• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

To prezydent mianuje sędziów

Sobota, 2 lipca 2016 (04:11)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zaakceptowała projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. PiS mówi o kompromisie i cofnięciu się w tył, z kolei opozycja jak to ma w zwyczaju uważa ten projekt za niekonstytucyjny. O co zatem chodzi opozycji totalnej?

– Ten konflikt został wygenerowany przez dzisiejszą opozycję Platformę i PSL. Te formacje w dalszym ciągu nie chcą zrezygnować z tych owoców, które uzyskali, łamiąc Konstytucję RP. W związku z tym stawiają zaporowe warunki. Uważają, że kompromis owszem tak pod warunkiem, że wszystkie żądania, które stawiają, zostaną spełnione. Ale jednocześnie jestem przekonany, że nawet gdybyśmy spełnili wszystkie żądania, to opozycja również nie uznałaby tego gestu z naszej strony, tylko w dalszym ciągu prowadziłaby atak na PiS, obarczając nas za cały ten spór wokół Trybunału Konstytucyjnego. Taka zapewne byłaby narracja prezentowana przez głównie Platformę, choć nie tylko.  

Ostatnie posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, której Pan przewodniczy, też usiłowano sprowadzić do płaszczyzny kłótni…    

– Wszystkie posiedzenia komisji czy podkomisji rozpoczynają się od tego, co jest istotą konfliktu, a więc aby zaprzysiąc trzech sędziów, kandydatów na te stanowiska, których łamiąc Konstytucję RP, wyłonił poprzedni parlament, ponadto opublikować wyroki, które zostały wydane z naruszeniem prawa itd. Z tego wynika, że po stronie opozycji nie ma żadnej woli kompromisu. Powiem uczciwie, że nawet nie chcieliśmy wypominać, że to, co dziś chcemy rozwiązać, jest ich dzieło, a zatem cały ten konflikt to jest dzieło obecnej opozycji. Jest to następstwo złamania Konstytucji przez Platformę i PSL. Nie chcemy tego eksponować, a wręcz przeciwnie – jesteśmy gotowi cofnąć się o krok do tyłu. Tyle że po tamtej stronie nie widać woli jakichkolwiek ustępstw i cofnięcia się w odniesieniu do tego, co udało im się zdobyć na drodze łamania Konstytucji. To jest sytuacja nie do zaakceptowania.

Wspomniał Pan o ustępstwach ze strony PiS. Jak to wygląda w szczegółach. Proszę podać konkrety?

– Jeśli prześledzić projekt ustawy, który wyszedł w środę z Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka, to wyraźnie widać, że zrezygnowaliśmy z kilku spraw. Przedmiotem krytyki opozycji była kwestia rozpoznawania spraw przed Trybunałem Konstytucyjnym w kolejności ich wpływów. Przypomnę tylko, że nawet Komisja Wenecka nie krytykowała tego rozwiązania, stwierdzając, że jest ono stosowane w niektórych krajach. Natomiast wskazywała na potrzebę stworzenia możliwości odejścia od tej reguły w sytuacjach nadzwyczajnych. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, w tym projekcie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym odeszliśmy od tego rygorystycznego zapisu. Kolejność spraw obowiązuje tylko w odniesieniu do wniosków o zbadanie zgodności z Konstytucją, natomiast nie obowiązuje, jeśli chodzi o skargi obywateli w zakresie niekonstytucyjności przepisu, ale też w zakresie pytań prawnych, z jakimi do TK zwracają się sądy powszechne. Jest to zatem pewna elastyczność z naszej strony i odejście od tego, co zaprezentowaliśmy w noweli grudniowej.

To jednak nie koniec liberalizacji wyrażony w projekcie ustawy o TK…  

– Przypomnę, że chcąc dać większą legitymację orzeczeniom noweli grudniowej, zaproponowaliśmy, aby TK orzekał w pełnym, co najmniej 13-osobowym składzie. Wsłuchując się w głosy krytyki, głosy opozycji stwierdziliśmy, że i w tym zakresie możliwe jest ustępstwo. I teraz proponujemy, aby pod pojęciem pełny skład zawierało się co najmniej 11 sędziów. Jednocześnie ograniczyliśmy ilość spraw, która wymaga rozstrzygnięcia przez skład pełny 11 sędziów. To chyba najlepiej świadczy, że uczyniliśmy szereg kroków w tę stronę, aby odejść od tego, co zaproponowaliśmy w nowelizacji z grudnia 2015 r.

Tyle, że nie satysfakcjonuje to opozycji…?

– Rzeczywiście poprawki, które były wnoszone podczas posiedzenia podkomisji i komisji, generalnie zmierzały do tego, aby całą tą ustawę wywrócić i przywrócić ten porządek, który zaprowadziła Platforma poprzez ustawę z czerwca 2015 r.

Wątpliwości opozycji wzbudziło np. rozwiązanie, które przewiduje, że sprawy wnoszone przez prezydenta czy też ministra sprawiedliwości powinny być rozpatrywane w pełnym składzie. Czy takie rozwiązanie to konieczność?   

– Można to skomentować stwierdzeniem, że opozycja tak naprawdę szuka dziury w całym i zmierza do tego, żeby superwładzą, superkompetencjami obdarzyć TK, a uprawnienia innych podmiotów zredukować do zera, a przynajmniej zminimalizować. W związku z tym jeżeli jest zapis, że jeżeli sprawa jest szczególnie zawiła, to na wniosek prezydenta winna być rozpatrywana w pełnym składzie, to natychmiast po stronie opozycji pojawia się totalna krytyka, że oto mamy do czynienia z zamachem na niezawisłość i niezależność sędziowską, przy czym w tej całej dyskusji zapomina się, że jest podział władz, ale jest też zapis konstytucyjny o równowadze władz i aby ta równowaga była, to muszą być instrumenty, przy pomocy których te władze się równoważą. Pomyślano, że niezawisłość sędziowska sprowadza się do tego, że sędziowie mają orzekać wedle swojej najlepszej wiedzy prawniczej i zgodnie z własnym sumieniem i wara komukolwiek, kto próbowałby wkraczać w tą sferę, ale należy pamiętać, że reguły postępowania przed TK, organizacja Trybunału to rola parlamentu. I na tym polega równowaga, że władza ustawodawcza określa reguły gry przed Trybunałem, a Trybunał orzeka, tak jak wspomniałem, orzeka wedle swojej wiedzy prawniczej i wedle sumienia.

Podobnie jest przecież w odniesieniu do sądownictwa powszechnego?

– Owszem, reguły postępowania przed sądami powszechnymi określa władza ustawodawcza i można tu snuć pewna analogię. To władza ustawodawcza uchwala Kodeks Postępowania Karnego, Kodeks Postępowania Cywilnego, Kodeks Postępowania Administracyjnego czy chociażby ustawę o ustroju sądów powszechnych i jakoś w tych kwestiach – przynajmniej na razie – nie podnosi się larum, że jest to ingerencja we władzę sądowniczą. Natomiast wtedy, kiedy podejmujemy wysiłki w odniesieniu do TK, ażeby określić jego organizację i sposób postępowania przed nim, to słychać histeryczne głosy, że jest to ingerencja w odrębność władzy sądowniczej, ingerencja w niezawisłość sędziowską.

Ale czy nie słusznie?

– Ależ nie, bo przypomnę, że niezawisłość odnosi się tylko do orzekania, a nie do sposobu postępowania. Tak czy inaczej całą tą krytykę można sprowadzić do tego, że opozycji ten spór jest na rękę, który dostarcza im paliwa politycznego. Widać też, że nie zrozumieli, że walka o TK wcale nie przysparza im popularności i wzrostu notowań. Dziś Polacy dostrzegają to, kto tak naprawdę staje w obronie TK.

Czyli…?

– Dziś w obronie TK stają różne korporacje prawnicze i można powiedzieć, że wszystko to układa się w jedną całość.   

Dlaczego akuratnie korporacje prawnicze stają po stronie TK?

– Dlatego że oczekują, iż TK zablokuje wszelkie reformy właśnie w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem głębokiej reformy wymiaru sprawiedliwości oczekuje zdecydowana większość społeczeństwa. Tego doświadczaliśmy podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej, ale także dzisiaj, kiedy ludzie – można powiedzieć – bombardują nas listami, skargami w związku z wadliwym funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, oczekując jego reformy. Natomiast korporacje prawnicze nie zrozumiały niczego. Zamiast zabiegać o pewne zmiany i wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom społecznym, to okopują się na swoich pozycjach, co więcej – to środowisko cechuje wyniosłość, stawianie się ponad społeczeństwem, zabieganie o własne interesy, a TK ma im zagwarantować, że nic w zakresie reformy sądownictwa się nie odbędzie. Dlatego te środowiska prawnicze wspierają dziś TK, widząc w nim redutę obrony przed jakimikolwiek zmianami w państwie.  

Mamy kolejną oś sporu wokół TK, a mianowicie sześciu sędziów wystosowało list do prezesa Rzeplińskiego, stając w obronie prof. Kamila Zaradkiewicza, który został pozbawiony stanowiska szefa działu analiz i studiów i zdegradowany do roli eksperta, doradcy. Czy w TK tworzy się opozycja wobec działań prezesa Rzeplińskiego?

– Wielokrotnie mówiłem o tym, że dziś problemem TK jest przede wszystkim prezes Rzepliński, który już nawet nie ukrywa tego, że stał się politykiem, i to czołowym politykiem opozycji. Szkoda, że opozycja w wielu dyskusjach na różnych forach podnosi kwestie niezależności TK, niezawisłości sędziów, ale dziwnym trafem zapomina, że sędziowie powinni być przede wszystkim apolityczni. Jeśli zaś chodzi o prof. Kamila Zaradkiewicza, to jest to człowiek, który doskonale orientuje się w tym, jak funkcjonuje TK i tą swoją refleksją podzielił się z innymi. Tymczasem prezes Rzepliński, który na co dzień ma usta pełne praw i wolności obywatelskich, co więcej podkreśla, że to rzekomo w interesie tych praw Trybunał dziś funkcjonuje, że jest ostoją i gwarancji praw i wolności obywatelskich, w moim przekonaniu sam prezes łamie prawa obywatelskie prof. Zaradkiewicza. Jednym z praw jest prawo do prezentowania swoich poglądów, wyrażania swoich myśli, co prof. Zaradkiewicz czynił z umiarem i w sposób kulturalny. Natomiast z tego powodu jest dyskryminowany. Pytanie – czy powinniśmy dopuszczać, aby zjawisko dyskryminacji w jakiejkolwiek dziedzinie miało w ogóle miejsce, tym bardziej ze względu na wypowiadane krytyczne słowa? Skoro było to nie pomyśli prezesa TK, to pokazał on, jak w praktyce tegoż Trybunału wyglądają prawa i wolności obywatelskie.

A zatem można powiedzieć, że w tej chwili konflikt wokół TK przeradza się w konflikt już w samym Trybunale?

– W mojej ocenie, co mówiłem wielokrotnie, prezes Rzepliński jest problemem dla TK i można się tylko domyślać, że dla wielu sędziów to, co prezentuje, jest, delikatnie rzecz ujmując, wstydliwe. I pewnie owi sędziowie nie mają w sobie tyle siły i odwagi, żeby przeciwko takiej postawie prezesa zaprotestować. Dobrze jednak, że pewna część sędziów TK zgłaszają, że wewnątrz dochodzi do niepokojących zjawisk i że tak dłużej być nie powinno. Zawsze jest tak, że jakiekolwiek uogólnienie jest krzywdzące, że w każdym środowisku są ludzie mniej lub bardziej szlachetni i dobrze, że również w tym wypadku głos zabierają sędziowie, którzy wskazują, że wewnątrz tej instytucji łamane są prawa pracownicze, prawa człowieka, o które mają odwagę się upomnieć. To jest symptomatyczne, a zarazem cenny sygnał, bo postawa, jaką prezentuje obecny prezes TK, godzi w wizerunek tej instytucji, a co za tym idzie – godzi w wizerunek tych sędziów, którzy na to nie zasługują, pozostając wierni swej misji sędziowskiej, nie wdając się w politykę. I z tej perspektywy działania prezesa Rzeplińskiego są nie do zaakceptowania.  

Krajowa Rada Sądownictwa krytykuje prezydenta Andrzeja Dudę, który odmówił nominacji 10 sędziom sądów powszechnych. Cy ta odmowa była słuszna?

– To chyba najlepiej pokazuje, jakie mniemanie o sobie mają środowiska sędziowskie. Uważają, że o wszystkim to właśnie one powinny decydować i wara komukolwiek, kto tego dyktatu nie podziela. Stoją na stanowisku, że to środowiska sędziowskie mają decydować o tym, kto zostanie sędzią, mimo iż z zapisu Konstytucji RP wynika zupełnie coś innego. Oczekiwania środowisk sędziowskich wykraczają poza standardy, jakie obowiązują chociażby w zachodnich państwach, zapominając o tym, że ustrój państwa polskiego zbudowany jest na zasadzie trójpodziału władz, ale i równowagi władz i żeby ta równowaga była, muszą być instrumenty. W Konstytucji RP jest zapisane, że to prezydent mianuje sędziów. Tymczasem środowiska sędziowskie uważają, że prezydent ma jedynie zaszczyt wręczać sędziemu akt nominacji, co więcej, że jest to jego obowiązek, natomiast to Krajowa Rada Sądownictwa ostatecznie decyduje o tym, kto będzie sędzią w oparciu o opinię środowisk sędziowskich. Jeśli zaś przedstawią kandydata prezydentowi, to uważają, że ma on obowiązek tą kandydaturę zaakceptować. To jest nic innego jak urągające i niepoważne traktowanie głowy państwa. Jeśli prezydent mianuje, tzn. że to do niego należy decyzyjność, czyli może mianować, ale nie musi. W przeciwnym wypadku stałby się nikomu niepotrzebnym notariuszem. Dlatego nie do spełnienia są oczekiwania środowisk sędziowskich, że prezydent będzie jedynie przybijał pieczątkę na tym, co mu te środowiska przedstawią. Prezydent Andrzej Duda poważnie traktuje swoją rolę i skoro mianuje kogoś sędzią, to bierze również za to odpowiedzialność nie tylko prawną, ale również moralną. I to do jego decyzyjności należy to, kto sędzią być powinien, a kto nie.

Jednakże czy nie mamy tu do czynienia z pewną hipokryzją sędziów, którzy kiedy podnoszone są zastrzeżenia do niektórych sędziów, podnoszą, że to prezydent ich mianował, a z drugiej strony odmawiają prezydentowi prawa do tego?

– To pokazuje tylko brak konsekwencji tego środowiska. Tak było też w przypadku Andrzeja Seremeta, którego mianował jeszcze śp. prezydent Lech Kaczyński. Kiedy krytykowano prok. Seremeta, wówczas dzisiejsza opozycja podnosiła, że to przecież osoba mianowana przez prezydenta Kaczyńskiego, tym samym świadomie manipulując, przemilczając, że prezydent miał wówczas związane ręce. Przypomnę, że przedstawiono mu dwóch kandydatów, spośród których miał obowiązek wybrać jednego. Natomiast w przypadku sędziów przedstawia się jednego kandydata, oczekując, że prezydent Andrzej Duda wręczy mu nominację sędziowską. Raz jeszcze powtórzę, jest to niepoważne traktowanie głowy państwa, świadczące zarazem o wynoszeniu się środowisk sędziowskich.

Powiedzmy może jeszcze, kto nie otrzyma awansu?

– Prezydent nie mianował na wyższe stanowiska sędziowskie m.in. tych osób, które w moim przekonaniu sprzeniewierzyły się zasadzie apolityczności i zasadzie niezawisłości sędziowskiej. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że są tam sędziowie, którzy niechlubnie się wsławili się, prowadząc głośne i kontrowersyjne sprawy. Tak czy inaczej mianowanie sędziów jest prerogatywą prezydenta, który nie jest zobowiązany, żeby powoływać sędziów na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, która chciała sobie zrobić z prezydenta notariusza ich własnych nominacji.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki