• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Putin powie „sprawdzam”

Środa, 13 lipca 2016 (02:27)

Z Dmitrijem Trieninem, dyrektorem Carnegie Center w Moskwie, rozmawia Piotr Falkowski

Jaka będzie reakcja Rosji na decyzje szczytu NATO?

– Szczyt jedynie zatwierdził decyzje, które były podjęte już jakiś czas temu i faktycznie ogłoszone w środkach masowego przekazu. Wiadomość o czterech batalionach pojawiła się dawno temu. Putin miał zatem dużo czasu, żeby przemyśleć, jaka będzie odpowiedź. I ona jest już znana. Jest to rozmieszczenie trzech dywizji w Zachodnim Okręgu Wojskowym Federacji Rosyjskiej.

Ale niedawno w Helsinkach Putin powiedział, że jest skłonny porozumieć się w sprawie niebezpiecznych lotów rosyjskich samolotów na Bałtyku. To nie jest oznaka gotowości do kompromisu?

– To inna kwestia. Oczywiście na zewnątrz to wygląda na oznakę kompromisu, ale nie ma w tym żadnego ustępstwa. Według mnie, Putin stwierdził, że to, co robili rosyjscy lotnicy, było pewnym sygnałem, który poszedł i został odebrany, i teraz można już to odkreślić, i dalsze rozmowy prowadzić z innej pozycji. Możliwe, że ta kwestia będzie tematem dzisiejszej Rady NATO – Rosja. Ale bez względu na wynik rozmów incydenty w powietrzu zawsze mogą się znowu pojawić.

Może mając teraz trzy dywizje wobec trzech batalionów w państwach bałtyckich Putin zechce „przetestować” praw-dziwe zdolności obronne NATO?

– Myślę, że aż takie igranie z ogniem nie jest mu potrzebne. Putin wie wszystko o NATO i zdaje sobie sprawę z ryzyka. Państwa bałtyckie leżą jednak za granicami „ruskiego świata”. Ale taki scenariusz to wygodny temat w planie propagandowym jako element wojny psychologicznej z Zachodem. W rzeczy samej to nie jest tak, że Rosja właśnie zabiera się do rysowania na nowo mapy Europy, a Ukraina była tylko pierwszym krokiem, po którym przyjdą kolejne. To jest dość rozpowszechniony pogląd mający wielu wysoko postawionych zwolenników. Ale na razie nie ma do takiego myślenia podstaw. Kiedy Putin witał rok 2014, to jeszcze wtedy nie pił za rosyjski Krym. Idea przyłączenia Krymu pojawiła się później, gdy Putin zrozumiał, że do władzy na Ukrainie doszły nieodwracalnie siły prozachodnie. Wtedy stwierdził, że minimalną odpowiedzią powinno być przejęcie kontroli nad Krymem. Za tym poszedł kolejny projekt, to jest stworzenie Noworosji na południowo-wschodniej Ukrainie. On się nie powiódł, gdyż nie był odpowiednio wcześniej przygotowany. Nie było poważnego planu politycznego, zaczęto go tworzyć w pośpiechu i się nie udało, więc okazało się konieczne bezpośrednie wprowadzenie sił zbrojnych.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski