Opozycja gra z Putinem w jednej lidze
Sobota, 9 lipca 2016 (06:00)Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W Warszawie rozpoczął się w piątek szczyt NATO...
– W moim odczuciu jest to przełomowy szczyt NATO. Sojusz Północnoatlantycki w końcu uświadomił sobie, że koncepcja strategiczna z Lizbony jest już dawno nieaktualna i że sielankowe postrzeganie współczesnej rzeczywistości jako tej, w której już nie będzie konfliktów, co szczególnie jest widoczne w dokumentach Unii Europejskiej, jest myśleniem tylko życzeniowym, dalekim od realiów. Wierzę, że ten szczyt NATO, który został poprzedzony – wreszcie – realnymi ćwiczeniami wojskowymi, a nie tylko pokazem dla mediów, zostanie zwieńczony decyzją o rozmieszczeniu, co prawda rotacyjnie, ok. 4-5 tysięcy żołnierzy na wschodniej flance, że będzie to pod tym względem przełom. Aczkolwiek trzeba mieć też świadomość, że jest to pierwszy krok i że nie możemy na tym poprzestać. Takie podejście jest oczywiście znaczącą zmianą w geopolityce wschodniej flanki NATO. Warto jednak pamiętać, że są także zagrożenia dla ustaleń tego szczytu, które słychać z ust byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera czy też obecnego szefa niemieckiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera. Pytanie też – jak będzie wyglądała polityka Stanów Zjednoczonych po zbliżających się wyborach prezydenckich w tym kraju i kto zasiądzie w Białym Domu. Stąd bardzo ważne jest, żeby decyzje podjęte na szczycie w Warszawie jednoznacznie pokazywały, że NATO będzie się solidarnie angażować na wschodniej flance, a nieobliczalna, imperialna polityka Putina nie będzie bezkarna.
W jednym ze swoich wystąpień poprzedzających szczyt w Warszawie prezydent Andrzej Duda powiedział, że cieszy się, iż NATO zachowuje politykę otwartych drzwi. Czy jednak nie musieliśmy tych drzwi wyważać?
– Rzeczywiście dotychczasową politykę NATO trudno nazwać polityką otwartych drzwi. NATO wewnętrznie bardzo się dzieliło i ofensywa dyplomatyczna zarówno prezydenta Dudy, jak i ministrów Waszczykowskiego czy Macierewicza oraz nasze pozytywne podejście do wyzwań na flance południowej w Basenie Morza Śródziemnego to wszystko sprzyja odbudowaniu spójności NATO. Ta spójność jest prawdziwym gwarantem kolektywnej obrony. Polska o to usilnie zabiegała i to, że szczyt NATO odbywa się w Warszawie, że takie decyzje zostały podjęte i to jak jesteśmy w tej chwili postrzegani w strukturze Sojuszu Północnoatlantyckiego, że nasz głos jest poważnie brany pod uwagę, co było potrzebą chwili, to wszystko jest bardzo istotne i na tym polega ofensywa dyplomatyczna. My, wojskowi, już dawno wskazywaliśmy na zagrożenia i dobrze, że w końcu udało się do tego przekonać polityków. Miejmy nadzieję, że ten szczyt nie będzie tylko przełomowym w gestach i słowach, ale że polityka wspólnej obrony będzie mocno i konsekwentnie realizowana i nie będzie tylko słowno-papierową deklaracją.
Te, jak Pan to określił, słowno-papierowe deklaracje wzmocnienia wschodniej flanki NATO padały na szczycie w Newport. Czy spodziewane teraz decyzje oznaczają, że sposób myślenia NATO w ciągu tych dwóch minionych lat się zmienił i na ile?
– Ma pan rację, na szczycie w Newport NATO zaprezentowało się jako papierowy tygrys. Zapowiedzi odbudowy sił natychmiastowego reagowania, na które musieliśmy czekać, bo nic w tym zakresie tak naprawdę się nie działo, bardzo marginalne potraktowanie Ukrainy i udawanie, że właściwie nie ma problemu aneksji Krymu i tego, co za sprawą Rosji się dzieje w Donbasie, to rzeczywiście nie napawało optymizmem. W tej chwili retoryka NATO się zmieniła i nie są to już tylko słowa. Działania podjęte przed samym szczytem, ćwiczenia Anakonda-16 z udziałem ponad 30 tysięcy żołnierzy, a nie tylko demonstracyjny przejazd kolumny żołnierzy przez Polskę, jak to wcześniej miało miejsce, czy chociażby działania podejmowane w cyberprzestrzeni to wszystko pokazuje, że dzisiaj NATO jest zdolne do reagowania na współczesne zagrożenia i że jest również zdolne do prowadzenia wojny hybrydowej, nieprzewidywalnej, z wieloma elementami zaskoczeń. To wszystko pozwala mi pozytywnie patrzeć na ten szczyt w Warszawie mimo głosów również z Polski, które próbują dyskredytować to, co się dzieje, że wiele spraw zostało zrealizowanych po szczycie w Newport, ale to nieprawda, bo z prawdziwym przełomem mamy do czynienia dopiero teraz. Wcześniej niestety tylko udawaliśmy, że wszystko jest dobrze, ale w rzeczywistości wcale tak nie było. O te wspomniane przeze mnie decyzje bardzo trudno było się dobić.
Czy do realnego odstraszania Rosji wystarczą siły oficjalnie proponowane przez NATO na wschodniej flance?
– Oczywiście te cztery bataliony wojsk czy brygada pancerna nie są realną siłą, która odstraszy Rosję jako potencjalnego agresora. Natomiast to, co przede wszystkim będzie odstraszało, to spójność NATO. Mam na myśli wspólne ćwiczenia, systematycznie realizowane manewry i nie tylko pozorowane, ale rzeczywiste ruchy, z którymi dopiero teraz mamy do czynienia, co pokazuje, że na wypadek zagrożenia będziemy razem, wspólnie reagować. To, co w niedawnych ćwiczeniach Anakonda-16 przeraża Rosję, to nie to, że się one w ogóle odbyły, ale to, że braki ujawnione podczas tych manewrów dotyczące przerzutów wojsk i sprzętu, logistyki, komunikacji, o których Rosja doskonale już wcześniej wiedziała, a my również zdawaliśmy sobie z tego sprawę, że te luki czy braki nie są zamiatane pod dywan, ale rzeczywiście zostaną podjęte prace, żeby je zniwelować. Rosja w tej chwili poprzez media próbuje sobie zakpić ze szczytu w Warszawie, z tych „batalioników”, które będą stacjonowały w państwach nadbałtyckich, które w istocie nie stanowią zagrożenia. W tej retoryce słychać też, że Rosja jest bardzo pokojowo nastawiona i nigdy w granice sojuszu nie wychodziła, ale jak to się ma do faktów, kiedy wojskowi rosyjscy ćwiczą taktyczne uderzenie jądrowe na Warszawę. Ta broń nie jest w gestii polityków, tylko wojskowych i jeżeli w takim duchu się ich wyszkoli i wykształci, to bez większego oporu czy bez zahamowań będą w stanie nacisnąć przycisk i spowodować nieobliczalne w skutkach konsekwencje. Dlatego tym bardziej ważne jest konsekwentne trzymanie się razem w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego i przedkładanie własnego bezpieczeństwa nawet nad doraźne interesy ekonomiczne, po to żeby móc żyć i funkcjonować w Europie, która jest Europą pokojową z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko deklarowana jako oaza bezpieczeństwa.
Zaraz po szczycie w Warszawie odbędzie się szczyt NATO – Rosja. Czy chodzi tu tylko o utrzymanie kanałów komunikacyjnych?
– Komunikacja i wzajemne relacje są bardzo ważne. Nawet w trudnych warunkach, kiedy istnieją napięcia między stronami, należy i trzeba ze sobą rozmawiać i komunikować się. Myślę, że ta komunikacja jest potrzebna również po to, aby Rosji przekazać, jaki sygnał płynie ze strony wszystkich państw członkowskich NATO. Jest potrzebna także po to, żeby w rozmowach poufnych pokazać bariery, poza które Rosja nie może wyjść, a w przeciwnym wypadku będzie się musiała liczyć z poważną odpowiedzią czy reakcją. W związku z tym planowanym szczytem NATO – Rosja nie dopatrywałbym się jakichś zakulisowych prób dogadywania się za plecami Polski, ale uważam, że jest to element otwartej gry w postaci jasnego komunikatu, który zostanie Rosji przekazany. NATO nie ma nic na sumieniu, nigdy nie planowało wykraczania czy podejmowania działań ofensywnych poza granice sojuszu w stronę Rosji. I sądzę, że taka otwarta deklaracja NATO w stosunku do Rosji, że z jednej strony działamy w granicach sojuszu, a jednocześnie oczekujemy tego samego ze strony przeciwnej i jakiekolwiek próby ingerowania w strefę wpływów NATO spotkają się z reakcją, takie deklaracje i taki jasny przekaz owszem powinny mieć miejsce. Takie wzajemne kontakty należy utrzymywać. Oczywiście nie może to być na zasadzie, że utrzymuje się takie relacje z Rosją, a nie rozmawia się np. ze stroną ukraińską, pomijając fakt, iż Rosja pogwałciła traktaty chociażby w odniesieniu do Ukrainy.
Tuż przed szczytem NATO w Sejmie odbyła się debata i akcja opozycji przeciwko szefowi MON. Czy w jakimś sensie cała ta sprawa podważa nasz autorytet w związku z tym ważnym dla Polski wydarzeniem?
– Byliśmy świadkami próby podważenia autorytetu ministra obrony narodowej. Załóżmy nawet, że taki wniosek zyskałby aprobatę i udałoby się go odwołać, to pojawiają się dwa pytania: po pierwsze za co…? Tak naprawdę trudno znaleźć jakikolwiek racjonalny, merytoryczny argument. Antoni Macierewicz jest dobrym ministrem obrony, który w przeciwieństwie do poprzedników np. znalazł miejsce w wojsku żołnierzom, którzy zdobyli duże doświadczenie w Afganistanie i mogą się nim dzielić. Czy miałby zostać odwołany za to, że dba o rozwój zdolności bojowej naszej armii, czy może za to, że prowadzi działania zmierzające w kierunku zacieśnienia kolektywnej współpracy z NATO także poprzez uczestnictwo czy udział w misji w walce z tzw. Państwem Islamskim? Te wszystkie działania w istocie zmierzają do zacieśnienia i wzmocnienia struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego i są przejawem patrzenia nie tylko przez pryzmat czubka własnego nosa. W istocie próba odwołania ministra obrony była próbą osłabienia pozycji Polski w rozmowach z NATO i to w tak newralgicznym momencie, w jakim znajduje się świat. Z dyplomatycznego punktu widzenia mielibyśmy wyjątkowo trudną sytuację podczas tego przełomowego szczytu NATO. Takie działania opozycji świadczą o niedojrzałości politycznej i trudno je nazwać inaczej niż piątą kolumną albo dywersją.
Czy Pana zdaniem opinia międzynarodowa, która patrzy z boku na wewnętrzne wydarzenia w Polsce i na takie działania opozycji, ma świadomość, że jest to tylko akcja polityczna?
– Myślę, że obserwatorzy sceny politycznej w Polsce zdają sobie doskonale sprawę, że jest to pewna gra. Jeżeli ktokolwiek mógłby się cieszyć z tego typu akcji, to przede wszystkim Putin. Zresztą trudno, żeby się nie cieszył, skoro opozycja w Polsce takimi działaniami w pewnym sensie wspiera jego strategiczny cel, jakim jest rozbijanie spójności NATO, ale także rozbijanie spójnego myślenia o bezpieczeństwie samej Rzeczypospolitej.