• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Rosjanie na Anakondzie

Czwartek, 9 czerwca 2016 (01:20)

Od poniedziałku ćwiczenia Anakonda obserwuje czterech rosyjskich oficerów.

Prawo do wysyłania obserwatorów wynika z Dokumentu wiedeńskiego z 2011 r., który ma na celu poprawę zaufania między państwami członkowskimi OBWE. Idea obserwacji ćwiczeń wojskowych sięga jeszcze zimnej wojny. Pomiędzy NATO a Układem Warszawskim porozumiano się, że większe manewry obie strony będą sobie zgłaszać. W latach 70. zdarzało się, że sowieckie ćwiczenia amerykański wywiad uznawał za początek inwazji i stawiano na nogi całe siły zbrojne NATO. Bywało też na odwrót. Podczas rozmów w Helsinkach wprowadzono reguły powiadamiania i wysyłania obserwatorów na ćwiczenia drugiej strony.

Po czasach podziału na dwa bloki pozostał niekorzystny sposób przydzielania prawa do obserwacji. – Każdy kraj ma prawo przyjąć tylko trzy obserwacje rocznie. Kraje NATO nie kontrolują się nawzajem w tym trybie, inne kraje często nie chcą lub nie stać ich na inspekcje, więc praktycznie Rosja może do każdego państwa NATO wysyłać obserwatorów trzy razy w roku, także do Polski. My do Rosji też możemy, ale jest to bardziej skomplikowane, bo trzeba się porozumieć z innymi członkami OBWE i często limit się wyczerpuje – tłumaczy płk Piotr Szymańczyk z MON.

W praktyce zobaczenie którychś z niezapowiedzianych rosyjskich manewrów jest bardzo trudne. Na jedną z trzech inspekcji w Rosji może się zgłosić na przykład Białoruś albo Szwajcaria. Tylko czasem udaje się „wskoczyć” członkowi NATO i trafić na większe ćwiczenia w Rosji.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski