Chciejstwo ideologiczne bierze górę
Piątek, 10 czerwca 2016 (13:27)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Mamy trzy projekty dotyczące Trybunału Konstytucyjnego: PiS-u, obywatelski KOD-u oraz nowelizacja przygotowana przez PSL. Odmiennie od poprzedniej koalicji PO – PSL, która odrzucała „jak leci” projekty obywatelskie, PiS jest za procedowaniem wszystkich projektów…
– Chciałbym zwrócić uwagę, że to głosami PiS trzy projekty dotyczące Trybunału Konstytucyjnego zostały wprowadzone do porządku obrad. Co ciekawe, przeciwko wprowadzeniu tych projektów pod obrady głosowały Platforma i Nowoczesna. Tym samym ugrupowania te były przeciwne temu, aby przystąpić do procedowania także nad projektem obywatelskim KOD-u. PiS było i jest konsekwentne, przez minione osiem lat powtarzaliśmy, że nie może być sytuacji, kiedy wysiłek i zaangażowanie obywatelskie są lekceważone przez parlament. Skoro pod projektem podpisało się ponad sto tysięcy osób, to trzeba, żeby parlament rozpatrzył taki projekt. Inną kwestią pozostaje to, jakie będą później decyzje, natomiast wniosek obywatelski zasługuje na rzetelne rozpatrzenie i ustosunkowanie się do niego.
To odmiennie niż Platforma, która cały czas miała problem z projektami obywatelskimi…
– Tu wychodzi cała hipokryzja Platformy, ale też Nowoczesnej. Z jednej strony powiadają, że trzeba rozwiązać konflikt wokół TK, a z drugiej chcą storpedować wszystkie inicjatywy, które ku temu zmierzają. Dlatego z mównicy sejmowej apelowałem wczoraj o refleksję, mówiłem, że tego rodzaju działania szkodzą Polsce, szkodzą Polakom, ale również szkodzą samej opozycji. Najwyraźniej widać to, jak polityka „totalnej” opozycji szkodzi wizerunkowi Platformy, czego wymiernym efektem są spadające notowania tej politycznej formacji. Najwyższy czas na refleksję.
Podczas wczorajszej debaty w Sejmie, przedstawiając projekt Prawa i Sprawiedliwości, mówił Pan także, że PiS jest elastyczne i wychodzi naprzeciw głosom krytyki oraz pewnym oczekiwaniom, bo kompromis to także gotowość do zrobienia kroku w tył. Jak daleko jest w stanie cofnąć się PiS?
– W przedstawionym projekcie uwzględniliśmy w znacznej mierze głosy opozycji. Po nowelizacji grudniowej uwzględniliśmy najważniejsze kwestie wypływające zarówno z opinii Komisji Weneckiej, jak i Komisji Europejskiej. Mianowicie oparliśmy ten projekt na ustawie z 1997 r., która nie była przez prawie 20 lat przez nikogo kwestionowana. Uczyniliśmy to, uważając, że będzie to dobra podstawa do tego, żeby jednak doprowadzić do kompromisu i znaleźć wspólny język z opozycją. I do tamtej ustawy z 1997 r. wprowadziliśmy niewiele poprawek.
Te poprawki opierają się jednak na nowelizacji z grudnia ubiegłego roku?
– Te poprawki są oczywiście zaczerpnięte z nowelizacji grudniowej, ale w wersji bardzo złagodzonej. Tak jak wspomniałem, w znacznej mierze uwzględniają głosy opozycji, Komisji Weneckiej oraz Komisji Europejskiej. W szczególności w sposób bardzo elastyczny podeszliśmy do kwestii kolejności rozpoznawania spraw, do składu TK, który w pełnym składzie rozpatrywałby nie każdą sprawę, obniżyliśmy wymóg dotyczący liczby sędziów w pełnym składzie z 13 na 11. A zatem są to widoczne ustępstwa w stosunku do tych zapisów, które były w nowelizacji grudniowej. Również głosowanie większością dwóch trzecich głosów jest też zastrzeżone tylko dla najważniejszych spraw. To pokazuje, że zrobiliśmy wiele i jesteśmy otwarci na merytoryczną dyskusję, jesteśmy otwarci na propozycje, które będą służyły poprawie funkcjonowania TK. Oczywiście nie możemy się zgodzić na takie rozwiązania, które miałyby doprowadzić do tego, że TK będzie bastionem, który uniemożliwi demokratycznie wybranej władzy realizowanie programu. Na to nie możemy sobie pozwolić. Natomiast chcemy, żeby TK wywiązywał się z tego, do czego na mocy Konstytucji RP został powołany, a więc do rzetelnego rozpatrywania i kontrolowania zgodności ustaw z Ustawą Zasadniczą i umowami międzynarodowymi.
Ciekawe, jak zachowają się „totalna” opozycja oraz Nowoczesna, czy będą głosowały za odrzuceniem tych projektów i o czym to będzie świadczyło.
– Czas pokaże i zweryfikuje to, co głosi „totalna” opozycja wraz z Nowoczesną, z czynami. Pamiętamy przecież, że Platforma w koalicji z PSL, w poprzedniej kadencji sprawując władzę, odrzucała wszystkie projekty obywatelskie i jeśli nie nastąpi refleksja, to można się spodziewać, że i tym razem zachowa się podobnie. Wyraźnym symptomem było wczorajsze głosowanie, kiedy Platforma i Nowoczesna opowiedziały się przeciwko umieszczeniu projektu obywatelskiego KOD-u w porządku obrad.
To objaw negacji czy rozgrywek między tymi dwoma ugrupowaniami, które próbują przejąć pałeczkę lidera opozycji?
– Po tamtej stronie toczy się gra, trwają wzajemne próby rozgrywania przeciwnika. Tylko na przykładzie wczorajszej debaty w Sejmie mogliśmy zobaczyć miny Platformy mocno zaskoczonej decyzjami Nowoczesnej, która w ostatniej chwili wycofała swój projekt dotyczący TK. To wszystko pokazuje, że w łonie opozycji toczy się ostra walka o przywództwo, a w przypadku Platformy widać, że jest to już chyba walka także o przetrwanie.
Dlaczego Pana zdaniem Platforma, która stawia siebie w roli obrońcy demokracji i TK, sama nie przedstawiła własnego projektu, a Nowoczesna wycofała wcześniej przygotowany projekt?
– Można odnieść wrażenie, że obu tym ugrupowaniom nie zależy na rozwiązaniu konfliktu wokół Trybunału. Co więcej, kiedy dostrzegły, że istnieją realne możliwości rozwiązania tego sporu, robią wszystko, żeby do tego nie doszło. To pokazuje, że zarówno Platformie, jak i Nowoczesnej zależy na tym, żeby ten konflikt zaostrzać, żeby on trwał jak najdłużej. Ten konflikt jest czy też był paliwem politycznym dla opozycji. Przecież obserwując wydarzenia na polskiej scenie politycznej w ostatnich miesiącach, po stronie działań opozycji nie mogliśmy zauważyć żadnych innych poza tymi, że walczy o rzekomo zagrożoną w Polsce demokrację i prawa obywatelskie, o TK. Ale tak naprawdę te formacje walczą o władzę i robią wszystko, żeby zakwestionować to, co dla demokracji jest najważniejsze, a więc wybory powszechne. Te ugrupowania nie mogą się pogodzić z werdyktem społeczeństwa. Mamy więc w kółko krążenie wokół tego samego tematu. Nie widać natomiast żadnej innej inicjatywy parlamentarnej ze strony tych formacji.
W lipcu Parlament Europejski ma ponownie głosować nad kolejną rezolucją dotyczącą Polski w sprawie TK, ustawy o policji i mediów publicznych. Czy PiS liczy się z tym, że taki scenariusz może potrwać przynajmniej przez cztery najbliższe lata?
– W tej chwili zastanawiamy się nad podstawami prawnymi działania instytucji unijnych względem Polski właśnie w tym zakresie. Przecież tu chodzi o decyzje, które należą do suwerennego państwa. Europarlamentarzyści PiS zwracali się o to, aby podano im podstawy działania instytucji unijnych wobec Polski. Długo musieli czekać na odpowiedź, a ta, którą w końcu otrzymali, jest bardzo mglista i niejasna.
Czyli konkretnie jaka?
– Przeważał ton, że skoro Polska zdecydowała się na członkostwo w UE, to jest związana pewnymi konsekwencjami. Tak czy inaczej rodzi się pytanie, na ile rozwiązania przyjmowane przez Polskę pozostają w kolizji z prawem unijnym. Odpowiedź jest prosta i jasna – w żadnym wypadku nie pozostają w konflikcie. Mało tego, nawet gdy Platforma prezentowała w 2015 r. projekt o TK, to tak jak w każdym projekcie również i tu w uzasadnieniu była wzmianka, że projekt nie wkracza w sferę prawa unijnego. A zatem w związku z tym rodzi się kolejne pytanie: skoro to nie wchodzi w zakres prawa unijnego – taka jest opinia prawników w Polsce – to jaki jest tytuł do tego, aby tą problematyką interesowały się teraz instytucje unijne.
Czy w tej sytuacji możemy się spodziewać zaskarżenia tych kwestii przez polski rząd?
– Oczywiście nie można tego wykluczyć. Trzeba też sobie zdawać sprawę, że dziś nad czymś innym należy ubolewać – nie tyle jest ważna rzetelność i wiedza prawnicza, ile chyba górę bierze ideologia. I to jest przykre. To ma miejsce zarówno w Polsce, jak i poza naszymi granicami. Wielokrotnie mogliśmy się przekonać, że argumentacja prawna tak naprawdę nie ma większego znaczenia, natomiast ważniejsze jest chciejstwo, i to chciejstwo ideologiczne.