Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Smaki i życzliwość Ukrainy
Piątek, 5 sierpnia 2016 (20:46)Na miejsca, gotowi do startu… chwila, chwila, wróćmy jeszcze do tego, co działo się wczoraj po zakończeniu relacji z dnia trzeciego. Pan Andrzej (gospodarz, który przyjął grupę NINIWA Team) okazał się niezwykle gościnnym człowiekiem. Po tym jak uczestnicy wyprawy skorzystali z kąpieli i rozbili swoje namioty, część grupy postanowiła udać się na spoczynek. Znaleźli się jednak tacy, na których kilometry przejechane tego dnia nie zrobiły wielkiego wrażenia. I to właśnie oni skorzystali z zaproszenia Pana Andrzeja na wspólną biesiadę.
Miejscem biesiady okazał się garaż na posesji gospodarza, gdzie nasi uczestnicy raczyli się specjałami podawanymi przez żonę Pana Andrzeja. Szczególnie do gustu przypadł im barszcz ukraiński z przepysznymi buraczkami oraz kiszone ogórki, do których Pan Andrzej podał pewien lokalny napój. Wspólne biesiadowanie trwało, trwało i trwało. Skończyło się późno, bo chwilę po 1.00, dokładniej mówiąc tak po 2.00, a chcąc być jeszcze bardziej precyzyjnym, to ok. 3.00.
Pobudka o godzinie 5.00, poranna toaleta, pakowanie rowerów i Pan Andrzej niosący pewien napój w ilości 5 l… Pyszne mleczko prosto od krowy – wspaniałe rozpoczęcia dnia. Potem pożegnania, wspólna modlitwa i podział na grupy, którego tego dnia dokonała Ola Burta, ale o tym nieco później.
No i w końcu możemy to powiedzieć: START! Godzina 6.00 czasu wschodnioeuropejskiego. To ważna informacja, ponieważ wraz z momentem przekroczenia granicy uczestnicy musieli przestawić zegarki o godzinę do przodu. To niby nic wielkiego, ale biorąc pod uwagę małą ilość snu oraz zmęczenie, to da się odczuć tę różnicę.
Pierwsze 50 km zaczęło się ciekawie, ponieważ już po 100 m jazdy w rowerze Łukasza Migały zepsuły się hamulce. Szybka reperacja i kolejne metry i kilometry poszły już gładko. Uczestników wyprawy po raz kolejny zszokowała bardzo dobra jakość drogi. Chodzi tu o drogę łączącą Lwów z Kijowem, która przeżyła kapitalny remont przed odbywającymi się 4 lata temu Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej.
Pierwszy postój to mała wioska, niestety jej nazwy nikt nie zapamiętał. Znajduje się tam mały sklep, w którym grupa postanawia zrobić drobne zakupy. Drobne zakupy? Przecież kantor przy Biedronce był nieczynny. Skąd zatem mają lokalną walutę na te drobne zakupy? Okazało się, że kawałek dalej za zamkniętą Biedronką znajdowało się istne zagłębię kantorów. Tam nasi dzielni uczestnicy zaopatrzyli się w hrywnę.
Po 45 minutach ruszają w drogę. Z podziałem na trzy ustalone wcześniej grupy. I tak grupa pierwsza: nazwali się „młode wilki”, przedział wiekowy 17-22, grupa druga określający siebie jako „ustabilizowani życiowo”, przedział wiekowy 23-26, grupa trzecia mówiący o sobie „mędrcy” to przedział wiekowy 26 i starsi. Oprócz nazw oficjalnych, używanych przez uczestników chcących określić swoją grupę, bardziej popularne stały się nazwy nieoficjalne, z których korzystano, chcąc określić uczestników innej grupy. I tak, grupa pierwsza to „dzieciarnia” i „małolaty”, grupa druga to „kryzys wieku średniego”, grupa trzecia to po prostu: emeryci, renciści i tzw. dziadki. Swoją drogą to bardzo miłe. Na pierwszy rzut oka widać, że relacje w grupie są bardzo dobre i wszyscy darzą się miłością.
Kolejne 50 km i kolejna przerwa. Ogromna życzliwość, otwartość i pozytywne nastawienie do grupy rowerzystów przez napotkanych ludzi. Ze wszystkich stron da się słyszeć pozdrowienia „Bóg z Wami”, mimo że nikt w sutannie na rowerze nie jedzie. O godzinie 12.00 koniec przerwy. Modlitwa „Anioł Pański” i ruszają dalej. Po 40 km dojeżdżają do dużego miasteczka. Na rynku uczestniczą w Mszy Świętej. Zainteresowanie mieszkańców tym, co dzieje się w ich miejscowości, przechodzi najśmielsze oczekiwania uczestników wyprawy. Zdjęcia, kamery, dyktafony, mega pozytywne nastawienie i okazywany szacunek przez mieszkańców dla tego, co robią. Po Mszy św. grupa rozdaje obrazki z Koronką do Bożego Miłosierdzia w języku rosyjskim i opowiada wszystkim zgromadzonym, jaki jest cel ich wyprawy i po co to wszystko. Nadszedł również czas na obiad, który z racji stojącej nieopodal budki z kurczakami z rożna przebiega niezwykle sprawnie. Godzina 15.00, wspólna modlitwa Koronką i ok. 15.30 ruszają dalej.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus zadaje apostołom pytanie kluczowe: „za kogo Mnie uważacie?”. Pytaniem kluczowym dla uczestników wyprawy, jak również dla nas jest pytanie: dokąd chcemy dojechać i jaki jest cel naszej podróży? Bo bez celu wszystkie nasze codzienne zmagania są niczym.
Ostatni etap dzisiejszej jazdy to 60 kilometrów, podczas których daje się we znaki bardzo dobra, słoneczna pogoda. Zmęczenie oraz nabyta w ciągu dnia opalenizna nieco dokuczają na tym odcinku drogi. Rowerzyści docierają do miejscowości Pantaliya. Chwilę wcześniej zatrzymują się jeszcze w pobliskim sklepie, gdzie zaopatrują się w najpotrzebniejsze artykuły. Nocleg tak jak w dniu wczorajszym znajdują w pierwszym napotkanym gospodarstwie. Kawałek łąki pod namiot i kąpiel z węża oraz bardzo życzliwi ludzie.
Warto jeszcze wspomnieć o dzisiejszych awariach. Oprócz tej, która przytrafiała się rano Łukaszowi, swoje pięć minut mieli również Paulina Hepner i jej pęknięta dętka, Paweł Durkalec wraz ze swoją połamaną szprychą oraz Krzysztof Duk, którego upadek po wjechaniu na kamienie leżące na poboczu drogi zmroził wszystkich. Całe szczęście Krzysztof to prawdziwy twardziel i podrapany łokieć oraz zdarte kolano to dla niego nie powód, by rozczulać się nad sobą.
Na koniec dnia swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami podzieliła się Ola Burta, jedna z młodszych uczestniczek tegorocznej wyprawy. Ważnym elementem tego dnia było dla niej wzajemne wsparcie w grupie. Doświadczenie swojej słabości i przekonanie, że bez oddania trudów drogi Bogu mogłaby nie pokonać dzisiejszych 207 km. Ukraina to dla niej Polska sprzed 20 lat. Tak przynajmniej próbuje ją sobie wyobrazić. Podkreśla życzliwość i uprzejmość napotkanych ludzi.
Marcin, NINIWA Team