• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Kogo broni prokuratura?

Czwartek, 14 lipca 2016 (12:08)

Przykre jest to, że prokuratura zamiast bronić naszych wartości, zamiast wykazać aktywność w ściganiu bluźnierców, ściga obrońców – powiedział Witold Tomczak, skazany przez sąd za zniszczenie rzeźby obrażającej Jana Pawła II. – Czy można było spokojnie obserwować i czekać na tę trwającą zniewagę Ojca Świętego, na zniewagę tego wszystkiego, co Jan Paweł II uosabiał? – pyta były poseł.

Witold Tomczak był wczoraj gościem „Polskiego punktu widzenia” na antenie Telewizji Trwam. Tego samego dnia Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał byłego posła za winnego zniszczenia w 2000 r. bluźnierczej rzeźby, przedstawiającej Jana Pawła II przygniecionego głazem, w warszawskiej Zachęcie. Odstępując od wymierzenia kary na okres 1 roku, nakazał Tomczakowi zapłacenie kosztów procesu w wysokości 3,5 tys. zł oraz wpłacenie 3 tys. zł tzw. nawiązki.   

– Czy można było spokojnie obserwować i czekać na tę trwającą zniewagę Ojca Świętego, na zniewagę tego wszystkiego, co Jan Paweł II uosabiał? – pytał w programie Telewizji Trwam Witold Tomczak, tłumacząc motywy swojego działania.

Przypomniał, że wcześniej całą sprawę próbował rozwiązać na drodze parlamentarnej, kierując pisma do Prokuratury Generalnej, Prezesa Rady Ministrów, ministra kultury i ministra sprawiedliwości. Domagał się, aby podjęto działania zmierzające do zaprzestania obrażania Papieża i Narodu.  

– W związku z tym, że działania parlamentarne pozostały bezskuteczne, zdecydowałem się na bezpośrednie działanie, czyli odrzucenie ciężkiego 60-kilogramowego głazu z postaci Jana Pawła II – powiedział były poseł.

Organy ścigania podjęły sprawę na wniosek niemieckiego towarzystwa ubezpieczeniowego Gerling Polska, które złożyło wniosek do prokuratury o ściganie posła, domagając się 40 tys. zł zadośćuczynienia. Postępowanie prokuratorskie trwało do 2010 r. i dopiero wtedy sprawa trafiła do sądu.

– Fizycznie zasiadałem na ławie oskarżonych, ale w moim odczuciu i ze świadectw, które do mnie dochodzą od rodaków i świadczą o tym, oskarżeni byli wszyscy Polacy, katolicy – mówił Witold Tomczak.

Od wydarzenia z Zachęty minęło już 16 lat i przez ten czas poseł usłyszał wiele głosów wsparcia.

– Przez 16 lat dostałem 200 tys. listów poparcia od rodaków z Polski i z zagranicy, w tym od hierarchów Kościoła, a sąd oraz prokuratura mój czyn ocenili jako naganny, jako szkodliwy społecznie – powiedział Tomczak.

Były poseł odniósł się też do kondycji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jak stwierdził, przykre jest to, że prokuratura jest opieszała w ściganiu bluźnierców.

– Przykre jest to, ze prokuratura Rzeczypospolitej, Ojczyzny Jana Pawła II, zamiast bronić naszych wartości, zamiast wykazać aktywność w ściganiu bluźnierców, ściga obrońców i to jest przykre i niepokojące. Należy zapytać, kim są ci urzędnicy, kim są ci śledczy – akcentował Tomczak.

Witoldowi Tomczakowi przysługuje apelacja od wyroku. Nie podjął jeszcze decyzji, czy skorzysta z tego prawa.

Rafał Stefaniuk