• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Podatek od prawdy

Wtorek, 27 listopada 2012 (02:07)

Trudno zachować spokój, kiedy obserwujemy politykę rządzącej koalicji wobec mediów. Kiedy jednak poddamy wydarzenia tego roku chłodnej analizie, a szczególnie zastanowimy się nad sensem stosowanych narzędzi ekonomicznych wobec nadawców radiowych i telewizyjnych, wyraźnie zobaczymy kilka stałych elementów tej polityki.

Jakieś ręce działają tak, by tylko najbogatsi mogli być u nas nadawcami radiowymi i telewizyjnymi. Jakieś ręce pilnują, by nie rozwijał się pluralizm mediów, by stawiać bariery przed mediami katolickimi i chronić monopol lewicowo-liberalny. Jakieś ręce systematycznie osłabiają i prowadzą do bankructwa media publiczne.

Oprócz tych rąk, które znamy, działają też niewidzialne. Dlatego minister kultury odsuwa na święty nigdy takie ustawy, które mają naprawić rynek mediów elektronicznych, koalicja PO - PSL nie poprawia złych ustaw, kiedy trzeba, a nowe rozwiązania wprowadza w pośpiechu za późno, pod presją kar unijnych. Wtedy nie ma mowy o rzeczowej debacie publicznej nad uchwalaniem przepisów, które zwiększą, a nie ograniczą wolność słowa, które zwiększą, a nie ograniczą dostęp do mediów ze strony katolików.

W tym szaleństwie jest metoda

Koalicja PO - PSL wprowadziła nowe przepisy, które znacznie podnoszą koszty nadawania niektórych programów radiowych i telewizyjnych. Państwo zacznie pobierać opłaty za użytkowane częstotliwości według limitów wielokrotnie przewyższających dotychczasowe stawki.

Do budżetu ściągnięte zostaną od nadawców ustalone według nowych zasad opłaty koncesyjne. Nowe regulacje uderzają przede wszystkim w nadawców katolickich. Wysoka bariera finansowa została postawiona Telewizji Trwam, zagrożone ekonomicznie jest Radio Maryja. Wprowadzając nowe prawo, rząd upiekł przy jednym ogniu kilka pieczeni.

Powstał mechanizm, który jeszcze bardziej uzależnia "zaprzyjaźnione" media komercyjne od władzy, a także dodatkowo osłabia zagrożone bankructwem media publiczne. Wyższe stawki opłat dla nadawców to także zapora przed pojawieniem się nowych niezależnych mediów, które nie będą mogły sprostać wymaganym przez państwo wpłatom do budżetu.

Po raz kolejny udowodnione zostało, że przy pomocy swoistego "podatku od mediów" władza może skutecznie kształtować rynek nadawców, a pośrednio wpływać na prezentowane w mediach treści.

Nadawanie programów radiowych i telewizyjnych wymaga korzystania z częstotliwości radiowych. Każdy z nadawców musi co roku płacić za ich używanie określone w przepisach sumy na rzecz budżetu państwa. Wysokość opłat określona jest w ustawie Prawo telekomunikacyjne (tam zapisane są maksymalne dopuszczalne stawki) oraz sprecyzowana w rozporządzeniu Rady Ministrów.

Nikt nie jest zwolniony z tych opłat, wnoszą je zarówno nadawcy komercyjni, jak również TVP i Polskie Radio, a także nadawcy społeczni, tacy jak Radio Maryja.

Dotychczas maksymalna dopuszczalna ustawą stawka dla ogólnopolskiej stacji radiowej wynosiła ok. 2,5 miliona. W obowiązującym dotąd starym rozporządzeniu faktycznie ponoszona opłata dla radia obejmującego zasięgiem cały kraj wynosiła blisko 900 tysięcy złotych.

Dotychczasowa opłata za ogólnopolską telewizję analogową w ustawie określona była natomiast na poziomie 17 milionów rocznie, a faktycznie, według rozporządzenia, 2,8 miliona. Za cały multipleks telewizji cyfrowej opłata z ustawy wynosiła 240 tys. zł, a nadawcy płacili według rozporządzenia 103 tys. zł rocznie. Pamiętajmy, że w multipleksie mieści się osiem programów, więc koszt dla jednego nadawcy wynosił rocznie tylko 13 tys. złotych.

Projekt nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego, liczący wraz z uzasadnieniem ponad siedemset stron, który rząd przed kilkoma miesiącami skierował do Sejmu, wprowadzał nowe, horrendalnie wysokie stawki maksymalne.

Dla ogólnopolskiego radia nowy limit wynosił aż 297 mln zł rocznie (!), a dla multipleksu telewizji cyfrowej - 99 milionów. Wobec głosów uzasadnionej krytyki ze strony opinii publicznej i nadawców wysokość stawek obniżono, ale i tak są one zaporowe: dla radia zamiast obecnie obowiązującej maksymalnej kwoty 2,5 mln wynoszą 4 mln, a dla telewizji cyfrowej zamiast 13 tys. zł - 1,4 mln (1/8 kwoty za cały MUX). Ostateczne stawki zostaną ustalone w rozporządzeniu do ustawy, które będzie przyjęte dopiero po wejściu w życie nowego Prawa telekomunikacyjnego, czekającego obecnie na podpis prezydenta.

Rząd będzie mógł w każdej chwili zmienić rozporządzenie, niekorzystnie dla nadawców, choćby w celu załatania dziury budżetowej lub usunięcia z eteru najmniej zamożnych, a krytycznych wobec władzy. Nowe prawo oznacza już na pewno poważną zmianę dla Telewizji Trwam domagającej się miejsca w multipleksie cyfrowym. Fundacja Lux Veritatis będzie musiała planować rocznie w swych kosztach dodatkowe półtora miliona złotych opłat za częstotliwości, jeśli otrzyma koncesję i zacznie nadawać naziemnie.

Częstotliwości na aukcji

Nowe prawo negatywnie wpłynie także na stan finansów TVP. Nadawca ten poniesie dodatkowy koszt za używanie połowy multipleksu 1 i całego multipleksu 3 w wysokości 15 milionów złotych.

Przy tej okazji warto dodać kilka zdań na temat polityki państwa w zakresie opłat za częstotliwości dla nadawców radiowych oraz telewizyjnych. W wielu krajach radio i telewizja nie są obarczane wysokimi opłatami za używanie częstotliwości. Zwolnieni z tych opłat całkowicie są nadawcy publiczni i społeczni.

Nawet nadawcy komercyjni płacą tylko tyle, ile wynoszą koszty administrowania częstotliwościami. Są państwa, które starają się nie zarabiać dodatkowo na tej dziedzinie usług audiowizualnych, próbując nie blokować rozwoju nowych nadawców, poszerzając pluralizm i korzystanie z wolności słowa.

Bowiem im wyższe opłaty za korzystanie z częstotliwości, tym bardziej rynek radia i telewizji jest zdominowany przez najbogatsze koncerny medialne. Dla treści religijnych, społecznych oraz kulturalnych, dla treści niezgodnych z nurtem lewicowo-liberalnej komercji w takim świecie mediów nie ma miejsca, gdyż zwykle nadawców tego typu nie stać na coroczne opłacanie wysokiej daniny za częstotliwości.

W nowym Prawie telekomunikacyjnym kryje się jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Częstotliwości mają być sprzedawane na aukcjach, a rząd zamierza dzięki temu już w przyszłym roku pozyskać do budżetu kwotę blisko trzech miliardów złotych. Wyprzedaż częstotliwości na rzecz potężnych międzynarodowych koncernów telekomunikacyjnych skutkować może w przyszłości zagarnięciem zbyt wielu pasm na usługi niezwiązane z nadawaniem programu radiowego i telewizyjnego.

W USA doszło w rezultacie do zmniejszenia pluralizmu własności, a także treści mediów, oraz podporządkowania programów telewizyjnych właścicielom telefonii komórkowej i globalnym firmom transmitującym treści z internetu. Spowodowało to jeszcze większą dominację mediów lewicowo-liberalnych. Ta tendencja widoczna jest także w krajach Europy Zachodniej.

Barbara Bubula