Uśpiona czujność Francuzów
Piątek, 15 lipca 2016 (20:43)Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Generale, masakra w Nicei to już trzeci zamach we Francji na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Można powiedzieć, że terroryści robią, co chcą?
– Niestety, ale fakty są takie, a nie inne, i sytuacja rzeczywiście może napawać grozą. Po zamachach na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” czy na sali koncertowej Bataclan atak w Nicei jest już kolejnym w samej Francji, nie wspominając już o zamachach w Belgii czy innych krajach Europy. To sprawia, że możemy mówić o pewnym stopniu zastraszenia społeczeństwa europejskiego przez organizacje terrorystyczne, takie chociażby jak tzw. Państwo Islamskie. Wczorajszy zamach w Nicei musi być jeszcze potwierdzony jako akt terrorystyczny, że mamy do czynienia z atakiem rasowego terrorysty, np. samotnego wilka czy też może z wyczynem szaleńca, frustrata niezwiązanego bezpośrednio z organizacją terrorystyczną. Nie ma jednego modelu terrorysty – człowieka, którego celem jest zabijanie innych ludzi. Tak czy inaczej ilość ofiar oraz wymiar spektakularny tego, co się wydarzyło na promenadzie w Nicei, może świadczyć o tym, że był to atak wspierany przez organizację terrorystyczną.
Czy wydarzenia z Nicei nie są dowodem, że francuski rząd, czy w ogóle Unia Europejska po prostu sobie nie radzą w walce z terroryzmem?
– No cóż, przez kilka lat po zamachach w Londynie czy w Madrycie mieliśmy pozornie ciszę. Być może było to uśpienie czujności europejskich służb. Z drugiej jednak strony w ubiegłym tygodniu dobiegły końca Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej we Francji, podczas których, mimo wcześniejszych obaw, nie doszło do poważniejszych zakłóceń, a tym bardziej zamachów terrorystycznych. Nie można wykluczyć, że organizacje terrorystyczne, zdając sobie sprawę, że służby bezpieczeństwa są postawione w stan najwyższej gotowości, chciały przeczekać ten moment. Kiedy powietrze zeszło, być może terroryści wykorzystali moment i nastąpiło to uderzenie.
Dotychczas terroryści uderzali za pomocą ataków bombowych czy samochodów-pułapek. Czy patrząc na zamach w Nicei, można powiedzieć, że wykorzystują wszystkie możliwe środki, żeby zabijać?
– Wydarzenia z Nicei pokazują, że każdy środek, który służy do osiągnięcia celu, żeby zabić, zastraszyć, jest dobry. Co więcej, gama środków wykorzystywanych przez terrorystów do zbrodniczej działalności może być coraz szersza. Możemy mieć do czynienia np. z „brudną bombą”, ze środkami chemicznymi czy biologicznymi, które są jeszcze bardziej niebezpieczne, bo rozprzestrzeniają się w trybie lawinowym, co więcej, są trudne do wykrycia, przeciwdziałania czy zwalczania. Jakby na to nie spojrzeć, trzeba powiedzieć, że gama środków, którymi mogą dysponować i posługiwać się terroryści, jest wręcz nieograniczona.
Czy to znaczy, że terroryści są wciąż o krok przed nami?
– Może nie aż tak. Natomiast ze względu na to, co wydarzyło się wczoraj w Nicei, i jeśli rzeczywiście się potwierdzi, że był to zamach przygotowany przez organizację terrorystyczną, to trzeba będzie podjąć bardziej zdecydowane, drastyczne środki przeciw ekstremizmowi czy w walce z terroryzmem. Chcę jednak podkreślić, że samo fizyczne zwalczanie terroryzmu to jedna strona medalu i to bez wątpienia rzeczywiście musi mieć miejsce, natomiast druga sprawa to działania zmierzające do przeciwdziałania zjawiskom terrorystycznym. Niestety wciąż brakuje zdecydowanych kroków w celu zwalczania przyczyn powstawania terroryzmu. Mam tu na myśli konflikt w Syrii, który wciąż pozostaje nierozwiązany, podobnie jak napięta i bardzo trudna sytuacja w Iraku.
Jak w kontekście tego zamachu postrzega Pan wypowiedź szefa MSZ Rosji Sergieja Ławrowa, który stwierdził, że konieczne jest zintensyfikowanie działań Rosji i Stanów Zjednoczonych w walce z terroryzmem. Czy skłócony świat – mimo wszystko – będzie w stanie się dogadać i podjąć skuteczną walkę z terroryzmem, a nie tylko o tym mówić?
– Myślę, że nie ma innego wyjścia. To Rosja i Stany Zjednoczone są głównymi graczami na tej scenie. Te dwa państwa, niekwestionowane w świecie mocarstwa, dysponują odpowiednią siłą i potęgą. Ale walka z terroryzmem nie może się ograniczyć jedynie do działań Stanów Zjednoczonych i Rosji, ale w tej grze powinny uczestniczyć również inne państwa, które zostały dotknięte falą terroryzmu czy których ten problem może dotyczyć. Mam tu na myśli kraje Unii Europejskiej, ale także państwa Azji czy Bliskiego Wschodu. Osobiście jestem zwolennikiem zintensyfikowania działań przeciwko terrorystom. I wydaje mi się, że wielkie mocarstwa „rzucone na kolana” konsekwencjami zamachów terrorystycznych muszą zareagować. Przecież ofiarą terrorystów padły setki niewinnych ludzi m.in. w Turcji, Bagdadzie, Francji, Belgii czy w innych państwach i to nie jest przypadek. Tym bardziej należy zintensyfikować działania. W obliczu poważnego ogólnoświatowego zagrożenia terroryzmem największe mocarstwa, bez względu na swoje różne ideologie i odmienny sposób myślenia, powinny skonsolidować swoje działania i razem zwalczać to zagrożenie.
Patrząc na Niceę, jak to możliwe, że duża ciężarówka bez kontroli została przepuszczona przez policję i pod pretekstem dostawy lodów do okolicznych sklepów dostała się na promenadę w Nicei i to podczas tak licznego zgromadzenia?
– To może świadczyć tylko o jednym, że zbagatelizowano kwestie ochrony tak wielkich, masowych imprez, do których z pewnością można zaliczyć tę w Nicei podczas obchodów Dnia Bastylii. To zlekceważenie problemu doprowadziło do zamachu terrorystycznego, do tragedii o straszliwych konsekwencjach. Jednak, żeby w sposób właściwy i skuteczny zwalczać terroryzm, trzeba być poniekąd wizjonerem i umieć przewidywać sytuacje. Im więcej zagrożeń jesteśmy w stanie wygenerować i przewidzieć, tym lepiej będziemy przygotowani do ich zwalczenia czy przeciwdziałania im. W tego typu sytuacjach zawsze odnoszę się do systemów zarządzania kryzysowego w naszym kraju. Przyglądając się tym systemom w gminach, powiatach czy województwach stwierdzam, że działają tam ludzie, którzy mają dobrze rozbudowaną wyobraźnię. Można powiedzieć, że są to najbardziej odpowiedni ludzie na tych stanowiskach, bo potrafią przewidzieć zupełnie nieprawdopodobne sytuacje, co więcej, potrafią przygotować się na reagowanie w przypadku wystąpienia takich czy innych zagrożeń. Patrząc na Niceę, można powiedzieć, że tego zagrożenia niestety nie przewidziano.
Czy to oznacza, że urzędnik z prowincji w sferze przewidywania zagrożeń może być bardziej rozsądny niż specjalista od terroryzmu np. we Francji?
– Niekoniecznie. Ale życie pokazuje, że daje się uśpić czujność nawet najlepszych służb – jak to się mówi, „myszy potrafią uśpić czujność kota”. Tak to już jest, że posiadając wiele sił i środków, czujemy się pewni, bezpieczni. Moim zdaniem, trzeba do tego podchodzić w sposób praktyczny, a więc nigdy nie czuć się zbyt pewnie i nigdy nie czuć się bezpiecznie. Oczywiście nie należy popadać w panikę czy strach, bo nie w tym rzecz, ale chodzi tu o to żeby wypracować procedury i być przygotowanym do reagowania na każdą sytuację. I im więcej będziemy mieć praktyków zdolnych do takich działań, tym lepiej. Teoretycy często filozofują i są dobrzy na papierze, ale nic dobrego z tego nie wynika.
Więcej pokory też nie zaszkodzi…?
– Zdecydowanie więcej pokory, bo przekonanie, że jesteśmy silni i że damy radę, jest owszem, ważne, ale pozorny spokój niech nie usypia naszej czujności. To, że przez wiele lat nie było żadnego zdarzenia o charakterze terrorystycznym, to dobrze, ale to także wskazanie, że należy się zabrać do roboty. Wypracujmy i uczmy się procedur i właściwego reagowania w sytuacji zagrożenia, które może wystąpić w każdej chwili.
Po wydarzeniach w Nicei polscy politycy też zabierają głos. Przeważa ton uspokajający. Choć w raportach służb nie ma nic o podwyższonym zagrożeniu w Polsce, to jak, Pana zdaniem, po tym, co się stało w Nicei, należy patrzeć na zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie?
– Co by nie powiedzieć, Światowe Dni Młodzieży to jest impreza o podwyższonym ryzyku. Oczywiście nie chodzi tu o odwoływanie spotkania młodych z Papieżem, bo byłoby to poddanie się presji terrorystów. Chcę natomiast powiedzieć, że wcale nie trzeba terrorystów-samobójców z pasami szahida, nie potrzeba też bomb czy ładunków wybuchowych, natomiast wystarczy, że w tak wielkim nieprzygotowanym, niewyszkolonym pod względem procedur tłumie ludzi wzniecona zostanie panika i to w zupełności wystarczy. Mieliśmy w świecie wiele przypadków, gdzie tylko rzucono hasło, że w tłumie znajduje się terrorysta-samobójca, a resztę już załatwili sami ludzie, którzy się nawzajem zadeptywali. Minister Błaszczak złożył oświadczenie, że Polska jest bezpieczna, że nie ma zagrożenia. Mam nadzieję, że ta wypowiedź jest poparta raportami służb specjalnych, do których my jako osoby postronne oczywiście nie mamy dostępu. Należy ufać, że nasze służby specjalne odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa są na tyle sprawne, że są w stanie pozyskiwać odpowiednie informacje. Z drugiej jednak strony, kiedy słyszymy wypowiedzi wysokich przedstawicieli UE, że wymiana wywiadowcza pomiędzy służbami wewnątrz państw Unii czy wewnątrz państw europejskich jest wstrzymana, to świadczy o tym, że możemy nie mieć pełnej wiedzy na temat zagrożeń, które mogą się pojawić na terenie Rzeczypospolitej. Proszę też zwrócić uwagę na reakcję Niemiec, które po wydarzeniach w Nicei natychmiast wzmacniają ochronę swojej granicy z Francją. To pokazuje, że element układu z Schengen dotyczący swobodnego przekraczania granic wewnątrz państw członków UE można już zaliczyć do historii. Miejmy też świadomość, że w tej chwili te kontrole są konieczne.