Jest granica wolności wypowiedzi
Środa, 20 lipca 2016 (10:11)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy wyrok sądu uznający byłego posła Witolda Tomczaka winnym uszkodzenia rzeźby w warszawskiej Zachęcie nie otwiera drogi do publicznego obrażania uczuć religijnych przez tzw. artystów w różnych dziedzinach?
– W tym przypadku mamy do czynienia z nierównym traktowaniem stron. I tak z jednej strony powiada się, że artyści mają nieskrępowane możliwości do wyrażania swoich artystycznych uczuć i w związku z tym mogą robić to, co chcą. Nie zważając przy tym, czy razi to czyjeś uczucia, czy też ich nie razi. To pokazuje, że im wolno więcej. Natomiast ci, którzy również mają własne odczucia i czują się dotknięci tą „sztuką”, takich praw niestety są pozbawiani. To jest klasyczny przykład właśnie nierównego traktowania stron. Artysta ma prawo w nieskrępowany sposób wyrażać swoje uczucia nawet wtedy, gdy rani innych, dotyka sfery, którą ci ludzie mają zagwarantowaną konstytucyjnie – czym lekceważy postanowienia Konstytucji RP w tym zakresie. Z drugiej strony odmawia się tego prawa do reagowania tym, którzy poczuli się dotknięci działaniami tzw. artystów. I to jest niepokojące.
W związku z tym czy mamy do czynienia z testowaniem przez różne środowiska neoliberalne, na ile w Polsce można sobie pozwolić, jeśli chodzi o szanowanie uczuć religijnych?
– Należałoby się zastanowić, czy pojawienie się rzeźby obrażającej Ojca Świętego Jana Pawła II – Papieża Polaka w warszawskiej Zachęcie nie było elementem większej całości – międzynarodowej polityki ośmieszania i osłabiania autorytetu Kościoła katolickiego oraz naszych narodowych autorytetów. Ten proces testowania naszych uczuć religijnych trwa już od wielu lat. I katolicy w Polsce są niestety coraz częściej i coraz bardziej obrażani i poniewierani, a na świecie sięga to nawet mordów. W naszym kraju wiernym katolikom odmawia się wielu praw, co więcej, mamy też próby zepchnięcia religijności do sfery prywatnej. To pokazuje, że ten proces ośmieszania i osłabiania autorytetu Kościoła katolickiego nie został powstrzymany. Gdyby wyrok w procesie byłego posła Witolda Tomczaka był inny, to uważam, że byłby to pierwszy i ważny krok do tego, żeby powstrzymać tzw. artystów od działalności, która godzi w dobra osobiste ludzi wierzących i razi ich uczucia religijne. Tym bardziej że tego typu działania obrażające uczucia innych osób są prawnie zabronione. Stanowi o tym kodeks karny, tyle że, jak się okazuje, nie ma on zastosowania wobec tzw. artystów i wytworzonych przez nich „dzieł”, ma natomiast zastosowanie wobec tych, którzy protestują, nie mogąc się pogodzić z obrażaniem i lekceważeniem swoich uczuć religijnych.
Panie Pośle, czy ta sprawa nie pokazuje, że przynajmniej w tym zakresie wymiar sprawiedliwości w Polsce wymaga reform?
– W mojej ocenie, prawo jest tutaj dość jednoznaczne. Natomiast jest niewłaściwie stosowane i to jest problem.
Z czego to wynika?
– Mamy tu do czynienia z czynnikiem ludzkim, a więc z uznaniem sędziów. Myślę, że trudno to traktować jako swobodną ocenę zgromadzonych dowodów, natomiast bardziej skłaniałbym się do tego, że jest to dowolna ocena. Tyle że między tymi dwoma pojęciami jest zasadnicza różnica. Czym innym jest swobodna ocena dowodów, a czym innym dowolna ich interpretacja. W tym wypadku skłaniałbym się do tego, że mamy do czynienia z dowolną, wybiórczą oceną sądu. Jednak jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie, jak sądzę, jest to też pewien element niezawisłości sądów. Ponieważ toczy się coś w rodzaju walca – nie tylko przez Polskę, ale przez Europę i świat, że względem chrześcijan można sobie na wiele pozwolić. Panuje przekonanie, że chrześcijanie mają to znosić w pokorze. I jak sądzę, tej atmosferze ulega wielu sędziów, którzy nie mają w sobie dość odwagi, aby się temu skutecznie przeciwstawić, podejmując decyzje zupełnie w zgodzie z obowiązującym prawem. A zatem stosują się do tzw. poprawności politycznej, a nie do ducha prawa.
Czy wolność słowa i sposób wyrażania artystycznego nie powinny mieć granic, zwłaszcza jeśli chodzi o bluźnierstwo?
– Oczywiście, że powinny mieć swoje granice. Niestety utarło się, że najważniejsza jest wolność, ale przecież nie ma wolności nieograniczonej. Wolność również ma swoje granice.
Jakie to granice?
– Granicą wolności wypowiedzi artystycznej jest wolność drugiego człowieka. A zatem artysta nie może w sposób nieograniczony korzystać ze swojej wolności, nie zważając na to, czy aby realizując swoje prawo do wolności, nie zagraża wolności innych ludzi. W tym wypadku mamy do czynienia właśnie ze źle pojmowaną wolnością artystyczną. Artysta może wyrażać swoje uczucia artystyczne, ale też musi się liczyć z tym, żeby nie obrażać uczuć religijnych innych osób.