• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Renesans dyktatur

Poniedziałek, 18 lipca 2016 (04:19)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak należy odczytywać to, co się wydarzyło w Turcji – czołowym państwie NATO i kraju aspirującym do członkostwa w Unii Europejskiej?

– Tak naprawdę Turcja nie chce być już członkiem Unii Europejskiej, ale chce w ramach swojego stowarzyszenia otrzymać pewne przywileje należne państwom członkowskim. W obecnej sytuacji, jaka panuje w Europie, Ankara woli przeczekać i zobaczyć, co się stanie w najbliższych latach ze Wspólnotą. Natomiast dla Brukseli wzrastający autorytaryzm w Turcji jako przyszłym państwie członkowskim jest nie do zaakceptowania. Nieudany, a według wielu komentatorów kontrolowany zamach stanu w Turcji, miał na celu ujawnienie opozycji obecnego prezydenta i pozbycie się tych ludzi z armii, administracji i polityki.

Co jest przyczyną, co sprawia, że część wysokich dowódców tureckich ucieka się do buntu przeciw władzy?

– Prezydent Erdogan przez armię był coraz bardziej odczytywany jako realizator interesów Stanów Zjednoczonych w regionie. Armia, która od lat prowadzi operację na swoim terytorium przeciw Kurdom, opierała się interwencji zbrojnej w Syrii, na której z kolei zależało Waszyngtonowi, bo to spowodowałoby upadek obecnego prezydenta Syrii Baszara al-Asada. Ponadto armia była także ostoją tradycji świeckości państwa w przeciwieństwie do obecnej władzy, która powoli administracyjnie islamizuje ten kraj.

Czy jeśli doszłoby do rozłamu w armii to Turcji groziłaby wojna domowa?

– Zapewne tak, ale nie wykluczam powstania opozycji w społeczeństwie, która może wskutek terroru sięgnąć po instrumenty zamachów na przedstawicieli tureckich władz. W takim wypadku może dojść do wieloletniej destabilizacji wewnętrznej tego państwa. Stron zainteresowanych osłabieniem Turcji w świecie nie brakuje.

Czy i na ile uzasadnione są głosy, że cały ten pucz zorganizował i zaplanował sam prezydent Erdogan, w końcu to on najbardziej na tym zyskuje? 

– To jest bardzo trudne pytanie i jedna z wielu hipotez. To, że prezydent Erdogan zyskuje, jest bezdyskusyjne, ale udowodnienie tego, a nawet znaczne uprawdopodobnienie tej tezy doprowadziłoby do wewnętrznych wstrząsów w tym państwie i poszerzenia pola społecznego opozycji. Jeżeli sam Erdogan pójdzie na fali pacyfikacji buntu w stronę autorytaryzmu, spowoduje problemy wewnątrz NATO, gdyż Turcja stałaby się członkiem łamiącym wprost zasady demokratyczne.

Jaką politykę prowadzi Erdogan, czy to nie jest dyktatura? Turcja nie wchodzi w okres destabilizacji?

– Tak jak powiedziałem, Turcja ma poważne problemy wewnętrzne. Około dwustu tysięcy Kurdów opuściło wschodnie prowincje tego państwa wskutek walk powstańców z rządem. Ponadto po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu Su-24 przez tureckie F-16 w listopadzie ubiegłego roku Rosja zaczęła militarnie wspierać Kurdów. Niewykluczone, że także Moskwa oddziaływała na opozycję w tym państwie. Ostatnie gesty Erdogana w stosunku do Putina świadczyły o chęci wymuszonej normalizacji stosunków między tymi państwami. Także Iran ma interes w tym, aby przynajmniej czasowo zdestabilizować Turcję. To pokazuje, że zapewne Turcja w jakimś stopniu będzie w fazie destabilizacji.

Czy po nieudanej próbie puczu Ankara zdystansuje się do Zachodu i zbliży do reszty krajów muzułmańskich?

– Ankara na obecną chwilę nie może tego zrobić, gdyż potrzebuje sojuszników. Na Bliskim Wschodzie – jak wspomniałem – ma poważnego wroga w postaci Iranu. Dodatkowo rywalizuje z Arabią Saudyjską o przywództwo w regionie, nie należy też zapominać, że również Izrael jest zainteresowany osłabieniem tego państwa. To wszystko uprawdopodabnia tezę, że Ankara,chcąc nie chcąc, będzie się trzymać Zachodu, jednocześnie nie zrażając sobie państw muzułmańskich.

Co Pana zdaniem sytuacja w Turcji oznacza dla Europy, dla której Turcja miała być katalizatorem, jeśli chodzi o neutralizację problemu uchodźców?

– Turcja tylko taktycznie i czasowo wstrzymywała uchodźców. Oczywiście zainteresowana była pozostawieniem u siebie wykształconych i muzułmańskich Syryjczyków, którzy byliby dodatkowym wsparciem w islamizacji państwowej przestrzeni Turcji. Obecnie będzie wzmacniała falę uchodźców Kurdów z tego państwa i ponownie uchodźców z Afryki i Afganistanu.

Skoro na dobrą sprawę władza ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza znajduje się w rękach jednego człowieka, to czy możemy mówić jeszcze o Turcji jako państwie demokratycznym?

– Demokracja w Turcji była w ostatnich latach wielokrotnie łamana. Widoczne to było chociażby przy licznych przypadkach tłumieniach wszelkich społecznych protestów. Generalnie w tym regionie świata widzimy renesans dyktatur jako formy sprawowania władzy. Turcja jest tego najlepszym przykładem.

Po ostatnich wydarzeniach w Turcji jakoś ze strony ośrodków decyzyjnych Unii Europejskiej nie słyszałem ponagleń o poszanowanie demokracji?

– I takowych nie będzie. Można to porównać do wprowadzania demokracji w Serbii w latach dziewięćdziesiątych poprzez bombardowania NATO. W tym samym czasie państwa, które tego dokonywały, rozwijały kontakty gospodarcze z Chinami, które jednocześnie oskarżano o łamanie praw człowieka. Siłą pewne wartości wprowadza się w stosunku do państw słabych, wobec dużych i silnych obowiązują inne standardy.

Czy ten pucz nie świadczy o tym, że gdzie jak gdzie, ale w Turcji nie ma demokracji?

– Proszę pamiętać, iż w świecie Islamu nie ma demokracji, bo już sama religia to wyklucza. Dopóki Turcja była świeckim państwem, to demokracja miała się tam nieźle, ale obecnie przy islamizacji struktur tego państwa demokracja jest to obca forma sprawowania władzy.

Czy w tej sytuacji będzie możliwe utrzymanie porozumienia pomiędzy UE a Turcją w kwestii uchodźców?

– Przez pewien czas to porozumienie będzie jeszcze w sposób ograniczony obowiązywać, ale w dłuższej perspektywie należy się spodziewać, że dojdzie do nowych negocjacji. Zapewne będzie mowa o znacznie większych pieniądzach, niż Turcja miała zakontraktowane do tej pory.

Czy to, co się dzieje w Turcji, może się odbić na pozycji międzynarodowej tego kraju, zwłaszcza jeśli chodzi o rywalizację z Rosją na Kaukazie?

– Turcja wspierała separatyzm kaukaski i Tatarów na Krymie. Nie wydaje mi się, aby z tego zrezygnowała, gdyż to są jej tradycyjne kierunki ekspansji. Natomiast obawiam się zaostrzenia relacji tego państwa z innymi członkami NATO, zwłaszcza jeśli chodzi o Grecję, Cypr i Bułgarię.

Opinia międzynarodowa dość powściągliwie, zwłaszcza w nocy z piątku na sobotę, reagowała na wydarzenia w Turcji. Zastanawiam się nad słowami prezydenta Obamy, który w Warszawie zachęcał do utrzymania zasad demokratycznych w Polsce. Czy Pana zdaniem tak samo pryncypialny byłby w odniesieniu do wydarzeń w Turcji i prezydenta Erdogana?

– Turcja jest mniej zależna od Stanów Zjednoczonych niż Polska. We wszystkich operacjach Waszyngtonu w tej części świata płacono Turcji miliardy dolarów za korzystanie z jej baz oraz za możliwość przelotów przez jej terytorium. W przypadku Polski to my płacimy za obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju. To pokazuje, że Amerykanie nie mogą sobie pozwolić wprost na takie uwagi wobec Ankary.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki