• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Szczyt pokaże jedność Sojuszu?

Wtorek, 5 lipca 2016 (20:30)

Dla prezydenta Andrzeja Dudy ważne jest, aby szczyt NATO był „szczytem jedności transatlantyckiej”; aby z Warszawy poszedł sygnał o jedności, szczególnie w obliczu podziałów ujawnionych po referendum w Wlk. Brytanii – powiedział prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

– Szczyt NATO w Warszawie jest zwieńczeniem pierwszego roku międzynarodowej aktywności prezydenta – podkreślił Szczerski. Przypomniał, że sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg był jednym z pierwszych rozmówców Andrzeja Dudy, gdy był on jeszcze prezydentem elektem. – Obecność wojsk NATO jako gwarancja bezpieczeństwa wschodniej flanki była już wtedy bardzo mocno postawiona przez prezydenta – dodał minister.

Jak zauważył, rok temu nie było wiadomo, jak będą przebiegały rozmowy przygotowujące porozumienie na szczyt, czy nie dojdzie do sytuacji, że ważne kwestie będą decydowane w ostatniej chwili, już na szczycie w Warszawie. – Naszym celem było to, aby wszystkie najważniejsze decyzje zapadły szybko, najlepiej na spotkaniu ministrów obrony państw NATO. Gdybyśmy dzisiaj byli w sytuacji, że szczyt NATO nie byłby jeszcze domknięty, a mielibyśmy obecny kryzys po referendum brytyjskim, pewnie byłoby trudno zmobilizować wszystkie kraje, by domykać sprawy NATO – zaznaczył Szczerski.

Podkreślił, że celem prezydenta Dudy było też, aby warszawski szczyt był „szczytem jedności transatlantyckiej”. – Dla prezydenta było i jest ważne, aby z Warszawy poszedł sygnał o jedności NATO. Szczególnie ważne jest to dziś w obliczu podziałów, które się ujawniły po referendum w Wielkiej Brytanii – zaznaczył Szczerski.

Jak mówił, chodziło o pokazanie społeczeństwom państw członkowskich NATO, że „Sojusz wraca do swej podstawowej funkcji, jaką jest kolektywna obrona terytoriów państw członkowskich”. – Wyrazem tego powinna być obecność sił NATO na wschodniej flance – podkreślił Szczerski.

Zaznaczył, że celem Polski było, aby podczas szczytu NATO w Warszawie dokonało się przejście od modelu wzmocnienia wschodniej flanki przyjętego na szczycie w Newport – który polegał na tym, że w razie zagrożenia Sojusz będzie wspierał kraje wschodniej flanki siłami rozlokowanymi w Europie – do modelu „Newport Plus”, zgodnie z którym siły NATO są obecne w krajach wschodniej flanki.

– Prezydent chciał doprowadzić do tego, żeby doceniając decyzje szczytu w Walii, pójść o krok dalej. Prawdziwa obrona i odstraszanie polega na obecności NATO; to miał być ten przełom, którego prezydent oczekiwał i który budował, aby w Warszawie przejść do sytuacji, kiedy wzmocnienie wschodniej flanki będzie polegać na obecności NATO we wschodniej flance, a nie tylko jej doraźnym wspieraniu – powiedział Szczerski.

Według prezydenckiego ministra, decyzja o tym wydaje się być „na wyciągnięcie ręki”. Jak mówił, na szczycie warszawskim zapewne dojdzie do potwierdzenia decyzji, która została już uzgodniona, że w Polsce i krajach bałtyckich będą obecne „wielonarodowe siły pod flagą NATO, zdolne do natychmiastowego podjęcia działań obronnych”.

– To jest ten przełom. Rzeczywiście prezydent będzie mógł powiedzieć po szczycie NATO: „Tak, uczyniłem Polskę bezpieczniejszą”. To będzie największe osiągnięcie, jeśli chodzi o dyplomację w zakresie bezpieczeństwa tego pierwszego roku prezydentury Andrzeja Dudy – powiedział minister.

Jak przekonywał, kluczem do wypracowania decyzji o obecności sił NATO w naszym regionie było spotkanie prezydentów dziewięciu krajów wschodniej flanki NATO w listopadzie 2015 roku w Bukareszcie na wspólne zaproszenie prezydentów Polski i Rumunii.

– Udało się tam wynegocjować fundamentalny dokument – deklarację, która bardzo wyraźnie mówiła, że nawet jeśli kraje NATO mają indywidualne oczekiwania co do struktury obecności NATO na ich terytoriach, to solidarnie popierają starania krajów, które się o taką obecność ubiegają – powiedział Szczerski.

Jak podkreślił, w ramach budowania konsensusu na szczyt NATO prezydent odwiedził też oba sojusznicze kraje po drugiej stronie Atlantyku – Stany Zjednoczone i Kanadę.

– W Europie prezydent odwiedził kraje reprezentujące różne wrażliwości w ramach NATO. Był w krajach Południa – Portugalii i Włoszech, Północy – Norwegii i Danii oraz w krajach rdzenia Europy: dwukrotne spotkanie z kanclerz Merkel i prezydentem Gauckiem, dwukrotne rozmowy z premierem i prezydentem Francji, dwukrotne rozmowy z premierem Wlk. Brytanii – wyliczał Szczerski.

Jak dodał, prezydent wielokrotnie rozmawiał też z przywódcami państw naszego regionu. Zaznaczył, że dzięki tym spotkaniom udało się rozwiać obawy niektórych krajów, że Polska będzie chciała wykorzystać szczyt NATO wyłącznie do przeprowadzenia decyzji ważnych z własnego punktu widzenia.

W połowie czerwca w Brukseli ministrowie obrony państw członkowskich otrzymali pakiet opcji i rekomendacji dla wzmocnienia odstraszania i obrony na wszystkich kierunkach wokół terytorium państw NATO.

Jego rdzeniem jest plan działań na rzecz gotowości [ang. Readiness Action Plan – RAP], przyjęty na ostatnim szczycie w Newport w Walii. Innym elementem pakietu jest wzmocniona wysunięta obecność we wschodniej części Sojuszu. W połowie czerwca ministrowie obrony NATO potwierdzili decyzję o rozmieszczeniu w Polsce i krajach bałtyckich czterech batalionowych grup bojowych, czyli wzmocnionych i samodzielnych batalionów w sile ok. 1000 żołnierzy każdy. Decyzje w sprawach, które państwa będą przewodziły batalionom, które kraje wyślą swoje wojska, gdzie i kiedy trafi każdy z oddziałów, mają zostać ogłoszone na szczycie w Warszawie 8 i 9 lipca.

Bataliony mają zostać rozmieszczone na początku 2017 r. i pozostać w Polsce i krajach bałtyckich – jak to ujął jeden z dyplomatów – tak długo, jak będzie tego wymagała sytuacja. Będą to oddziały wielonarodowe, a ich obecność będzie miała charakter bojowy, a nie ćwiczebny, jak to było w przypadku sił, które sojusznicy skierowali na wschodnią flankę po wybuchu konfliktu ukraińskiego.

Każdy z batalionów ma mieć jedno państwo ramowe, odpowiedzialne za zebranie żołnierzy (wystawianych także przez innych sojuszników) i dowodzenie siłami. Do tej roli zgłosiły się USA, Wielka Brytania i Niemcy, czwartym państwem prawdopodobnie będzie Kanada. Szef MON sugerował, że batalionem w Polsce będą dowodzić Amerykanie, wskazują na to także doniesienia części polskich i zachodnich mediów. Inne nieoficjalne źródła w kwaterze głównej NATO wymieniają w tej roli Kanadyjczyków.

Prócz batalionów NATO w Europie Środkowo-Wschodniej na zasadzie rotacyjnej mają przebywać także żołnierze Stanów Zjednoczonych. Uzgodnienia w tej sprawie Waszyngton prowadzi z poszczególnymi państwami na zasadzie bilateralnej. Najsilniejsze państwo Sojuszu ma rozmieścić w naszym regionie ekwiwalent brygady pancernej. Warszawa chce, by jej dowództwo znalazło się w Polsce. W naszym kraju powstanie też – decyzja NATO już zapadła – sojusznicze dowództwo na szczeblu dywizji, które będzie dowodziło jednostkami rozmieszczonymi w Polsce i sąsiednich państwach.

RS, PAP