• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Chińczycy stawiają na technologię

Wtorek, 27 listopada 2012 (02:07)

W Państwie Środka władzę przejęła kolejna generacja polityków Komunistycznej Partii Chin.

Zmiany mają kluczowe znaczenie w sytuacji Państwa Środka, które w ciągu jednej generacji stało się drugą światową potęgą i jest na dobrej drodze, by wyprzedzić światowego lidera - USA.

Jak sugeruje "Wall Street Journal" w artykule "China´s New Boss", powołując się na przecieki WikiLeaks, sam Barack Obama wspierał starania amerykańskich firm - FedEx, Motoroli, Citibanku, a nawet McDonald´s - w dostępie do rynku chińskiego.

Debata na temat eksplozji potęgi Chin trwa. Coraz to nowi ekonomiści rozważają przyczyny 20-krotnego wzrostu potencjału gospodarczego w ciągu 30 lat. Eksperci przewidują jednocześnie, że rok 2015, kiedy to liczba osób w wieku produkcyjnym osiągnie swoje lokalne maksimum - 996 mln osób, wyznaczy granicę rozwoju Państwa Środka.

Zgodnie z diagnozą laureata Nagrody Nobla Artura Lewisa, Chiny, utrzymując niski poziom kursu walutowego, były w stanie realokować setki milionów ludzi do przemysłu o wyższej produktywności. Przedsiębiorstwa, korzystając z taniej siły roboczej, osiągały nadzwyczajne zyski, które były realokowane w nowe inwestycje produkcyjne wchłaniające wolne zasoby pracowników. Dzięki temu przez dziesięciolecia udało się utrzymać nadzwyczajnie wysoki wzrost gospodarczy. W Państwie Środka obok rozwoju gospodarczego wystąpił wzrost rezerw walutowych z poziomu 170 mld dol. na początku 2001 r. do 3,2 biliona dol. pod koniec zeszłego roku, a więc 40 proc. PKB.

Chiny mimo wyczerpania taniej siły roboczej i wzrostu kosztów pracy zmniejszających zyskowność produkcji rozbudowują infrastrukturę, a dalszą ekspansję mają szansę kontynuować w oparciu o nowe technologie. Według byłego ekonomisty Banku Światowego Louisa Kuijsa, na wysoką produktywność pracy wpłynął wzrost wskaźnika relacji kapitału do pracy - z poziomu 45 proc. w latach 1978-1994 do 64 proc. w okresie 1995-2009. Jednocześnie w tym czasie udział konsumpcji prywatnej w PKB spadł poniżej 35 proc., podczas gdy poziom inwestycji stałych wynosi powyżej 45 procent.

Chińczycy zdają sobie sprawę z nadchodzących wyzwań związanych z przejściem od "ekstensywnego" do "intensywnego" modelu wzrostu. Dotychczasowa przewaga technologiczna Zachodu ulega bardzo szybkiej redukcji, traci on swoją dominację w publikacjach, patentach i badaniach podstawowych. Dzieje się to nieprzypadkowo. Chiny wydają rocznie 2,5 mld dol. na kształcenie zagraniczne swoich studentów. Nawet jedyna córka obecnego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin Xi Jinpinga studiuje na Uniwersytecie Harvarda.

Jak podaje Kathrin Hille, pięć lat temu na Uniwersytecie Wisconsin na 150 studentów z zagranicy Chińczyków było 3-4. Obecnie jest ich już jedna trzecia. Na "armię" 285 tysięcy studentów, którzy w 2010 roku wyjechali z Państwa Środka na studia (320 tysięcy w 2011 r.) 158 tysięcy - wzrost o 163 proc. od 2000 r. - studiuje w USA, a 67 tys. w Wielkiej Brytanii. Przy czym w USA 19,2 proc. studiuje na kierunkach inżynierskich, 10,6 proc. na informatycznych, a zaledwie 4,3 proc. filologię angielską. Jak wynika ze statystyk dla roku 2012, liczba podań na studia w USA wzrosła o dalsze 18 proc., na studia licencjackie jeszcze więcej, bo o 43 procent.

Pogoń za wiedzą Chińczyków procentuje. Poziom uniwersytetów chińskich jest tak wysoki, że wyjazd zagraniczny staje się drugą preferowaną opcją, koncerny międzynarodowe przenoszą tam swoje ośrodki naukowe, a BASF wprost zadeklarował przeniesienie do Azji 25 proc. swoich ośrodków badawczych.

Wzrost znaczenia Państwa Środka rządzonego przez komunistów ma również swoje drugie dno. Komunistyczna Partia Chin prowadzi politykę antyreligijną, nie uznaje zwierzchności Papieża nad Kościołem katolickim. Władze zmuszają również rodziny, nierzadko w bestialski sposób, do posiadania jednego dziecka, co wiąże się z zabijaniem dzieci poczętych na skalę masową.

Dr Cezary Mech, finansista