• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Czekamy na drugą, uczciwą szansę

Poniedziałek, 8 sierpnia 2016 (04:16)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w PZL Mielec, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak informację o tym, że przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii może zostać powtórzony, odbierają pracownicy Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu?

– Naszym zdaniem jest to pierwszy, ale jakże ważny krok w dobrym kierunku, w kierunku naprawy tego, co zepsuła koalicja PO – PSL. Wygląda na to, że nasze akcje protestacyjne w Mielcu, ale także w Warszawie miały uzasadnienie. Wierzymy wciąż, że ten przetarg zostanie unieważniony, bo powinien być, i że zostanie wdrożona procedura, która umożliwi powrót do gry tym zakładom, które decyzją poprzedniego rządu zostały wyrzucone za burtę. Czekaliśmy długo i cierpliwie, mam nadzieję, że te zapowiedzi, choć wciąż nieoficjalne, staną się faktem.

Konsekwencją wyboru francuskich caracali było zwolnienie około pięciuset osób w PZL Mielec. Czy gdyby wtedy decyzja rządu była inna, tych zwolnień udałoby się uniknąć?

– Z całą pewnością tak. Nie ulega wątpliwości, że redukcja etatów w PZL Mielec była związana z nadprodukcją śmigłowców Black Hawk. Jeśli rzeczywiście poprzedni przetarg zostałby unieważniony, rozpisany na nowo –zakładając, że polski rząd zamówiłby „Czarne Jastrzębie” – to absolutnie osoby, które wcześniej musiały odejść, a przypomnę, że są to wysoko wykwalifikowani fachowcy, teraz mieliby szansę powrócić do pracy.  

A zatem gra idzie o dużą stawkę…

– Przetarg śmigłowcowy to nie jeden, ale kilka obszarów. Problem dotyczy – tak jak powiedziałem – zatrudnienia przy produkcji, są też kwestie offsetowe, a w tle jest również bezpieczeństwo Polski. Patrząc na decyzje poprzedniego rządu, to takie rozstrzygnięcie nic nam nie dawało zarówno z ekonomicznego, gospodarczego, jak i ze społecznego punktu widzenia. Próbowano nam zafundować – zresztą bez żadnego uzasadnionego powodu – helikopter wyprodukowany zewnątrz, za granicą, co więcej zdecydowanie droższy od tych, które są produkowane w Polsce i bynajmniej nieodbiegający klasą od sprzętu zaoferowanego przez Airbus Helicopters. Błędny z technicznego punktu widzenia okazał się również wybór jednej platformy śmigłowcowej. Wypadek śmigłowca Eurocopter EC225 Super Puma zbudowanego na tej samej platformie, co helikopter EC-725 Caracal, do którego doszło nie tak niedawno w Norwegii, pokazuje najlepiej, że jedna platforma śmigłowcowa – jak to miało być w przypadku Polski – spowodowałaby uziemienie całej naszej floty. Reasumując, wybór francuskich caracali byłby decyzją błędną, a wręcz szkodliwą. Dzisiaj jest szansa, że nasze zakłady produkujące w Polsce powrócą do gry i jeśli przedstawią atrakcyjną ofertę, która spełni oczekiwania i potrzeby naszej armii, to mam nadzieję, że środki publiczne – przynajmniej w części – zostaną w Polsce i będą kołem zamachowym dla naszej gospodarki, a nie będą służyć gospodarce francuskiej i utrzymywaniu miejsc pracy we Francji.  

Czemu Pana zdaniem miała służyć zapowiedź, że jeśli oferta Francuzów zyska uznanie polskiego rządu, to Airbus Helicopters zainwestuje w rozwój Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi?

– To od początku był fałszywy argument koncernu Airbus Helicopters, na który dał się nabrać rząd PO – PSL i którym próbowano uzasadnić wybór francuskiej oferty. Przypomnę, że wszyscy trzej oferenci, którzy ubiegali się o kontrakt śmigłowcowy, zostali zobowiązani w ramach kryteriów do przedstawienia ofert współpracy z zakładem, który w przypadku wygranej konkretnej firmy podczas eksploatacji będzie dokonywał przeglądów czy remontów tego sprzętu. Każdy miał zawrzeć taką umowę, w tym również PZL Mielec. Nie jest zatem tak, jak próbowano to przedstawić opinii publicznej, że tylko Airbus Helicopters był tak szczodry w stosunku do Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Łodzi.

Czemu miało służyć to forowanie przez poprzedni rząd tylko jednego oferenta?  

– Nie obawiam się konsekwencji, dlatego powiem otwarcie, że poprzedni przetarg śmigłowcowy, który na razie wciąż jeszcze jest w toku, został ustawiony. Zostały tak umiejętnie dobrane kryteria, żeby już na pierwszym etapie rozpatrywania ofert wyeliminować dwie firmy PZL Mielec i PZL Świdnik, a pozostawić tę firmę, która miała wygrać. Taki był cel i ten cel – jak powszechnie wiadomo – został zrealizowany. Teraz, Bogu dziękować, pojawiła się nadzieja, że wrócimy do gry i po równej, a nie ustawionej jak wcześniej walce, być może skonsumujemy część tego intratnego zamówienia.

Do gry, jeśli do tego dojdzie, wróci nie tylko PZL Mielec, ale również PZL Świdnik. Czy nie obawia się Pan, że powstanie niezdrowa rywalizacja między tymi zakładami?

– Nie, nie obawiam się, bo tak jak wspomniałem wcześniej jedna platforma śmigłowcowa była błędem. Jeśli teraz ten błąd nie będzie powielony, to obaj producenci mogą się podzielić ofertą i zrealizować zamówienie np. na dwóch platformach, gdzie oferta byłaby poszerzona z korzyścią zarówno dla Wojska Polskiego, polskiej gospodarki, jak i dla PZL Mielec i PZL Świdnik. Na pewno jest szansa, że i Mielec, i Świdnik na tym przetargu skorzystają.

Skoro stwierdził Pan, że poprzedni przetarg mógł zostać ustawiony pod francuskiego oferenta, to czy nie powinny być wyciągnięte konsekwencje?

– Dokładnie tak. Powiem uczciwie, że mam nadzieję, iż po audycie, jaki w MON przeprowadził, min. Antoni Macierewicz doszedł do podobnych wniosków. Być może podczas zdawania relacji z tego audytu na posiedzeniu plenarnym Sejmu nie wszystko powiedział i zamiast słów zacznie działać. Mam nadzieję, że winni ustawiania przetargu i szkodliwych dla Polski działań zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

W jakim świetle widzi Pan teraz byłego szefa MON Tomasza Siemoniaka i w ogóle działania poprzedniego rządu, ale także prezydenta Komorowskiego, który osobiście ogłaszał, że wraz z caracalem została wybrana najlepsza oferta?

– Cała ta poprzednia ekipa PO – PSL i całe osiem lat ich rządów to było wielkie oszustwo. Na porządku dziennym mieliśmy PR-owskie zagrywki, wiele słów, mało treści i nic poza tym. Zamiast rządzić krajem i pracować dla Polski i Polaków politycy tej formacji myśleli, aby im i ich protegowanym było jak najlepiej. Dotyczy to także kierownictwa poprzedniego MON. Uczestniczyłem w rozmowach w MON i przyznam, że z taką butą, z jaką odnosił się do nas, którzy w końcu reprezentowaliśmy stronę społeczną, wiceszef resortu obrony Czesław Mroczek, zresztą w obecności min. Siemoniaka, nigdy wcześniej się nie spotkałem. To była żenada, takie zachowanie nie przystoi w końcu wysokiemu przedstawicielowi rządu polskiego. Kontakty z tym człowiekiem nie należały do przyjemności, ale cóż wykonywaliśmy swoje obowiązki. To pokazuje też, w jakiej atmosferze odbywały się rozmowy przedstawicieli władz z nami, przedstawicielami zakładów, którzy podjęliśmy próbę wyperswadowania rządzącym, że wybór francuskiej oferty nie ma racjonalnego uzasadnienia, a wręcz jest szkodliwy.

Ostatnio w PZL Mielec zaprezentowano nową uzbrojoną wersję śmigłowca S-70i Black Hawk. Czy to ma być dodatkowy argument za wyborem właśnie tej oferty, jeśli przetarg zostałby powtórzony?

– Ta wersja śmigłowca Black Hawk może występować w kilku odmianach, począwszy od typowego helikoptera wielozadaniowego poprzez wersję służącą do różnych misji, takich jak: ewakuacja medyczna, transport, wersję poszukiwawczo-ratowniczą po śmigłowiec ataku czy wsparcia ataku. Jest to tylko kwestia odpowiedniego wyposażenia, a zmiany można zrobić w stosunkowo bardzo krótkim czasie. W wersji bojowej na śmigłowcu można zamontować różnego rodzaju rakiety oraz pociski zarówno kierowane, jak i niekierowane. Ponadto sześć karabinów maszynowych różnego kalibru. Co istotne, część z nich może obsługiwać pilot. Tak wyposażona wersja „Czarnego Jastrzębia” może być z powodzeniem wykorzystywana do walki z żywymi celami, pojazdami takimi jak wozy pancerne czy z czołgami.

A zatem wybór Blacka Hawka to więcej miejsc pracy w PZL Mielec?

– Z całą pewnością tak. Wybiegając w przyszłość – jeśli przetarg zostałby powtórzony i jeśli zapadłaby decyzja o wyposażeniu polskiej armii w śmigłowce Black Hawk, a co za tym idzie zamówienie trafiłoby do Mielca, to można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że zatrudnienie w PZL Mielec powróciłoby do stanu sprzed roku, kiedy wykluczenie naszej oferty zaowocowało zwolnieniem ok. pół tysiąca osób.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki