• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

DLA POKRZEPIENIA SERC. Henryk Sienkiewicz

Liliowe nieszczęście

Wtorek, 14 czerwca 2016 (18:29)

Piękną część w życiu obiera i pamięć wdzięczność zrobi sobie na zawsze ta, co z płomieni Ognia i Miecza uczuła jedną iskrę padającą w swoje serce i z tej iskry roznieciła ogień. Ta, co za Skrzetuskiego, za Podbipiętę, za Kmicica daje nagrodę największą – serce i rękę szlachetnej dziewczyny. Ta, co mówi: ’Idźmy dalej tą drogą we dwoje ręka w rękę. Ja się przydam na podporę w osłabieniu, na ochłodę w znoju, na pogodę w burzy, na szczęście w domu […]. Tej, która będzie podporą i ochłodą, tchnieniem wiosny na stopnienie śniegów, perłą w głębi wód, promieniem słońca w smutnych ciemnościach – tej tysiące powiedzą: ’Bądź błogosławiona!’”.

To fragment błyskotliwego przemówienia, jakie wygłosił hrabia profesor Stanisław Tarnowski 11 listopada 1893 roku na ślubie Henryka Sienkiewicza z panną Marynuszką Wołodkowiczówną.

”Lecieć do słońca z orłem”

1 lutego 1891 roku Sienkiewicz – nieustający wojażer znalazł się w Afryce. Zwalczywszy ciężką anginę, wypłynął z Suezu do Zanzibaru. Mijał górę Synaj, przepłynął zwrotnik Raka, patrzył na migające światełka samotnych latarni i przypomniał swego latarnika.

Dotarł do Bagamoyo, ruszył z małą karawaną murzyńską, zwiedził „nie wiem, ile wiosek ludożerców, gdzie nie ja się bałem, ale mnie się bali”, strzelał do krokodyli i hipopotamów, ale febra dopadła go nad bagnistymi brzegami Wami. „Wyniosłem całą skórę z Afryki, choć niewiele brakło, a byłbym ją tam zostawił”.

W wiele lat potem mieli wyruszyć Sienkiewiczowsko-afrykańskim traktem Staś i Nel. Na razie ich przyszły twórca wrócił do kraju rozbity i schorzały.

„[…] przywiozłem po febrze afrykańskiej zwiększoną śledzionę, wątrobę, katar żołądka, a co za tym idzie i dość potargane nerwy” (29 maja 1891).

Mimo hipochondrycznych wzdychań nad śledzioną, robił takie wrażenie na niewiastach, że jak podkpiwa Stanisław Witkiewicz, „gotowe urządzać zbiegowiska, żeby go widzieć”.

Podczas karnawału krakowskiego zimą 1891-1892 ujrzały go w całej wykwintności.

Śmiał się kiedyś Litwos w „Chwili obecnej”: „Dobra jest muzyka, dobre wieczory piątkowe – ani słowa; ale jest coś lepszego od piątków i od muzyki, a tym czymś lepszym jest oddać serce prawdziwie wielkiemu człowiekowi. Ach! być Heloizą Abelarda, być oblubienicą męża […], którego parasol i kalosze potomność pod szklanym kloszem umieści i w muzeach z podziwem i namaszczeniem oglądać będzie, opleść bluszczowymi ramiony wspaniały dąb […] lecieć do słońca wraz z orłem – czy to nie jest największe szczęście dla kobiety?”.

Śmiał się, nie przypuszczając, że sam w niedalekiej przyszłości padnie ofiarą czegoś podobnego. Babski beau monde Krakowa – hrabiny i księżne zastawiły nań sieci arcyzręcznie. Bogata dama z Kresów – Helena z Drzewieckich Wołodkowiczowa, brylowała w salonach ze swoją śliczną wychowanką Marią, zwaną Marynuszką. Panie rozumowały słusznie: Marynuszka jest śliczna, młoda, bogata, Sienkiewicz jest sławą światową, jest genialny, jest wielbiony; jej wystarczy wmówić, że „cóż za szczęście dla kobiety być sercem wielkiego dzwonu”, jemu pochlebić namiętnym uczuciem uroczej panienki, o której rękę starali się pierwsi magnaci Ukrainy.

Wyglądała urzekająco. Z listów wiadomo, że portretując dobroć i wdzięk swojej najukochańszej pierwszej żony w postaci Maryni Połanieckiej, dał jej jednocześnie urodę bohaterki nieszczęsnego drugiego mariażu – Marynuszki. „Czy ty wiesz o tym, że Marynia Połaniecka ma nie tylko rysy M., ale często i jej słowa. Różnica w tym, że tam były one czczym frazesem” – napisze do szwagierki – Jadwigi Janczewskiej 11 stycznia 1894 roku.

W okresie tuż przednarzeczeńskim zaczął pisać „Rodzinę Połanieckich”. Budząca się sympatia kazała mu nadać Maryni Połanieckiej „rysy M.”: „Była to osoba średniego wzrostu, dość wysmukła; włosy miała ciemne, twarz łagodną, ale jakby zgaszoną, oczy niebieskie i prześliczne usta”.

Te niebieskie oczy, które Połanieckiemu wydawały się w porannym świetle fioletowe, i upodobanie do bzowych, bladoliliowych kolorów podyktują Sienkiewiczowi dla Marynuszki wdzięczny tytuł Jej Liliowego Majestatu.

Panna Marynuszka lubi w zamyśleniu deklamować młodzieńczy wiersz bohatera powieści Sienkiewicza „Bez dogmatu”:

I dziwię się tylko, że kwiaty
Pod twymi stopami nie rosną,
Ty złoty mój ptaku skrzydlaty,
Ty maju, ty raju, ty wiosno.

„Bez dogmatu” – świetna i do dziś niedoceniana powieść o subtelnym neurasteniku, który zmarnował swą wielką miłość – była ulubioną lekturą panny Marynuszki i jej przybranej matki, która powtarzała panience: – Człowiek, który tak pięknie opisuje miłość, musi sam być zdolny do niezwykłych uczuć. Wierzę, że uszczęśliwiłby cię…

Dane mi było poznać syna Marynuszki z jej drugiego małżeństwa – pana Kazimierza Dachowskiego, który udostępnił mi swój notatnik dotyczący niefortunnego pierwszego mariażu matki. Na zaproszenie państwa Wołodkowiczów Henryk Sienkiewicz składa wizytę w ich wykwintnym pałacyku w Odessie.

Z notatnika syna: „W Odessie Sienkiewicz oświadcza się matce. Robi to w sposób ujmująco delikatny i ładny. Matka milczy, prosi o czas do namysłu. – Napiszę dla ciebie dzieło, które zadziwi cały świat – mówi jej Autor Trylogii”.

Ile prawdy w słowach o dziele, które miało być dedykowane Marynuszce i zadziwić świat – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Henryk Sienkiewicz wrócił z Odessy jako oficjalny narzeczony Marii Romanowskiej-Wołodkowicz i jeszcze tej zimy 1892/1893 wpisał do jej albumu wiersz „Lotus”:

Z gorzkich doświadczeń pomnę, że zawsze rozwiewa
Rzeczywistość czar złudzeń – by wiatr liście z drzewa –
Wysechł mi już zdrój dawnych wiosennych uniesień –
I wiem, że kwiaty więdną, gdy nadejdzie jesień; […]
Nagle kwiatek biały
Spotkał – i stanął przed nim, dziwem skamieniały – […]
A później, gdy oddaleń uniosła go rzeka,
Uczuł, że się pamięta lotus i z daleka
I że kto go raz ujrzy na wodnej roztoczy,
Zostawi przy nim pamięć i duszę, i oczy.

Niedokończona symfonia

Jako narzeczeni Marynuszka i pan Henryk wyjeżdżają na Rivierę włoską. Tam podziwiają, jak napisze Sienkiewicz „morze, co ma i powagę, i zamyślenie – dziwne zarazem, słoneczne i błękitne”.

W tym kolorycie popłynęły dni.

„Ciepło, jasno i kwiecisto. Marynuszka różowa i ładniejsza niż kiedykolwiek, a także i tak wesoła jak nigdy” – cieszy się Sienkiewicz w liście z 28 lutego 1893 roku.

Pisze właśnie dla Marynuszki poetycką legendę „Bądź błogosławiona”, gdzie zamienia kwiat lotosu w przepiękną dziewczynę z indyjskiej baśni i każe jej zamieszkać w sercu poety Walmiki.

Sienkiewicz oczekiwał od panienki, iż da mu to, czego tak krótko doznawał za życia swojej Maryni – pogodę, miłość, pomoc i radość.

Publikując swoje „Z wrażeń włoskich”, tak wspomni zachód słońca u boku ślicznej narzeczonej: „Nie było teraz już widać ni morza, ni nieba, ni tej granicy, gdzie woda styka się z widnokręgiem – nie było widać nic, tylko jedną liliową nirwanę, łagodną, spokojną i kojącą jakimś zaświatowym ukojeniem.

A potem przyszła noc!

Lecz noc nie usypia wspomnień i kto taką liliową symfonię raz widział, tego pamięć wróci nieraz do niej – i dusza wróci”.

Niestety, „liliową symfonię” zaczynają mącić poważne zgrzyty. „Z Marynuszką jestem coraz lepiej, a z p. Wołodkowicz kłócę się” – wyznaje Sienkiewicz. Kłótnie dotyczą przede wszystkim stopy życiowej przyszłego małżeństwa. Pani Wołodkowiczowa stanowczo żąda dla Marynuszki stale towarzyszącej służącej. Sienkiewicz stanowczo odmawia. Pani Wołodkowiczowa stanowczo przewiduje śmierć Marynuszki z przemęczenia. Sienkiewicz wyraża stanowczo nadzieję utrzymania żony przy życiu. Stara się też usilnie konflikty z upiorną maman załagodzić i pisze do Marynuszki 11 maja 1893 roku: „Jak dojechała moja Ptaszynka? Czy dobrze, zdrowo? Nie łam sobie teraz Twojej najdroższej główki nad żadnymi zagadnieniami życia, daj się pieścić mamie, daj się pieścić listom i odpoczywaj. Wszystko się kończy na świecie, więc i to, co by cię teraz mogło niepokoić, skończy się także, ale sam upływ dni i tygodni przyniesie to zakończenie, tymczasem myśl wypoczywać powinna. Posyłam różany puch, miękki, ciepły, delikatny i nigdy nic innego nie poślę”.

”Z dogmatem -– w świat”

Pani Wołodkowiczowa będzie kilkakrotnie zrywała i na powrót nawiązywała narzeczeństwo. Jak do tego doszło? Jak się stało, że mimo tylu znaków ostrzegających, iż nigdy to małżeństwo mu szczęścia nie przyniesie, Sienkiewicz jednak się na nie zdecydował? Nie wiemy. Na pewno Marynuszkę pokochał. Mówi o tym taki fragment jego listu: „Mówię Ci przy tym z głębi duszy, że […] lepszej przyszłości nie umiem sobie wyobrazić, jak być z Tobą, patrzyć na Ciebie i czuwać nad Tobą […]. Pisałem i powtarzam Ci, że pragnąłem odzyskać jeszcze bardziej Twoje serce niż rękę, ale piszę Ci już: ’namyśl się’”.

Jakąż na to dostaje odpowiedź?

„Mój drogi i miły Kotku, nie myśl, że ja ci daję tylko swoją rękę bez serca – daję ci to wszystko, co mam od Boga i duszę, i serce, i umysł, i oczy, i usta moje; to z miłości, z rozwagą i ufnością, by cię uszczęśliwić”. „Z miłości, z rozwagą i ufnością” przekroczyli tedy oboje – Jej Liliowy Majestat i najsławniejszy człowiek w Polsce – próg prywatnej kaplicy Jego Eminencji księcia biskupa krakowskiego, kardynała Albina Dunajewskiego, w sobotę, 11 listopada 1893 roku.

Książę kardynał, świadom ważności momentu, wypieścił po literacku swoje przemówienie; robiąc aluzję do głośnej powieści Sienkiewicza, z naciskiem mówił, błogosławiąc nowożeńców: „Z dogmatem idźcie w świat”.

Martyrologię miesiąca miodowego zawierają dramatyczne listy Sienkiewicza do Jadwigi Janczewskiej. Pisze, że Marynuszka odbierała w Wiedniu, Wenecji, Genui „po pięć depesz średnio dziennie” od zrozpaczonej, narwanej matki i „po dwa lub trzy listy”. Sienkiewicz dostał jeden, w którym „takie wyrażenia jak ’wiję się z męczarni’ należały do umiarkowanych. Miałem wrażenie, żem zaczął wspólne pożycie od wzięcia Marynuszki za nogi i wleczenia jej głową po kamieniach” (Nervi, Eden-Hotel, 22 listopada 1893). W postscriptum dodaje: „Kaszlę bardzo i połamany jestem przez influencę jak stara laska”.

Z notatnika syna: „Przed Bożym Narodzeniem państwo Wołodkowiczowie znaleźli się w Rzymie. Za nimi, na prośbę Marynuszki, pospieszyli z Nervi Sienkiewiczowie i zamieszkali w Hotelu Splendid. Tamże Marynuszka opuściła na zawsze swego męża, chroniąc się do apartamentów swojej przybranej matki. Małżeństwo trwało 6 tygodni”. Sienkiewicz za wszelką cenę usiłował je uratować.

Ostatni list do Marynuszki, datowany w Krakowie 28 stycznia 1894 roku, w niedzielę, jest pisany w gorącym i serdecznym tonie:

„Mój Drogi, Kochany, Najmilszy Bebusiu! Im dłużej jestem sam, tym bardziej smutek bierze górę nad żalem, tym bardziej wszystko, co zaszło, zaciera mi się w oczach, a zostaje tylko w pamięci Mój Biedny i bardzo Biedny, a równie Drogi Bebuś i mówię sobie, że nie mogę być dla Ciebie ani dość wyrozumiałym, ani dość dobrym. I skorom Ci przyrzekł opiekę i czuwanie nad Twoją duszą, to […] powinienem dotrwać do ostatka sił”.

Do Janczewskiej pisał: „[…] nawet rozstając się, można się rozstać szlachetniej lub mniej szlachetnie – a nawet mniej więcej przyjaźnie, i tym tłumaczy się w części moje postępowanie względem tych pań. Że one się chcą rozstać jak awanturnice – to ich rzecz”. Nie mógł się otrząsnąć z gorzkiego zadziwienia: „Żeby mi kto przed trzema laty powiedział, że mi taka dachówka spadnie na głowę, tak bez żadnej przyczyny ni winy – i że w Polsce znajdą się takie typy kobiece, tobym go miał za wariata […]. Nigdy nie czułem się tak zmiażdżony co do zdrowia i sił. A ’Połanieckich’ pisać trzeba” (15 marca 1894).

Nie czekał już na opamiętanie „tych pań”. Zrezygnował.

„Jedno jest pewne, że byłem dobrym mężem dla mojej pierwszej nieodżałowanej Maryni – pisze z ogromnym smutkiem – żem ją na ręku nosił, że pożycie nasze było wzorowe i że z tą samą dobrą wolą, z tym samym przejęciem się przystępowałem do drugiego związku. Szczęście, jakiegom się spodziewał, jest i tak złamane, więc niech będzie, co ma być…” (Neapol, 13 marca 1894). Jednocześnie pisze z wielkim trudem „Rodzinę Połanieckich”. Ale nie poddaje się. Jego myśl o pracach w przyszłości budzi największy podziw.

„’Połanieckich’ piszę mocno. Na spacerach układam sceny z ’Quo vadis’, a na dalekim horyzoncie rysują mi się ’Krzyżacy’” – zapowiada.

Do „Połanieckich” w dość mdły tok akcji wkraczają nowe postaci, krwiste i kreślone z pasją. To ciocia Broniczowa, zakochana do szaleństwa w swojej wychowanicy, niebezpieczna snobka i krętaczka, i jej przybrana córka, która porzuca narzeczonego, utalentowanego poetę na rzecz pięknego i głupiego jak gałka od laski modnisia. Oczywiście czytelnicy w lot rozszyfrowali rodowód literacki postaci, cała opinia publiczna była po stronie Sienkiewicza.

Tragiczny epizod „marynusizmu” dobiegnie końca w jego życiu razem z finałem prac nad „Qvo vadis”. 18 lutego 1896 roku w Nicei zapisał ostatnie słowa: „I tak minął Nero, jak mija wicher, burza, pożar, wojna lub mór, a Bazylika Piotra panuje dotąd z wyżyn Watykańskich miastu i światu”. 19 marca 1896 roku w „protokóle czynności konsystorza biskupiego w Krakowie zaznaczono, że małżeństwo Marii Wołodkowicz z Henrykiem Sienkiewiczem zostało przez dyspozycję świętej Stolicy Apostolskiej rozwiązanym”.

Pisał Sienkiewicz o tym dramacie jeszcze z goryczą, ale już z rezygnacją: „Małżeństwo może utrzymać się na miłości – ale tam jej nie ma, może na obowiązku, ale tam się go nie rozumie, może na religii, ale skarga rozwodowa jest najlepszym dowodem, że i z religii sobie nic nie robią… A dla mnie – cordis cinevi pax – popiołowi serca pokój”.


Mogą Państwo spotkać się z Henrykiem Sienkiewiczem na wystawie Barbary Wachowicz w warszawskim Muzeum Niepodległości, aleja Solidarności 62.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

Barbara Wachowicz