Huta Stalowa Wola nabiera rozpędu
Sobota, 25 czerwca 2016 (12:30)Huta Stalowa Wola ponownie łapie wiatr w żagle, a to za sprawą podpisania kontraktów z Ministerstwem Obrony Narodowej na dostawy sprzętu dla polskiej armii. Spółka realizuje dziś najważniejsze programy uzbrojenia Wojsk Lądowych.
Armia kupiła raki
Pod koniec kwietnia br. w obecności samej premier Beaty Szydło, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha i wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego konsorcjum, którego Huta Stalowa Wola jest liderem, podpisało kontrakt z Inspektoratem Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej na dostawy raków. To samobieżne moździerze kalibru 120 mm nie tylko wykonane, ale i zaprojektowane w Stalowej Woli. Już od 2017 r. w ciągu dwóch lat blisko 100 pojazdów ma trafić do ośmiu kompanii Wojska Polskiego (64 moździerze samobieżne 120 mm na podwoziu kołowym oraz 32 artyleryjskie wozy dowodzenia). Wartość umowy na raki wynosi 968 milionów i 319 tys. zł.
– Przed nami kolejny, szalenie ważny etap. Wierzę w eksplozję naszego potencjału, skrupulatnie budowanego w minionych latach. Przygotowaliśmy firmę do realizacji bardzo ważnych dla polskiego wojska programów. Pokazaliśmy w toku prac badawczo-rozwojowych, że polscy inżynierowie mogą projektować rzeczy najlepsze na świecie. Teraz chcemy dać dowód tego, że polski przemysł może współtworzyć bezpieczeństwo państwa – podkreśla Antoni Rusinek, prezes Huty Stalowa Wola.
W kwietniu podczas zawarcia kontraktu wojsko przejęło od Huty Stalowa Wola kolejne dwie samobieżne 155-milimetrowe armatohaubice Krab. To modele na podwoziach opartych na południowokoreańskich technologiach.
Seryjna produkcja krabów ze Stalowej Woli trafić miałaby w pierwszej kolejności do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii w Węgorzewie, który chroni naszą granicę z Rosją. Sprzęt ma być dostarczony do końca 2017 roku. Huta zapowiada, że skróci ten termin.
Na Mazurach trwają przygotowania zaplecza do przyjęcia krabów. Zastąpią one czeskie armatohaubice. – Obsługa jest wyszkolona. W sumie mamy dostać 24 sztuki – informuje kpt. Rafał Ługiewicz, oficer prasowy 11. Pułku Artylerii.
Po zakończeniu badań i testów krabów mają być prowadzone rozmowy na temat dalszych zakupów przez Wojsko Polskie. Realizacja dotychczasowych umów na ich dostawy opóźniła się ze względu na problemy konstrukcyjne. W efekcie huta nawiązała współpracę w Koreańczykami, którzy dostarczą podwozia do 24 sztuk, a kolejne mają być już produkowane w Stalowej Woli. Nieoficjalnie mówi się, że od wyników testów uzależnione są także kontrakty zagraniczne.
– Jesteśmy na dobrej drodze do zawarcia umowy na kolejne dywizjonowe moduły ogniowe samobieżnych haubic Krab. Terminowa i jakościowa produkcja tych wyrobów oraz ich sprzedaż do Wojska Polskiego pozwoli pozyskać środki służące stabilizacji sytuacji finansowej zakładu. Dziś ta sytuacja jest nadal trudna – nie kryje prezes huty.
Czas na kolejne umowy?
Jak informuje Bartłomiej Misiewicz, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej, resort ma dalsze plany zakupów ze Stalowej Woli. Już dziś spółka realizuje kilka umów zawartych z Inspektoratem Uzbrojenia, m.in. na dostawę partii próbnej krabów w ramach programu „Regina”. Jeśli wyjdzie pozytywnie, resort zamierza kupić większą ich partię.
Zakład w Stalowej Woli pracuje też nad rozwojem nowego bojowego wozu piechoty Borsuk, wyposażonego w wieżę bezzałogową uzbrojoną w armatę, której pociski są w stanie zniszczyć każdy współczesny czołg.
MON nie kryje, że Huta Stalowa Wola to też potencjalny wykonawca pojazdu minowania narzutowego BAO- BAB-K. Huta Stalowa Wola realizuje również w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju dwa projekty związane z produkcją kryla – samobieżnej armatohaubicy kaliber 155 mm.
Z nowymi projektami badawczo-rozwojowymi prezes huty wiąże duże nadzieje. – Przy każdym z naszych programów badawczo-rozwojowych pracują wyjątkowi ludzie i nie chcę, by ktokolwiek uznał, że jego praca ma mniejsze znaczenie. Niemniej wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że projekt nowego pływającego bojowego wozu piechoty Borsuk w wymiarze biznesowym daje spółce dobre dwie dekady zrównoważonego rozwoju. Ten projekt powinien stać się oczkiem w głowie nie tylko dla nas i naszych konsorcjantów, ale także dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej, MON… Generalnie dla Polski. Sądzę bowiem, że zakupem tego uzbrojenia będzie zainteresowanych co najmniej kilka krajów z całego świata – dzieli się prezes huty Antoni Rusinek. Program tworzenia Borsuka ruszył w 2014 roku, realizujące go konsorcjum na czele z Hutą Stalowa Wola zakłada, że prototyp wozu powstanie do 2019 roku. Koszty realizacji programu szacowane są na kilkadziesiąt milionów złotych. Borsuk ma być porównywalny do niemieckiego wozu Puma, dodatkowym atutem ma być cena i oczywiście rodzima produkcja. Huta współpracuje dziś z ponad 30 instytutami badawczymi. Tylko roczne nakłady spółki na prace badawczo-rozwojowe wynoszą 100 mln zł.
Premier Beata Szydło podkreśla, że rząd ma ambicje budować polską gospodarkę w oparciu o rodzimy potencjał. Liczy, że skorzysta na tym również armia. A polski przemysł zbrojeniowy, podobnie jak polskie wojsko, w ostatnich latach przeszedł ciężką próbę. Z blisko 300-tysięcznej armii pozostała jedna trzecia, w tym zaledwie ok. 40 proc. to żołnierze gotowi do walki. Zlikwidowano praktycznie do zera między innymi nowoczesne Wojska Rakietowe. Odbiło się to na kondycji rodzimego przemysłu zbrojeniowego.
Huta Stalowa Wola była już na granicy „być albo nie być”. Kontrakty dla wojska były niskie, choć zakład miał osiągnięcia, był doceniany – m.in. w 2015 roku na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego otrzymał nagrodę Defender za samobieżną haubicę Kryl.
Chude lata
Gdy w hucie nie można było już związać końca z końcem, w 2012 r. środki na funkcjonowanie i modernizację zdobyła ona ze sprzedaży cywilnej części zakładu Chińczykom. Z zainkasowanych wówczas pieniędzy za 16,5 mln zł kupiono Jelcza-Komponenty, z którym huta współpracowała już wcześniej. To z Jelcza pochodziły podwozia do wyrzutni rakietowych Langusta. Huta sprzedała ich naszemu wojsku 75 sztuk. Zakup Jelcza okazał się bardzo intratną inwestycją.
Kazimierz Rychlak, wiceprzewodniczący Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników HSW i NSZZ „Solidarność”, liczy, że za inwestycjami i kontraktami pójdą podwyżki dla pracowników. Ma nadzieję, że huta zagwarantuje godziwe wynagrodzenia młodym ludziom szukającym w niej pracy. Warto podkreślić, że w trudnym ekonomicznie dla huty okresie pracownicy dobrowolnie zgodzili się na obniżki pensji, a część odeszła z firmy.
– Gdy zbrojeniówka nabiera rumieńców, otworzyły się perspektywy na pracę w hucie także dla młodych ludzi – liczy Jolanta Kozłowska z Fundacji Uniwersyteckiej ze Stalowej Woli. Huta i zakłady działające na jej terenie to główny pracodawca w regionie.
A w Stalowej Woli na kierunkach technicznych przygotowujących do pracy w hucie kształci zarówno oddział Politechniki Rzeszowskiej, jak i oddział KUL. Pytanie, czy absolwenci uczelni zdecydują się szukać zatrudnienia w przemyśle zbrojeniowym i czy ten znajdzie miejsca dla młodych.
Prezes huty jest ostrożny w ocenie kondycji zakładu. – Sytuacja spółki nie odbiega od sytuacji innych przedsiębiorstw zbrojeniowych. Z jednej strony wydaliśmy ponad 150 milionów złotych na inwestycje, z drugiej strony brakuje nam środków na podwyżki dla załogi. Wszyscy, łącznie z załogą, widzą nasz gigantyczny potencjał. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że wielu naszych znakomitych fachowców musi szukać sobie dodatkowego zajęcia, by utrzymać rodzinę. To nie jest dobra sytuacja – tłumaczy Antoni Rusinek.
Perła przemysłu
Huta to dziecko II Rzeczypospolitej. Zakłady Południowe – bo taka była przedwojenna nazwa obecnej spółki – uroczyłyście otworzył sam prezydent prof. inż. Ignacy Mościcki w czerwcu 1939 roku. Produkcja już wówczas trwała. Ruszyła w 1938 roku. Zapoczątkował ją montaż i testy haubicy polowej kaliber 100 mm.
Od początku istnienia huta była zaliczana do strategicznych polskich firm, tak jest zresztą do dziś. Pomysłodawcą powstania silnego przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego w widłach Wisły i Sanu był Eugeniusz Kwiatkowski, ówczesny minister skarbu. Koncepcję budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego mającego przynieść Polsce niezależność gospodarczą w lutym 1937 roku zatwierdził Sejm. Miało to być również antidotum na wielki kryzys i bezrobocie w rejonach, gdzie ponad 80 proc. ludności mieszkało na wsi, często w skrajnej biedzie. Realizacja projektu była ekspresowa, pochłaniała zresztą aż 60 proc. ówczesnego budżetu. W Stalowej Woli powstawały wówczas m.in. sprzęt zbrojeniowy i rolniczy.
Po wojnie, w marcu 1948 roku zmieniono nazwę Zakładów Południowych na Huta Stalowa Wola. Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku firma zaczęła produkować maszyny budowlane, które jeszcze do niedawna cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem na światowych rynkach. Wysyłano je do ponad stu państw. Kiedy jednak w 2012 roku dział produkcji cywilnej kupili Chińczycy, zmieniając logo spółki, zainteresowanie sprzętem budowlanym ze Stalowej Woli spadło.
Huta zaopatrywała w stal jakościową większość przemysłu obronnego w Polsce. Specjalizowała się w projektowaniu, rozwoju, produkcji i sprzedaży szerokiej gamy sprzętu artyleryjskiego i rakietowego – haubic i moździerzy, także samobieżnych, armat przeciwlotniczych, przeciwpancernych i czołgowych. Sam zakład w Stalowej Woli dawał przed tzw. transformacją pracę ponad 26 tys. osobom, nie licząc filii. Hutę w 1991 roku przekształcono w jednoosobową spółkę akcyjną z większościowym udziałem Skarbu Państwa.
Dziś na terenie całego kombinatu pracuje podobna liczba osób, ale u różnych przedsiębiorców, którzy korzystają z infrastruktury huty. Sama Huta Stalowa Wola zatrudnia ponad 700 osób. Związkowcy z „Solidarności” liczą na zwiększenie liczby etatów, jeśli kontrakty MON dojdą do skutku, a huta sprosta wyzwaniom.
uta Stalowa Wola ponownie łapie wiatr w żagle, a to za sprawą podpisania kontraktów z Ministerstwem Obrony Narodowej na dostawy sprzętu dla polskiej armii. Spółka realizuje dziś najważniejsze programy uzbrojenia Wojsk Lądowych.
Armia kupiła raki
Pod koniec kwietnia br. w obecności samej premier Beaty Szydło, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha i wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego konsorcjum, którego Huta Stalowa Wola jest liderem, podpisało kontrakt z Inspektoratem Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej na dostawy raków. To samobieżne moździerze kalibru 120 mm nie tylko wykonane, ale i zaprojektowane w Stalowej Woli. Już od 2017 r. w ciągu dwóch lat blisko 100 pojazdów ma trafić do ośmiu kompanii Wojska Polskiego (64 moździerze samobieżne 120 mm na podwoziu kołowym oraz 32 artyleryjskie wozy dowodzenia). Wartość umowy na raki wynosi 968 milionów i 319 tys. zł.
– Przed nami kolejny, szalenie ważny etap. Wierzę w eksplozję naszego potencjału, skrupulatnie budowanego w minionych latach. Przygotowaliśmy firmę do realizacji bardzo ważnych dla polskiego wojska programów. Pokazaliśmy w toku prac badawczo-rozwojowych, że polscy inżynierowie mogą projektować rzeczy najlepsze na świecie. Teraz chcemy dać dowód tego, że polski przemysł może współtworzyć bezpieczeństwo państwa – podkreśla Antoni Rusinek, prezes Huty Stalowa Wola.
W kwietniu podczas zawarcia kontraktu wojsko przejęło od Huty Stalowa Wola kolejne dwie samobieżne 155-milimetrowe armatohaubice Krab. To modele na podwoziach opartych na południowokoreańskich technologiach.
Seryjna produkcja krabów ze Stalowej Woli trafić miałaby w pierwszej kolejności do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii w Węgorzewie, który chroni naszą granicę z Rosją. Sprzęt ma być dostarczony do końca 2017 roku. Huta zapowiada, że skróci ten termin.
Na Mazurach trwają przygotowania zaplecza do przyjęcia krabów. Zastąpią one czeskie armatohaubice. – Obsługa jest wyszkolona. W sumie mamy dostać 24 sztuki – informuje kpt. Rafał Ługiewicz, oficer prasowy 11. Pułku Artylerii.
Po zakończeniu badań i testów krabów mają być prowadzone rozmowy na temat dalszych zakupów przez Wojsko Polskie. Realizacja dotychczasowych umów na ich dostawy opóźniła się ze względu na problemy konstrukcyjne. W efekcie huta nawiązała współpracę w Koreańczykami, którzy dostarczą podwozia do 24 sztuk, a kolejne mają być już produkowane w Stalowej Woli. Nieoficjalnie mówi się, że od wyników testów uzależnione są także kontrakty zagraniczne.
– Jesteśmy na dobrej drodze do zawarcia umowy na kolejne dywizjonowe moduły ogniowe samobieżnych haubic Krab. Terminowa i jakościowa produkcja tych wyrobów oraz ich sprzedaż do Wojska Polskiego pozwoli pozyskać środki służące stabilizacji sytuacji finansowej zakładu. Dziś ta sytuacja jest nadal trudna – nie kryje prezes huty.
Czas na kolejne umowy?
Jak informuje Bartłomiej Misiewicz, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej, resort ma dalsze plany zakupów ze Stalowej Woli. Już dziś spółka realizuje kilka umów zawartych z Inspektoratem Uzbrojenia, m.in. na dostawę partii próbnej krabów w ramach programu „Regina”. Jeśli wyjdzie pozytywnie, resort zamierza kupić większą ich partię.
Zakład w Stalowej Woli pracuje też nad rozwojem nowego bojowego wozu piechoty Borsuk, wyposażonego w wieżę bezzałogową uzbrojoną w armatę, której pociski są w stanie zniszczyć każdy współczesny czołg.
MON nie kryje, że Huta Stalowa Wola to też potencjalny wykonawca pojazdu minowania narzutowego BAO- BAB-K. Huta Stalowa Wola realizuje również w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju dwa projekty związane z produkcją kryla – samobieżnej armatohaubicy kaliber 155 mm.
Z nowymi projektami badawczo-rozwojowymi prezes huty wiąże duże nadzieje. – Przy każdym z naszych programów badawczo-rozwojowych pracują wyjątkowi ludzie i nie chcę, by ktokolwiek uznał, że jego praca ma mniejsze znaczenie. Niemniej wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że projekt nowego pływającego bojowego wozu piechoty Borsuk w wymiarze biznesowym daje spółce dobre dwie dekady zrównoważonego rozwoju. Ten projekt powinien stać się oczkiem w głowie nie tylko dla nas i naszych konsorcjantów, ale także dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej, MON… Generalnie dla Polski. Sądzę bowiem, że zakupem tego uzbrojenia będzie zainteresowanych co najmniej kilka krajów z całego świata – dzieli się prezes huty Antoni Rusinek. Program tworzenia Borsuka ruszył w 2014 roku, realizujące go konsorcjum na czele z Hutą Stalowa Wola zakłada, że prototyp wozu powstanie do 2019 roku. Koszty realizacji programu szacowane są na kilkadziesiąt milionów złotych. Borsuk ma być porównywalny do niemieckiego wozu Puma, dodatkowym atutem ma być cena i oczywiście rodzima produkcja. Huta współpracuje dziś z ponad 30 instytutami badawczymi. Tylko roczne nakłady spółki na prace badawczo-rozwojowe wynoszą 100 mln zł.
Premier Beata Szydło podkreśla, że rząd ma ambicje budować polską gospodarkę w oparciu o rodzimy potencjał. Liczy, że skorzysta na tym również armia. A polski przemysł zbrojeniowy, podobnie jak polskie wojsko, w ostatnich latach przeszedł ciężką próbę. Z blisko 300-tysięcznej armii pozostała jedna trzecia, w tym zaledwie ok. 40 proc. to żołnierze gotowi do walki. Zlikwidowano praktycznie do zera między innymi nowoczesne Wojska Rakietowe. Odbiło się to na kondycji rodzimego przemysłu zbrojeniowego.
Huta Stalowa Wola była już na granicy „być albo nie być”. Kontrakty dla wojska były niskie, choć zakład miał osiągnięcia, był doceniany – m.in. w 2015 roku na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego otrzymał nagrodę Defender za samobieżną haubicę Kryl.
Chude lata
Gdy w hucie nie można było już związać końca z końcem, w 2012 r. środki na funkcjonowanie i modernizację zdobyła ona ze sprzedaży cywilnej części zakładu Chińczykom. Z zainkasowanych wówczas pieniędzy za 16,5 mln zł kupiono Jelcza-Komponenty, z którym huta współpracowała już wcześniej. To z Jelcza pochodziły podwozia do wyrzutni rakietowych Langusta. Huta sprzedała ich naszemu wojsku 75 sztuk. Zakup Jelcza okazał się bardzo intratną inwestycją.
Kazimierz Rychlak, wiceprzewodniczący Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników HSW i NSZZ „Solidarność”, liczy, że za inwestycjami i kontraktami pójdą podwyżki dla pracowników. Ma nadzieję, że huta zagwarantuje godziwe wynagrodzenia młodym ludziom szukającym w niej pracy. Warto podkreślić, że w trudnym ekonomicznie dla huty okresie pracownicy dobrowolnie zgodzili się na obniżki pensji, a część odeszła z firmy.
– Gdy zbrojeniówka nabiera rumieńców, otworzyły się perspektywy na pracę w hucie także dla młodych ludzi – liczy Jolanta Kozłowska z Fundacji Uniwersyteckiej ze Stalowej Woli. Huta i zakłady działające na jej terenie to główny pracodawca w regionie.
A w Stalowej Woli na kierunkach technicznych przygotowujących do pracy w hucie kształci zarówno oddział Politechniki Rzeszowskiej, jak i oddział KUL. Pytanie, czy absolwenci uczelni zdecydują się szukać zatrudnienia w przemyśle zbrojeniowym i czy ten znajdzie miejsca dla młodych.
Prezes huty jest ostrożny w ocenie kondycji zakładu. – Sytuacja spółki nie odbiega od sytuacji innych przedsiębiorstw zbrojeniowych. Z jednej strony wydaliśmy ponad 150 milionów złotych na inwestycje, z drugiej strony brakuje nam środków na podwyżki dla załogi. Wszyscy, łącznie z załogą, widzą nasz gigantyczny potencjał. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że wielu naszych znakomitych fachowców musi szukać sobie dodatkowego zajęcia, by utrzymać rodzinę. To nie jest dobra sytuacja – tłumaczy Antoni Rusinek.
Perła przemysłu
Huta to dziecko II Rzeczypospolitej. Zakłady Południowe – bo taka była przedwojenna nazwa obecnej spółki – uroczyłyście otworzył sam prezydent prof. inż. Ignacy Mościcki w czerwcu 1939 roku. Produkcja już wówczas trwała. Ruszyła w 1938 roku. Zapoczątkował ją montaż i testy haubicy polowej kaliber 100 mm.
Od początku istnienia huta była zaliczana do strategicznych polskich firm, tak jest zresztą do dziś. Pomysłodawcą powstania silnego przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego w widłach Wisły i Sanu był Eugeniusz Kwiatkowski, ówczesny minister skarbu. Koncepcję budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego mającego przynieść Polsce niezależność gospodarczą w lutym 1937 roku zatwierdził Sejm. Miało to być również antidotum na wielki kryzys i bezrobocie w rejonach, gdzie ponad 80 proc. ludności mieszkało na wsi, często w skrajnej biedzie. Realizacja projektu była ekspresowa, pochłaniała zresztą aż 60 proc. ówczesnego budżetu. W Stalowej Woli powstawały wówczas m.in. sprzęt zbrojeniowy i rolniczy.
Po wojnie, w marcu 1948 roku zmieniono nazwę Zakładów Południowych na Huta Stalowa Wola. Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku firma zaczęła produkować maszyny budowlane, które jeszcze do niedawna cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem na światowych rynkach. Wysyłano je do ponad stu państw. Kiedy jednak w 2012 roku dział produkcji cywilnej kupili Chińczycy, zmieniając logo spółki, zainteresowanie sprzętem budowlanym ze Stalowej Woli spadło.
Huta zaopatrywała w stal jakościową większość przemysłu obronnego w Polsce. Specjalizowała się w projektowaniu, rozwoju, produkcji i sprzedaży szerokiej gamy sprzętu artyleryjskiego i rakietowego – haubic i moździerzy, także samobieżnych, armat przeciwlotniczych, przeciwpancernych i czołgowych. Sam zakład w Stalowej Woli dawał przed tzw. transformacją pracę ponad 26 tys. osobom, nie licząc filii. Hutę w 1991 roku przekształcono w jednoosobową spółkę akcyjną z większościowym udziałem Skarbu Państwa.
Dziś na terenie całego kombinatu pracuje podobna liczba osób, ale u różnych przedsiębiorców, którzy korzystają z infrastruktury huty. Sama Huta Stalowa Wola zatrudnia ponad 700 osób. Związkowcy z „Solidarności” liczą na zwiększenie liczby etatów, jeśli kontrakty MON dojdą do skutku, a huta sprosta wyzwaniom.
Karolina Goździewska