Typowa demonstracja siły
Sobota, 13 sierpnia 2016 (20:49)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Doktorze, czy jak twierdzi brytyjski „The Financial Times”, komentując ostatni wzrost napięcia na wschodzie Ukrainy; Kijów i Moskwa po raz kolejny stoją na progu otwartej wojny?
– Myślę, że słowo wojna jest w tym przypadku pewnym nadużyciem. Prawdopodobnie Rosjanie wykorzystają obecne napięcie w sprawie Krymu do działań mających na celu istotne wsparcie separatystów w Donbasie. Należy przypomnieć, iż Ukraina nadal eksportuje do Rosji swoje towary i co za tym idzie – na tym polu mogą także nastąpić działania uderzające w gospodarkę tego kraju.
Co w takim układzie oznacza koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Krymem i Donbasem?
– Jest to typowa demonstracja siły, co zresztą jest specjalnością Moskwy. Tak czy inaczej Rosja ma w tym momencie bardzo dużo atutów w swoim ręku. Gospodarka ukraińska upada, rośnie napięcie społeczne w tym kraju powodowane pogorszeniem się warunków życia czy wprost biedą, ludzie już się zastanawiają, z czego zapłacą za gaz, gdy nadejdzie zima. Biorąc to wszystko pod uwagę działania militarne na dużą skalę ze strony Moskwy w stosunku do Kijowa byłyby w obecnej chwili nieracjonalne.
Czy w ogóle Rosja może sobie pozwolić na dużą operację ofensywną przeciwko Ukrainie i czy przypadkiem nie mamy do czynienia z szukaniem pretekstu do takich działań?
– Wyprowadzanie takiej operacji z Krymu, gdzie są tylko wąskie przesmyki, w sytuacji, kiedy Rosja posiada w innym miejscu setki kilometrów granicy lądowej, gdzie używając przenośni, mogłaby wejść w Ukrainę jak w masło, byłoby działaniem nierozsądnym. Nie mogłoby ono mieć na celu uderzenia rozstrzygającego na terenie południowo-wschodniej części Ukrainy. W związku z tym bardziej obawiałbym się destabilizacji obwodu odeskiego.
Co, jeśli już, powstrzymuje Putina?
– Takich elementów jest wiele chociażby: wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, odbudowa relacji z Europą Zachodnią, współpraca gospodarcza i polityczna z członkiem NATO, czyli z Turcją, czy też trwająca odbudowa wpływów Moskwy na Bałkanach. Atak Rosji na Ukrainę w tej chwili i w tej sytuacji byłby zwyczajnie głupotą. Rosjanie dużo prościej mogli to zrobić rok temu.
Ile Pana zdaniem warte są ustalenia Mińsk-1 i Mińsk-2, skoro wymiana ognia między stronami wciąż trwa?
– Wielokrotnie mówiłem, iż dla obu stron porozumienie Mińsk-2 jest tylko zawieszeniem walk. Treść tej umowy jest nie do wykonania i to zarówno dla Rosji, jak i dla Ukrainy. Wobec tego, z tej sytuacji wyjściem są tylko dwie drogi, albo zamrozić konflikt na lata, albo go ponownie ożywić.
Ukraińscy analitycy są zdania, że nie należy wykluczyć także prowokacji Rosji wobec krajów bałtyckich i Polski, aby te nie mieszały się w sprawy Ukrainy. Czy to tylko podgrzewanie psychozy antyrosyjskiej czy realne zagrożenie ze strony Rosji?
– Celem strategicznym Kijowa jest włączenie w konflikt z Moskwą jak najwięcej państw i to z punktu widzenia interesów Ukrainy wydaje się logiczne. Z kolei dla Moskwy celem jest – nawet kosztem swoich politycznych i wizerunkowych strat – nie dopuścić do tego. Więc nie uważam, aby obecnie istniało realnie takie zagrożenie dla Polski i krajów bałtyckich.
Mamy do czynienia z szantażem…?
– Oczywiście, że tak. Działań politycznych Rosja w stosunku do Polski się nie wyrzeknie, bo nie ma do tego żadnych powodów. Dopóki pomiędzy oboma państwami lub też grupami państw będzie trwało napięcie takie próby szantażu będą z całą pewnością podejmowane.
Boris Johnson i Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej wyrazili chęć normalizacji stosunków dwustronnych. Czy to oznacza zbliżenie Wielkiej Brytanii i Rosji?
– Takie same gesty widać ze strony obecnej premier Wielkiej Brytanii Theresy May. Jeżeli te zamiary rzeczywiście staną się faktem, to ostatni duży kraj Europy Zachodniej przejdzie z pozycji antyrosyjskich na drogę współpracy z tym państwem.
Jaka z tego lekcja płynie dla nas, dla Polski?
– W Europie Środkowej Polska w postawie konfrontacyjnej z Rosją zostanie tylko z państwami bałtyckimi, a tego należy uniknąć. Należy prowadzić w stosunku do Rosji wspólną politykę z całą Unią Europejską.