• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Cisza, która dużo mówi

Sobota, 2 lipca 2016 (06:27)

Skończył się rządowy program refundacji in vitro. Od tej pory każdy, kto chce skorzystać w z tej procedury, będzie musiał finansować ją z własnych środków.

Cieszę się, że doczekaliśmy się tego dnia. W ostatnich miesiącach o programie nie mówiło się dużo. Dziś Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w sumie wykonano 37,6 tys. transferów zarodka, a to przełożyło się na 11,8 tys. ciąż. Jednak dzieci urodziło się tylko 5 tys.! Pokazuje to, jak mała jest skuteczność tej metody.

Przejdźmy do kosztów. Zaplanowano, że w latach 2013-2016 program kosztować będzie 247 mln zł! Ile zapłaciliśmy więc za jedno dziecko, które urodziło się tą mało skuteczną metodą? Matematykę zostawiam Czytelnikom… Widać, że skutki są takie, że nie ma się czym pochwalić.

W kwestii in vitro sprawy ekonomiczne są drugorzędne. Ważniejsza jest moralność. Gdy urodziło się 5 tys. osób, liczbę tę trzeba pomnożyć razy 20, bo mniej więcej tyle osób musiało stracić życie bądź zostać zamrożonym. Wiele dzieciom nie dano się urodzić ani umrzeć. Składowane w klinikach in vitro czekają, jakie ktoś wymyśli rozwiązanie tej sytuacji.

Rządowy program in vitro jest ciężką skazą na historii naszego Narodu; przez 3 lata jego trwania za publiczne pieniądze uśmiercano i zamrażano dzieci, a nazywano to szczytnym celem. In vitro jest ukrytą aborcją i niestety na jedno urodzone dziecko przypada około 20 „wyprodukowanych”, którym nigdy nie będzie dane przyjść na świat.  

Ministrowie zdrowia Bartosz Arłukowicz i prof. Marian Zembala oraz premierzy Donald Tusk i Ewa Kopacz mają na sumieniu każde z tych dzieci. Osoby te na siłę forsowały program, ulegając lobby in vitro. Instytut Globalizacji podawał, że rynek in vitro w Polsce jest wart około 20 mld zł.

Wizyty u lekarzy kosztują. Są też koszty badań, procedury, leków.

Problemem jest również to, że dzieci poczęte w procedurze in vitro mają problemy ze zdrowiem. Częściej chorują czy obarczone są wadami genetycznymi.

Gdyby rządowy program in vitro okazał się sukcesem, od rana do wieczora trąbiono by, jak wielki jest to sukces. Temat ten nie schodziłby z pierwszej strony „Gazety Wyborczej” i innych mediów uporczywie przekonujących o rzekomych dobrodziejstwach procedury. Ta cisza mówi dużo. Jest też dowodem na to, co Kościół i organizacje pro-life mówią od dawna – in vitro jest pułapką zastawioną na bezpłodne pary. 

Jacek Kotula